Leżąc na swoim leżaku przed wypożyczalnią sprzętu wodnego jak co rano oczekiwał Karol kolejnych gości. Pięknie przygotowane i umyte łodzie lekko się kołysały na fali, a stalowe linki od żagli przyjemnie o maszt uderzając wytwarzały najcudowniejszą dla żeglarza muzykę. Dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, w powietrze się unosił ich dźwięk przeplatany od czasu do czasu pluskiem porannej bryzy lekko trącającej podstawę pomostu.

Gorące słońce pomimo wczesnej jeszcze pory sprawiało, że leżąc tak człowiek się przyjemnie pocił, więc jak zawsze wystarczyło tylko wtedy wstać i wskakując z pomostu do wody przyjemnie rozkoszować się jej orzeźwiającym chłodem. Uwielbiał to. Do tego stopnia uwielbiał Karol taką kąpiel, że nawet gdy pogoda była niezbyt słoneczna on i tak każdego ranka swoją rundę dookoła zatoki beztrosko sobie pływając pokonywał wiedząc, że później nie miałby już na to zupełnie czasu.

I właśnie gdy był w wodzie, o całą długość pomostu oddalony od jeszcze zamkniętej wypożyczalni, zobaczył idących w jej stronę pierwszych tego ranka amatorów na wodzie wypoczynku. Osuszył się więc i szybciej niż zwykle otworzył drzwi wypożyczalni co automatycznie oznaczało, że już można wypożyczać sprzęt. Nie czekał długo. Ładnie wyrzeźbiona w talii kruczowłosa dziewczyna o bardzo ciepłym spojrzeniu i jeszcze cieplejszym uśmiechu wyjątkowo mile się przywitała i poprosiła o leżak, a po chwili też o pewną radę. Rady u każdego bosmana na żeglarskich przystaniach, a więc i u Karola były zazwyczaj bezpłatne, a dla tak sympatycznych dziewcząt to nawet i wyczerpujące. Więc radząc tak i dyskutując już po krótkiej chwili wywnioskował, że Aleksandra ze swymi przyjaciółmi buduje własną łódkę i potrzebuje różnych do tego drobiazgów, a nie wie nawet gdzie mogłaby je kupić. I bardzo też by chciała, aby jeśli tylko będzie Karol miał czas, nauczył ją choć trochę żeglarstwa. Bardzo mu się ten jej pomysł spodobał, a jeszcze bardziej, że żeglowania uczyć się chciała właśnie z nim więc zaproponował pierwszy wspólny rejs po zalewie na popołudnie, kiedy zamknie wypożyczalnię. Aleksandra jakby tylko na to czekała ponieważ się natychmiast na to chętnie zgodziła.

– czy mógłbyś mnie nazywać po prostu Ola, nie Aleksandra, bo to brzmi tak oficjalnie,
zaproponowała.

– dobrze, Olu, cieszę się, mi na imię Karol –

uderzając w te same tony odpowiedział. Ujął jej wyciągniętą dłoń, lekko przy sobie przytrzymał i widząc, że się nie śpieszy z odejściem wzrokiem wskazując ustawionych przed wypożyczalnią ludzi po sprzęt poprosił

– może byś mi pomogła przy wypożyczaniu?

– chętnie, ale nie wiem co mam robić – odrzekła.

– Pokażę ci, to proste. Pytaj ludzi co chcą wypożyczyć, a ja im to będę wydawał. Obojętnie czy to będzie łódź, kajak, czy leżak. I od każdego od razu bierz pieniądze lub dowód tożsamości. A cennik znajdziesz na ścianie – powiedział Karol.

I od tego dnia Ola w dzień pomagała mu w wypożyczaniu sprzętu, a wieczorem gdy jeszcze było widno brali Omegę i na wodzie wprowadzał ją w tajniki żeglarstwa. A się uczyła rzeczywiście szybko. Już po paru godzinach pływania sama zasiadła przy sterze i nawet podczas dość silnego wiatru radziła sobie z łodzią wyśmienicie. Cieszyła się z każdej nawet najdrobniejszej przygody taką szczerą i dziewczęcą radością, że i Karolowi się natychmiast to udzielało.

Z czasem, gdy się wytworzyła ku temu odpowiednia atmosfera opowiedziała mu o swoim liceum, potem o swoim ojcu, który rozwodząc się z jej matką pozostawił ją samą zdaną jedynie na siebie. Potem, że matka w żaden sposób nie potrafiła dojść po tym rozwodzie ze swoim życiem do ładu i wciąż lądowała w zakładach dla osób mających problemy ze zdrowiem psychicznym. Opowiedziała o przyjaciołach, którzy gdzieś w garażu powoli budowali łódź, a którym ona chciałaby jakoś pomóc i w ten sposób mieć kiedyś możliwość poznać żeglarstwo. I wreszcie o swojej wiecznej samotności, ponieważ taką już miała naturę, że pomimo, że była bardzo atrakcyjną dziewczyną trudno jej było poznać osobę, którą by mogła jako swego przyjaciela zaakceptować. I opowiadając tak sama nawet nie spostrzegła, jak bardzo się przed Karolem otworzyła i, że niespodziewanie właśnie takiego przyjaciela w Karolu znalazła i to jeszcze wyjątkowo bliskiego przyjaciela.

Gdy po kilku tygodniach jej u niego na przystani wizyt powiedziała, że nie chce wracać do Warszawy bo w domu u niej w tym czasie byli nie lubiani przez nią goście zaproponował by została u niego w bosmance tak długo, aż goście sobie pojadą. Ucieszyła się bardzo, do tego stopnia, że nic mu nie mówiąc wyjechała po swoje rzeczy i wróciła taka radosna jakiej jej jeszcze Karol nie widział. Pokazał więc dla niej jej osobne łóżko, dał pościel i zostawił resztę losowi. Dla Oli widocznie był on wtedy łaskawy ponieważ wciąż Karola przekonywała, że jest wreszcie ze swego życia zadowolona ponieważ znalazła chłopaka, o którym zawsze marzyła. I rzeczywiście, Ola wyglądała na osobę bardzo szczęśliwą, choć mając zdecydowany charakter potrafiła często w rozmowach tak długo się upierać, aż postawiła na swoim. Ale musiał też jej to przyznać, że tylko wtedy gdy miała ku temu mocne argumenty. To mu się w niej bardzo podobało. Zawsze cenił ludzi, którzy potrafili na argumenty dyskutować, a Olę dodatkowo jeszcze za jej pewność siebie i nieprzeciętnie zdrową w życiu przebojowość.

Po kolejnym gorącym i pracowitym dniu na przystani Ola pojechała do domu w Warszawie, aby się zobaczyć z matką. Karol z kolei nie mając jej towarzystwa wieczorem zamknął wypożyczalnię i szybciej niż zwykle położył się spać. Nieświadom jak długo spał, nagle usłyszał stukanie do drzwi. Wstał i oczom nie mógł uwierzyć. Pomimo egipskich ciemności jakie opanowały wtedy całą okolicę i sporego niebezpieczeństwa jakie niosło samotne spacerowanie Ola trafiła do jego bosmanki i obejmując ciepło i serdecznie z radości się aż popłakała. Bardzo to Karola zaskoczyło i jednocześnie wzruszyło bo nie wiedział skąd i dlaczego aż tyle czułości. Powiedziała, że już po jednym dniu bez Karola czuła się smutno i zaczęła tęsknić do tego stopnia, że pożegnała mamę i ostatnim autobusem przyjechała na przystań. Jako, że w nieklimatyzowanym autobusie Ola tu jadąc się trochę spociła i miała chęć na kąpiel postanowili razem sobie spontanicznie koło pomostu popływać. A po kąpieli Ola sprawiła mu kolejną niespodziankę, gdyż wzięła ręcznik i zaczęła nie siebie, lecz jego pierwszego ręcznikiem tym wycierać. Tak bardzo był jej inicjatywą zaskoczony i zażenowany, że zabrakło mu w ogóle słów więc jedynie odwzajemnił jej to wycieranie i się położył do swego łóżka, aby nieco ochłonąć i zebrać myśli. Ola jednak nie zostawiła mu zbyt wiele na to czasu, gdyż szybciutko gasząc światło wskoczyła pod kołdrę i wtuliła się w niego tak jakby to był luty na dworze, a nie czerwiec, a ona najbardziej zziębniętą osobą na ziemi. Gorąc jej jędrnego ciała i sam fakt tak bliskiej jej obecności na jego zmysły podziałał zniewalająco. Zakłopotanie się przemieniło w radość i wyzwoliło chęć dziką na wszystko co tylko miało dalej w tym łóżku nastąpić. Poczuł nieśmiały, podobny do muśnięcia skrzydeł motyla, lekki dotyk jej ust na swej twarzy, potem muśnięcia coraz odważniejsze i częstsze, aż w końcu na swoich ustach rozkoszną słodycz ust jej i jej poczucie szczęścia przelewającego się też i na niego i napełniające go szczęściem jeszcze większym i jeszcze pełniejszym.

Pomimo, że już ponad tydzień spała w jego bosmance były to ich pierwsze pocałunki. Nie chciał wcześniej nachalnością swą stwarzać w niej wrażenia, że nocować tu mogła tylko jako jego dziewczyna, wolał odczekać, aż sama to tak ujmie. I teraz się właśnie tego doczekał. Oboje rozumieli, że właśnie ten wieczór był najwłaściwszym dla niej momentem na okazanie kim dla niej był naprawdę i ile znaczył. A ile znaczył okazała mu Ola w sposób nie budzący potem u niego jakichkolwiek już wątpliwości.

Ranek obudził ich jak zwykle, wczesnym śpiewem ptaków za oknem i wesołymi promieniami wschodzącego słońca wpadającymi wprost na śpiące jeszcze głowy. Zaczęła sie nowa jakość w ich młodej znajomości. Stali się szczęśliwą parą dwojga podobających się sobie osób. Zdawał sobie jednak Karol sprawę z faktu, że był mimo wszystko jeszcze w wojsku i choć fajnie mu z Olą było musiał bardzo uważać, aby ten fakt nie wpłynął na dalsze jego na tej przystani żołnierskie losy. Dlatego też, gdy kierownik Ośrodka zasugerował, że Ola nie była tu jako współlokatorka bosmanki mile widziana po szczerej wspólnej rozmowie postanowili, że Ola bosmankę opuści i wróci do Warszawy. Mieli się spotykać jedynie we dnie, a jeżeli już miała kiedyś zostać i na noc to jedynie w pełnej przed kierownikiem konspiracji.

Z czasem okres wakacji się skończył i nie mogła już Ola tak często jak dotychczas do Karola przyjeżdżać. Zaczęli więc pisać do siebie coraz częściej listy, których treść jeszcze bardziej Karola przekonywała, że Ola była bardzo wrażliwym i nieszczęśliwym w Warszawie człowiekiem. Miał wrażenie, że jej listy były nie długopisem pisane lecz krzykiem ironii losu. Który dając jej romantyczną i bogatą w sprzeczności naturę umieścił w środowisku ludzi zupełnie tych cech pozbawionych. Za to wciąż Oli dającym odczuć, że życie jeśli już coś pięknego daje to potem jeszcze więcej zabiera. I pozostawia w to miejsce piekący żal i przeraźliwie dokuczającą samotność. I nadziei kojącą iskrę, że gdzieś w dali żyje ktoś przy kim samotna dziewczyna na złość losowi zapomina o swej samotności i na krótko się staje człowiekiem naprawdę szczęśliwym.