Były doradca prezydenta Komorowskiego, p Krzysztof Król na facebooku napisał: „Rada ze stanu wojennego. Gdzie można się ukryć w czasie poszukiwań? Rodzina i znajomi odpadają, ambasady i kościoły strzeżone. Adres, który znamy, a którego nie ma w aktach to tzw. pierwsza miłość z podstawówki. Pamięta, nie wyrzuci, jej rodzina też ma sentyment. Sprawdzone. Oby się nie przydało.” Po przeczytaniu tego wpisu dochodzę do wniosku, że obecne 50% PiS w sondażach to chyba jeszcze nie wszystko i liderzy opozycji robią wszystko, by wyniki poszybowały bliżej 60%.

Od pewnego czasu częściej PiS krytykuję niż chwalę i uważam, że dochodzi do przypadków, gdy reguły demokracji są łamane, rządowa telewizja prymitywizmem przebija to, co serwuje federalna telewizja w Rosji i bliska jest już kanałom lokalnym w Czeczenii, a kara nałożona na TVN to coś rodem z wczesnego putinizmu. Skandaliczne są zarzuty szpiegostwa kierowane pod adresem b. szefów wojskowych służb specjalnych, oburzająca jest pogarda dla przeciwników politycznych.

Ale pamiętam też, że póki co to za PO a nie PiS zapadały wyroki więzienia dla liderów opozycji, że przypomnę sprawę Mariusza Kamińskiego, w której to sprawie po tym, gdy sędziowie w ogóle nie dopatrzyli się w czynach Mariusza Kamińskiego znamion przestępstwa (sic!), władza długo szukała właściwego sędziego a gdy go już w osobie pana Łączewskiego znalazła ów funkcjonariusz PO udający sędziego zrobił to, co należy i wydał wyrok 3 lat więzienia (bez zawieszenia) dla b. szefa CBA (a zarazem wiceprezesa PiS). Pamiętam też sprawę Włodzimierza Cimoszewicza, w której to PO w porozumieniu z ludźmi służb wykończyła kandydata na prezydenta. I jakoś nie pamiętam protestów, demonstracji w obronie zasad, dramatycznych apeli i głosów oburzenia. Hipokryci, którzy dziś informują mnie, ze nastała noc podobna do stanu wojennego wówczas milczeli, a nawet byli zadowoleni. A teraz wielce są zdziwieni, że ile by na trwogę nie bili mało kto ich słucha.

Szczepan Twardoch (bynajmniej nie pisowiec) rzecz skomentował następująco (cytuję bez cenzurowania, boć to jednak artystom więcej wolno):

„Szanowni, czy słusznie wydaje mi się, że odwożąc rano smarkaczy do szkoły nie spotkałem po drodze najmniejszego nawet czołgu? Czy to prawda, że na Wiertniczą ani na Czerską nie wjechał Grom, ani nawet komandosi z Lublińca, na Zbawixie nie stoją leopardy i rosomaki, zaś na fejsie szitstormy hulają jak zawsze? Skoro tak, to każdemu, kto z okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego zechciałby ogłosić, że dziś, po 36 latach, znów jest tak samo jak wtedy, doradzam, by udał się niezwłocznie na poszukiwania ciężkiego, twardego przedmiotu, po czym pierdolnął się nim w łeb.”

dalej zaś:

„Ja doskonale wiem co jest czym, a co czym nie jest i o tym właśnie napisałem. Po prostu trochę chce mi się rzygać tą wieczną powtórką: pięć lat temu Wencel z Karnowskimi jęczeli, że ojczyznę wolną wróć nam raczyć panie, bo Tusk zasadniczo niczym nie różni się od Hansa Franka, więc się grupowo przebierali za powstańców, dzisiaj Hołdys z kim tam jeszcze udają prześladowanych konspiratorów, ludzie, kurwa, są jakieś granice groteski. Acz zapewne leżą one poza granicami Polski.”

Może to skądinąd clou problemu, że co prawda aktorzy inni, ale niezmiennie wystawiana jest ta sama marna sztuka.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)