W rozmowie ze mną Pani Nina Bojarska, trochę tajemnicza. A to wszystko za sprawą nowej książki. Pani Nina wraz z mężem porzuciła życie w mieście i przeprowadzili się w Bieszczady. Zazdroszczę odwagi, czasem marzy mi się zwolnić, przenieść się tam gdzie nie ma zasięgu, tam gdzieś gdzie można żyć w zgodzie z naturą. Pewnie szybko by mi przeszło.

Renata Bedra.: Życie w zgodzie z harmoinią to potrzeba czy raczej moda! 

Nina Bojarska.: Zdecydowanie potrzeba. Nie wyobrażam sobie innego życia. Jest wolniejsze i znacznie spokojniejsze. 

R.B.: Rzućmy wszystko i przenieśmy się w Bieszczady. Jak do tego doszło?

N.B.: To długa historia, którą w całości opowiadam w mojej najnowszej książce. Było śmiesznie i strasznie. Spotkaliśmy na swojej drodze ludzi dobrych i miłych jak również prawdziwe kanalie. Myślę, że książkę czyta się lekko i przyjemnie.

R.B.: Czasem mam dość wszystkiego , lecz nigdy bym się nie zdecydowała na taki krok. Jakby mnie Pani przekonała ?

N.B.: Nie próbowałabym Pani przekonać! To jest indywidualna decyzja i każdy musi się sam na nią zdecydować lub też nie. Życie w Bieszczadach wbrew pozorom wcale nie jest łatwe i przyjemne. Bywały dni kiedy w zimie przy – 30 stopniach na zewnątrz trzaskały nam słoiki w spiżarni, czy też trzebaby było wstać o 4 rano żeby odśnieżyć podjazd do szosy wiejskiej gdzie o 9 rano jesteś dopiero w połowie drogi .Szkoła naszego syna znajduje się 30 km od naszej wsi więc dziennie przejeżdżamy 120 km. Tu nic nie jest normalne.

 R.B.: Skąd pomysł na naturalne kosmetyki?

N.B.: Moją pasją są zioła i pewnego dnia zaczęłam właśnie z nich robić kosmetyki dla siebie. Efekty spodobały się moim koleżanką i to one były moimi pierwszymi klientkami. Poczta pantoflowa zrobiła resztę. 

 R.B.: Czym wg Pani jest zdrowy styl  życia?

N.B.:Powiem tak, lat temu 10 ważyłam 100 kg dziś ważę 48. Mój mąż ważył 130 kg dziś 70 kg. Zdrowy styl życia to dla nas przede wszystkim nie jedzenie żywności przetworzonej. Wszystko od chleba, przez masło, ser, musztardę czy majonez robimy sami we własnym domu. W sklepie kupujemy tylko papier toaletowy. Żyjemy w otoczeniu natury, nad potokiem, dużo się ruszamy. W Sanoku jesteśmy raz w miesiącu a w Przemyślu lub Rzeszowie jeszcze rzadziej. Czy to ma przełożenie na nasze zdrowie? Chyba tak. Nasza przyjaciółka, profesor medycyny z Krakowa, znając nasz styl życia postanowiła nas gruntownie przebadać. Kiedy przyjechaliśmy po wyniki, przywitała nas siarczystym „Kurwa mać”. Myślimy : „co jest?” Rak, 3 dni życia? Na nasze pytanie odpowiedziała że w życiu nie widziała tak dobrych wyników badań. Jesteśmy z mężem autorami książki „Zdrowi z Natury – lecznicza moc ziół i kuchni roślinnej” w której dzielimy się naszą wiedzą i doświadczeniem właśnie w tym zakresie.  

 R.B.: Jesteście z mężem trochę dziwakami , myślicie tak o sobie?

N.B.:Nie, raczej pozytywnie zakręceni.

R.B.: Pomysły na książki piszę Pani z życiem , czy to przyjemne pisanie?.

N.B.: Uwielbiam pisać! To całe moje życie. Najfajniejsze jest to, że sama siebie potrafię zaskakiwać i na przykład podczas pisania wybuchać salwami śmiechu śmiejąc się z tego co sama przed chwilą napisałam i co bawi również mojego pierwszego recenzenta i krytyka czyli męża- Damiana.

R.B.: Jak ocenia Pani prawo kobiet w naszym kraju?

N.B.:Kompletnie nie interesuje mnie ten temat. Uważam, że w naszym kraju nie ma w ogóle żadnego prawa a jedyne prawo jakim się kieruję to prawo naturalne. To nie moja bajka i nie mój system więc mówiąc kolokwialnie mam go w dupie.

R.B.:  Czy pandemia w Bieszczadach jest czymś innym niż w dużym mieście?

N.B.:.Nie zauważyłam żadnej pandemii ani w mieście ani w Bieszczadach.  Obserwuję jedynie schizofreniczne zachowania porażonych strachem ex ludzi zasłaniających nerwowo ścierkami coś, co kiedyś nazywali twarzą. Mamy pandemię braku dostępu do lekarzy, służby zdrowia i leczenia. Niestety dlatego tak licznie umieramy.

R.B.: Ma Pani tatuaże czy ona mają dla Pani jakieś specjalne znaczenie?

N.B.:Mam. Na lewym ramieniu znajduje się olbrzymia smoczyca która siedzi na skale na której wyryte są daty urodzin moich bliskich. Identyfikuję się z nią bardzo – silna, groźna i chroniąca ponad wszystko swoich bliskich. Taka jestem. Za najbliższych oddałabym życie i zabiła każdego kto będzie chciał im zrobić krzywdę. 

R.B.:Jak mieszka się Wam w tych Bieszczadach, to ma dla Was znacznie gdzie mieszkacie ? 

N.B.: Mieszka się nam tu fantastycznie! I oczywiście ma to dla nas ogromne znaczenie gdzie mieszkamy. Nie wyobrażam sobie już mieszkania w mieście.

 R.B.:  czym marzy Nina Bojarska?

M.B.:Marzę o zaludnieniu Marsa przez wybrany przeze mnie naród wraz z całym rządem oraz wszystkimi politykami. A potem będziemy już żyli długo i szczęśliwie.

R.B.:Witarianie to znaczy?

N.B.:Nie jesteśmy witarianami, wegetarianami, frutarjanami, Marsjanami, weganami czy inną chorą religią dietetyczną – jemy prosto i zdrowo. Nie jemy mięsa ale nie z przyczyn religijnych czy przekonań – zwyczajnie nam nie smakuje.

R.B.: Tworzycie świetną parę, jaka jest Wasza recepta na miłość?

N.B.: Dziękuję. Trzeba się przede wszystkim lubić i o wszystkim ze sobą rozmawiać! Mój mąż to mój najlepszy kumpel, kochanek, przyjaciel. Możemy razem popłakać, pośmiać się, pogadać o wszystkim, iść na zakupy czy napić się przysłowiowej wódki. I to jest chyba ten nasz sekret. 

R.B.: Kto kogo bardziej zaraził Bieszczadami , Pani męża czy mąż Panią?

N.B.: Zdecydowanie mąż mnie – w życiu bym na taki głupi pomysł nie wpadła (hahaha)

R.B.: Jak pozyskuje Pani rośliny do kosmetyków?

N.B.: Zbieram samodzielnie w Bieszczadach.

 R.B .: Wasz dom to drewniana chatka w środku lasu?

N.B.:Dokładnie tak! Najbliższy sąsiad jest w linii prostej na cztery strzały z łuku i o to właśnie chodzi.

R.B.:  Czego nie wie o Pani nikt?.

N.B.:No niestety mój mąż wie o mnie wszystko….

R.B.:  Mam dość ciężką pracę zawodową , jak w naturalny sposób odzyskać równowagę za pomocą ziół?

N.B.: Polecam pić pokrzywę, czystek oraz ostropest – te rośliny świetnie oczyszczają krew i cały organizm. Proszę spróbować.

R.B.:Czym zajmowaliście gdy mieszkaliście w mieście? 

M.B.:Mój mąż był dyrektorem na Polskę w największej Japońskiej korporacji, ja miałam dużą firmę zatrudniającą ponad 200 osób. Oboje bajecznie bogaci i równie bajecznie nieszczęśliwi. Całe życie w strachu: czy księgowa wszystko dobrze wypełniła do US, Czy zusy zapłacone, czy jak pojedziemy na wakacje to nie okradną nam domu, czy nie porysują samochodu na parkingu. Wiecznie coś! A dziś? Dziś jak wychodzimy z domu nawet go nie zamykamy, samochód zostaje z kluczykami na parkingu, a na wakacjach jesteśmy wiecznych.

R.B.: Czy długo nosiliście się z przeprowadzką?

N.B.: To był totalny spontan! Przyjechaliśmy na pole namiotowe i już zostaliśmy w Bieszczadach!

R.B :Jak Wasze pociechy zareagowały na tą życiową rewolucję?

N.B.: Mamy jednego syna. Był wtedy bardzo malutki więc nie odczuł za bardzo ale przez nasze częste podróże które odbywaliśmy jeszcze przed wojną, stał się bardzo otwarty i elastyczny na wszelkie zmiany. To bardzo rezolutny chłopiec, który książki pochłania tonami, jest za pan brat z przyrodą i zwierzętami i jest niesamowicie odważny. Cóż, dumna jestem z niego bardzo!

R.B.: Czy prowadzicie dom otwarty to znaczy taki do którego wpadają przyjaciele c czy rodzina z miasta?

N.B.: aBardzo lubimy ludzi ale bez przesady. Budujemy w tej chwili osadę w Bieszczadach gdzie mamy zamiar osiedlić się z kilkoma rodzinami, tworząc tak zwaną Osadę Rodową jak to było onegdaj. W Osadzie będzie duża stodoła- miejsce na warsztaty, spotkania – w której będzie również działała mała restauracja z potrawami ściśle z tego regionu ( nie ukrywam, że oboje z mężem świetnie gotujemy;) Tam też będziemy przyjmować gości – wszystkich chętnych którzy będą chcieli zobaczyć i poznać prawdziwe Bieszczady a nie wszechobecną bieszczadzką ściemę pod tak zwanego tu „turystę frajera”. Serdecznie zapraszamy! 

Pani Nina w tym wywiadzie zaskoczyła mnie kilka razy . Muszę przyznać że czytając odpowiedzi na moje pytania poczułam niedosyt, poprosiłam więc o jeszcze kilka odpowiedzi. Oczyma wyobraźni przeniosłam się do tej osady w której ugości mnie Pani Nina i jej mąż. Mało tego, na pewno spróbuję pokrzywy, czystka i ostropestu. Pani Ninie życzę dążenia do celu i wszystkiego dobrego. 

Dziękuję za rozmowę, Renata Bedra