W historii Związku Radzieckiego było wiele prób zabicia przywódców tego państwa. Były to niejednokrotnie rozgrywki wewnątrz partyjne czy też zamachy organizowane przez zdesperowanych obywateli jak też organizowane przez zagraniczne organizacje. Jednak dla mnie najciekawszym zamachem był zamach na Breżniewa, po którym o dziwo zamachowiec nie został zlikwidowany, natomiast w nowych realiach po 1990 roku został uwolniony z przyznaną emeryturą i mieszkaniem.

W dniu 22 stycznia 1969 roku  w pobliżu murów Kremla uzbrojony terrorysta swobodnie strzelał do orszaku sekretarza generalnego KC KPZR Leonida Breżniewa, zabijając jedną i raniąc cztery osoby. Ale strzelec nie został skazany na śmierć, wciąż żyje i jest teraz na wolności. Kilka lat temu Korespondent RBTH spotkał się z niedoszłym zabójcą szefa ZSRR. 

Terrorysta był przekonany, że strzelał do Sekretarza Generalnego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Leonida Breżniewa. Był przekonany, że w orszaku samochodów właśnie w tym był szef ZSRR. W rzeczywistości strzelał do samochodu z kosmonautami Georgijem Beregowojem, Walentiną Terieszkową, Aleksejem Leonowem i Andrijanem Nikolajewem. Przez sześć sekund dziesięć pocisków 9-mm z dwóch pistoletów Makarow uderzyło w przednią szybę. Samochód marki „Ził-111g”, którym jechali kosmonauci w owym czasie był twarzą kraju Rad jak to określano. Piękny samochód, tworzył stylistykę amerykańskiego „Cadillaca”, Buicka i Packarda, ale niestety nie był opancerzony. Siedzący obok oficer  przechwycił kierownicę od umierającego kierowcy i samochód zatrzymał się a następnie zaczął się cofać po czym oficer ochrony wrzucił hamulec ręczny. Motocyklista z ochrony honorowej, która eskortowała samochody. sierżant Wasilij Zatzajnilow zasłonił linię strzału. Terrorysta zdążył wystrzelić łącznie 11 kul nim został obezwładniany przez ochronę. W magazynkach miał jeszcze pięć pocisków. Aby uspokoić opinię i świadków z uwagi na to, że uroczystość zgromadziła wielu ludzi na Placu Czerwonym nadto prowadzona była transmisja telewizyjna, która natychmiast została przerwana, Breżniew zbliżył się do kosmonautów, i powiedział –  „Nie mówmy nic o tym”. Sprawa była utrzymywana w tajemnicy. Nadto była to niespotykana rzecz, gdyż zamachowcem okazał się 22-letni Wiktor Iljin, młodszy lejtnant jednostki topograficznej spod Leningradu.. W dniu  21 stycznia 1969 roku rano z dwoma pistoletami ze swojej jednostki pod Leningradem (obecnie Sankt Petersburgiem), kupił bilet na samolot i z bronią bez podawania jej bagażu, poleciał do Moskwy. Co ciekawe nikt nie zatrzymywał go do kontroli. Spacerował po Moskwie, odwiedził swojego wujka, byłego milicjanta. Następnego dnia rano ukradł mu płaszcz milicyjny i poszedł na plac pod Kreml. Nikt nie sprawdzał mu dokumentów, gdyż był w mundurze. 

W tym czasie w pobliżu Kremla utworzono milicyjny kordon, oddzielający rządową trasę przejazdu od tłumu gapiów. Iljin stał w tym kordonie, ale ponieważ był w mundurze, nikt nie zwracał na niego szczególnej uwagi. Chociaż został zapytany przez jednego z oficerów ochrony dlaczego tutaj stoi, odpowiada – „Jak mnie tutaj postawili to stoję”. Gdy kawalkada Breżniewa zbliża się do Kremla, Iljin wybiega z kordonu i strzela dwiema rękami, pistolety miał  schowane w długich rękawach płaszcza. Strzela do drugiego samochodu, w którym zwykle siedział szef ZSRR. Ale Breżniew miał szczęście, gdyż podczas podróży udostępnił swój samochód kosmonautom, dlatego też oni właśnie nim podróżowali. Ilyin wystrzeliwuje jedenaście pocisków, zabijając kierowcę i raniąc Andrijana Nikołajewa i Georgija Beregowoja. W samochodzie są też Aleksiej Leonow i pierwsza na świecie kobieta kosmonauta Walentyna Terieszkowa. Kolejna kula trafia motocyklistę z eskorty. Wiktor Ilyin zostaje aresztowany na miejscu, nie stawia oporu. Lecz jego plan się zawalił, Breżniew żyje, informacja o zamachu jest utajniona, donosi o tym tylko zagraniczna prasa i wiadomo już, że nie będzie sądu, w którym chciałby zamachowiec Iijin przemawiać. Niedawno zapytany przez dziennikarza Iljin o jego obecne poglądy polityczne, uchylił się od odpowiedzi, mówiąc, że musi teraz służyć Bogu, skoro zabił niewinną osobę. Jak wspomina były podpułkownik KGB Igor Atamanenko, który przesłuchiwał Iljina w 1969 roku „kiedy podczas pierwszego przesłuchania zabójca dowiedział się, że nie strzelał do Breżniewa, ale do kosmonautów, wpadł w histerię”. Jak to się też stało, że zabójca żyje sobie obecnie spokojnie w Moskwie. Wiktor powtarza obecnie – „Jeśli osoba w wieku 70 lat patrzy na świat tak samo, jak w wieku 20 lat, żyła na próżno” – powiedział Wiktor Ilyin w trakcie udzielonego wywiadu w 2017 roku. Niedawno ukończył 73 lata, a kiedy strzelał do Breżniewa, miał 21 lat. „Gdybym wrócił do okresu w 1969 roku, nikogo bym nie zabił. Dzięki Bogu, że mam teraz okazję to powiedzieć. Przecież kiedy strzelałem do kawalkady, nie liczyłem na przyszłość. To był akt samobójczy. Ale na szczęście dali mi dwa życia ”. Zamiast rozstrzelać – emerytura. Za zbrodnię, z powodu której Iljinowi groziła kara śmierci, gdyż oskarżono go z czterech artykułów takich jak „Terroryzm”, „Morderstwo”, „Kradzież broni” i „Dezercja”, nigdy nie został skazany, został uznany za obłąkanego i wysłany na przymusowe leczenie w szpitalu psychiatrycznym. Chociaż wszyscy, którzy go przesłuchiwali, w tym szef KGB i przyszły przywódca ZSRR Jurij Andropow, początkowo mówili, że Iljin działał celowo, ze względów ideologicznych. „Przyznanie, że obywatel radziecki, zdrowy na umyśle, chciał zastrzelić Breżniewa, oznaczałoby, że państwo sowieckie przyznałoby, że w kraju narastało niezadowolenie do systemu komunistycznego. To było niemożliwe. Dlatego postanowiono pokazać, że tylko szaleniec może próbować zamordować głowę ZSRR. Wtedy też nikt nie mógł sobie wyobrazić, że za 20 lat ZSRR się rozpadnie, a nowy Sąd Najwyższy uwolni terrorystę, czyniąc go niemal bohaterem oporu. Na koszt państwa Iljinowi przydzielono nawet jednopokojowe mieszkanie na obrzeżach St. Petersburga, gdzie się urodził i wychował oraz otrzymał emeryturę. Powodem, dla którego Iljin zdecydował się zastrzelić Breżniewa, było najprawdopodobniej jego dzieciństwo. Wiktor nie miał nawet dwóch lat, gdy został odebrany rodzicom, chronicznym alkoholikom. Dorastał w rodzinie zastępczej. W szkole prawie z nikim nie rozmawiał i jak sam przyznał, cierpiał na brak uwagi. „W szkole średniej marzyłem o zostaniu geologiem” — mówił Iljin. „Wtedy w Związku Radzieckim ten zawód uważano za najbardziej romantyczny, wędrówki piesze, nowe znajomości, nieznane krainy, pieśni przy ognisku. Wstąpiłem do technikum topograficznego, podróżowałem po wielu miastach i regionach oddalonych od Leningradu. Ale to, co zobaczyłem, zrobiło na mnie przygnębiające wrażenie. Bieda, pijaństwo, dewastacja i wcale nie to, co pokazywano w sowieckiej telewizji. Zdałem sobie sprawę, że cały kraj tak żyje, a komuniści rażąco kłamią. Początkowo nie planowałem popełnić ataku terrorystycznego na przywódców kraju. Napisałem plan reform, który obejmował miesięczną wypłatę każdemu mieszkańcowi ze sprzedaży surowców naturalnych i wysłałem go na Kreml do Breżniewa. Ale nie otrzymałem odpowiedzi. Wtedy postanowiłem go zabić. Chciałem, żeby wszyscy wiedzieli o moich pomysłach, a to wymagało głośnego działania. Planowałem opowiedzieć o planie reform w sądzie, w ostatnim słowie”. Ilyin przygotowywał się do zamachu prawie roku. Aby uzyskać dostęp do broni, od czasów studenckich udał się do wojska. Służył w pobliżu Leningradu, codziennie studiował centralne gazety, które pisały tylko o tym, gdzie, kiedy i z kim spotkał się Breżniew. W połowie stycznia 1969 roku prasa doniosła o kolejnym zwycięstwie radzieckiej kosmonautyki. Uhonorowanie tych, którzy powrócili na Ziemię, zaplanowano na 22 stycznia w Moskwie. Wcześniej delegacja rządowa na czele z Breżniewem miała spotkać się z astronautami na lotnisku i uroczyście zabrać ich na Kreml. Wiktor Ilyin oblicza wszystko z matematyczną precyzją. Wczesnym rankiem 21 stycznia, po odczekaniu, aż oficer dyżurny zaśnie, kradnie ze zbrojowni dwa pistolety i magazynki, ucieka z jednostki, jedzie pociągiem podmiejskim na lotnisko Leningrad Pułkowo, a stamtąd leci do Moskwy, w tym czasie podczas wchodzenia na pokład samolotu nie było osobistej rewizji. Po przybyciu do stolicy zatrzymuje się u swojego wujka, który służy w milicji, mówiąc mu, że przyjechał na wakacje. W dniu 22-go rano potajemnie wyjmuje z szafy policyjny płaszcz, zakłada go i przybywa na Kreml dokładnie w momencie przejazdu kolumny. Wiktor robi to wszystko w niecały jeden dzień. Jak później wyjaśnia w trakcie śledztwa – „Gdybym poświecił więcej czasu na przygotowania, plan by się nie powiódł. Wiadomość o moim zniknięciu z jednostki  pojawiła się w centralnej dyrekcji KGB dosłownie na godzinę przed zamachem. I tylko dzięki temu, że w jednostce wojskowej, gdy odkryli , że mnie nie ma, nie chcieli robić zamieszania i najpierw zaczęli mnie szukać na własną rękę.” Prawda była jednak trochę inna, gdyż w jednostce wszyscy myśleli, że on chce popełnić samobójstwo, zastanawiano się tylko dlaczego zabrał dwa pistolety. Wiktor Iljin mieszka nadal pod Sankt Petersburgiem, pisze wiersze i żyje przykładnie prowadząc spokoje życie. 

Źródła:

  1. Покушение на Брежнева: как главный террорист Советского Союза оказался на свободе , https://russian.rt.com/russia/article/352700-pokushenie-brezhnev-intervyu  – (dostęp 23-09-2021)
  2. 11 выстрелов в Кремле, https://rg.ru/2019/03/20/kak-slozhilas-sudba-uchastnikov-pokusheniia-na-brezhneva-v-1969-godu.html   – (dostęp 23-09-2021)
  3. Павел Жуков, Геолог-романтик Виктор Ильин против советской власти, https://vatnikstan.ru/history/pokushenie-bregnev/   – (dostęp 23-09-2021)

Nadto film dokumentalny – Чистосердечное признание. Он стрелял в Брежнева, https://www.youtube.com/watch?v=WA91LnlxEfo   – (dostęp 23-09-2021)