„Z jednej strony przyklaskujecie nam, a z drugiej – zarzucacie, że przyjmujemy tych, którzy postępowali źle” – pisze siostra Małgorzata Chmielewska w odpowiedzi na tekst „Krytyki Politycznej”. Autorka zarzuca w nim s. Małgorzacie Chmielewskiej, przełożonej Wspólnoty Chleb Życia, że choć piętnuje ukrywanie księży pedofilów w Kościele, sama uczestniczy w tym procederze. Siostra Chmielewska stanowczo odniosła się do artykułu we wpisie na swoim Facebooku, gdzie przyznała, że przeczytała go ze zdumieniem, zaś autorka nie skontaktowała się z nią przed publikacją, „a szkoda”.

Pełna treść wpisu Siostry Chmielewskiej poniżej.

Szanowni Państwo!
Ze zdumieniem przeczytałam artykuł p.Agaty Diduszko-Zyglewskiej w Krytyce Politycznej, interpretujący moje wypowiedzi, wyrwane z kontekstu. Rozumiem, że artykuł ten jest wyrazem głębokiej troski o stan Kościoła w Polsce, jak również o moją postawę wobec ludzi krzywdzonych, w tym ofiar pedofilii.
Autorka nie była uprzejma skontaktować się ze mną przed publikacją, a szkoda. Zadziwia fakt, że jest ona w szoku. Ponadto niczego ani autorce, której nie znam osobiście, ani też nikomu, nie wyznawałam.
Informuję zatem, że Katolicka Wspólnota Chleb Życia przyjmuje do swoich domów ludzi bezdomnych, których przeszłość bywa różna: są zarówno ofiary jak i sprawcy różnych złych czynów, w tym bywają i mordercy, pedofile, złodzieje, oszuści i członkowie gangów, a także ofiary wszelkiego rodzaju przemocy i niesprawiedliwości i ofiary własnych złych wyborów życiowych. Są też ludzie niezaradni, chorzy itd. Nie żądamy świadectwa moralności przed przyjęciem. Ludzie ci, jeśli popełnili przestępstwo, w większości zostali osądzeni, odbyli karę. Jeśli natomiast nadal są ścigani przez wymiar sprawiedliwości – nie utrudniamy jego działań. Wielu znajduje u nas Policja i postępuje zgodnie z prawem.
Nie segregujemy naszych mieszkańców wg życiorysów, stanu, wykształcenia. Ze względu na specyfikę naszego życia z ubogimi, dokładamy wszelkich starań, żeby nikt, kto przebywa w naszych domach nie padł tutaj ofiarą przemocy.
Nigdy nikogo nie ukrywamy przed wymiarem sprawiedliwości. Jeśli zaś mamy informację, że np. dziecko przebywające w naszym domu było ofiarą molestowania, zgłaszamy fakt odpowiednim służbom. Tak było np. w ub. roku. Fakt molestowania miał miejsce, zanim dziecko przyszło do naszego domu, myśmy to wykryli. Sprawca nie był księdzem, dla wyjaśnienia. Na szczęście, dotychczas nie było takiego przypadku w naszych domach. Co nie oznacza, niestety, że jesteśmy pod tym względem bezpieczni, podobnie jak nikt nie może powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że jego dziecko nie zostanie ofiarą molestowania w szkole, zajęciach czy po prostu na ulicy.
Informacja o księdzu, który dopuści się molestowania, podana w artykule jest nie do końca prawdziwa. Osoba ta była w procedurze śledztwa służb państwowych i nie została skazana na więzienie. Jak wielu innych ludzi z trudną przeszłością znalazła dach nad głową w domu Wspólnoty i przebywając tam, nie popełniła żadnego złego czynu. Nie było to zatem ukrywanie. Praca dla ludzi słabszych jest też formą zadośćuczynienia.
Obecnie człowiek ten nie jest już księdzem. Faktem jest, że procedury kościelne zadziałały z opóźnieniem. Historia jest stara.
Molestowanie seksualne jest rzeczą bardzo złą. Mamy kontakt z ofiarami takich czynów, często w wykonaniu członków własnych rodzin, i wiemy, jak bardzo ciąży to na ich życiu. Jednak sprawca, mimo wszystko pozostaje człowiekiem i do końca życia ma możliwość odpokutowania i nawrócenia, podobnie jak sprawcy innych krzywd. I nie ma tu różnicy, czy chodzi o człowieka świeckiego czy księdza. Co do kary w wymiarze ludzkim- leży ona w gestii sądów.
Przyjmujemy ludzi pogubionych, z problemami, w tym alkoholowymi. Są wśród nich także księża i byli księża, są naukowcy, byli biznesmeni, wierzący i niewierzący, Polacy i inne narodowości. Po to jesteśmy i to jest nasza służba ludziom. Z jednej strony przyklaskujecie nam, a z drugiej- zarzucacie, że przyjmujemy tych, którzy postępowali źle. My jesteśmy często ostatnią szansą dla pogubionych i wielu z nich z tej szansy skorzystała. Zapraszam do kilku dni wolontariatu. Może się okazać, że nasi ludzie mogą czegoś nauczyć tych, którzy mają się za bezgrzesznych czy lepszych. Upadek jest przed każdym z nas. Może dotyczyć albo nas samych albo naszych bliskich.
Nasze dzieci, dziś już dorosłe, w większości „zarażone” wirusem takiego rozumienia sensu życia pracują razem z nami. Fakt, że kapłani, których najczęściej spotykali, mieli pokrzywione życiorysy nie przeszkodził im w rozwoju duchowym i ludzkim, a wręcz przeciwnie, nauczył patrzenia głębiej na człowieka i Kościół jako „szpital polowy” /papież Franciszek/. I taki był sens mojej wypowiedzi. Raczej żartobliwy niż krytyczny, bo przecież wiemy, co robimy przyjmując także pogubionych kapłanów. I cieszymy się, jeśli uda się im wyjść z problemów, dokładnie tak samo, jak z faktu, że staje na nogi każdy mieszkaniec czy mieszkanka.
W szkołach katolickich młodzież jest taka sama jak w państwowych. Jej wychowanie to proces. Przypadki agresji czy rasizmu to moment do rozmowy wychowawczej. Nie zawsze wychowawcy stają na wysokości zadania. I tu mamy wszyscy- katoliccy i nie-katoliccy wychowawcy- wiele do zrobienia. Stąd moje wypowiedzi- bez emocji, lecz pokazujące problem, oparte na własnym doświadczeniu. Bo problem jest. W całej Polsce.
Kościół nie jest zbiorem bezgrzesznych, pozbawionych wad i wahań, skrzywień i wątpliwości istot. Jest ludzki w szerokim znaczeniu tego słowa, niestety także w swojej grzeszności. Uczy się na błędach, często długo i boleśnie. Pozwolę sobie mieć inne zdanie o moim Kościele niż autorka tekstu. Kościół nie upadł, ma trudności i to……dobrze. W każdej epoce inne. Bowiem Kościół, który uzna, że jest doskonały przestanie być prawdziwym, albo będzie to już koniec świata. A z tym nam się chyba nie spieszy.
Edit: na wymianie myśli z Czytelnikami spędziłam dobrych kilka godzin. Kończę, bo życie w realu czeka. „Com napisał, napisałem.”
Kończę zatem odpowiedzi na komentarze i pozdrawiam Wszystkich.