Gdyby ktoś chciał mojego świata dotknąć to zapraszam w miejsca które bardziej są, niż ich nie ma. Spisałam to kiedyś. Ale to tylko malutki fragment podszewki świata, która mi się tutaj od dziesięciu lat odchyla.

Wieczorami często chodzimy do Babci Marysi. Tosia pod pierzynką, jak zwykle, z kotem o miejsce się spiera. Pytam, słucham, chłonę opowieści z tysiąca i jednej witanowickiej nocy. Bo tutaj jak nigdzie chyba indziej, dwa światy się przeplatają. I właściwie nie wiadomo, który z nich prawdziwszy. A może obydwa, bo jeden bez drugiego chyba nie potrafi istnieć.

Właściwie na drugą stronę lustra to stąd bliżej, niż by się komuś wydawać mogło. I myliłby się kto myśląc, że najważniejsze zobaczyć, czy zrozumieć można. To co świadomość buduje, co człowieka jakoś mocniej w byciu osadza, z jednej strony jest nieuchwytne, z innej jak koszula bliskie. Wiedza, którą spisywać nie trzeba, bo w opowieściach babć i dziadków pierwsza przed wszystkim się pojawia. Potem to się już nią, czy z nią wzrasta jakoś. Żeby później wnukom przekazać.

No to wiadomo, że wiedźmę od czarownicy trzeba odróżnić. Chociaż czasem nie jest łatwo. Wiedźma przeważnie na skraju wsi mieszka. Czasem zupełnie w lesie odległe uroczysko wybiera. Trudno się do niej dostać i bez powodu chodzić do niej nie trzeba. Wiedźma pomaga tam, gdzie już ani lekarz, ani ksiądz pomóc nie może. Choroby ciała i duszy potrafi wyleczyć. Uważać należy, bo czasem to o co się prosi przeciwko człowiekowi może się obrócić. Koło domu wiedźmy lepiej się wieczorami nie zapuszczać. Kie licho, nie wiadomo jakich ona tam gości przyjmuje. I jakiego czarta można napotkać.

Czarownice to prawdziwe cholery z piekła rodem. Lubią ser czy masło ukraść, na krowę urok rzucić, albo mleko czarami zważyć. Jest kilku starszych ludzi we wsi, co je nieraz zmierzchem latające nad polami widzieli. W dzień siedzą w jaskiniach ukryte i czary odprawiają. Takie, że człowiekowi mogą krzywdę zrobić. No to po zachodzie słońca lepiej z domu nie wychodzić jak tylko nie ma takiej potrzeby. Wieczorem też dobry gospodarz nieznajomemu mleka, czy sera nie sprzeda, bo nigdy nie wiadomo, czy niedajbóg do czarów kto nie potrzebuje.

Czasem się zdarzy, że krowa przestaje mleko dawać. Wtedy sprawa raczej trudna. Trzeba się dobrze wokół rozglądnąć, bo diablice jako sąsiadki przez wiele lat mogą być ukryte. Raz to na jedną taki urok ktoś zadał, że nie tylko krowa mleko, ale kury jaja nieść przestały, a jak chłop co go z tą sąsiadką na sianie w stodole znalazła, chciał się powiesić to mu się sznur z powały zerwał. Biedna kobieta, aż do Suchej poszła, bo tam baba z najmocniejszego odczyniania była znana. No i poskutkowało.

Po powrocie to się tak z tą sąsiadką za kudły przy płocie złapały, że sztachetki nie wytrzymały i obydwie baby razem z tym płotem się wywróciły. Wrzask słychać było okropny, bo upadając ten płot sąsiadce obydwie ręce połamał. Niedługo potem krowa wyzdrowiała i kury nieść się zaczęły. A chłop do kalekiej baby chodzić przestał.

Boginka to taka jeszcze inna diablica. Chodzi czasem od wsi do wsi. Z daleka ja można poznać, bo wysoka, od chłopa największego wyższa. W pasie łachmany grubym rzemieniem lubi przewiązać. Na kosturze się oprzeć. Piersi w tych łachmanach długie chowa. Czasem je na plecy zarzuci, czasem nimi w Skawie ubrania pobijając pierze. Z bliska widać, że owłosiona strasznie i ręce dłuższe, niż człowiek ma i zęby wilcze. W twarz lepiej nie zaglądać bo jak wielkimi ślepiami popatrzy to się zupełnie w głowie może pomieszać. Teraz chodzić się boją i w lasach kryją, ale jeszcze nie tak dawno opowiadano, że czasem ludzi dla zabawy lubiły porywać, żeby ich potem na śmierć załaskotać.

Inną rzeczą są Płanetnicy. Duchy nieczyste, co za grzechy po świecie muszą się tułać. Nie wiadomo, czy pokuta ich taka, czy natura raczej, ale najczęściej zaciąganiem chmur się zajmują. Nieraz widać jak z wielką szybkością czarne kłęby burzowe na słoneczne niebo nadciągają. Znaczy, że Płanetnik jakiś się w okolice przyplątał i nieszczęście może przynieść. Bo z tych chmur to nie ma nic dobrego. Najczęściej gradem zboże położą, wichurą dach ze stodoły zerwą, siano na pola rozwieją. Na Płanetnika rada jest jedna. Trzeba w różnych miejscach wsi małe dzwonnice budować, bo tylko tego dźwięku może się wystraszyć. Jak z daleka ciemne chmury widać to trzeba od razu do dzwonów pędzić i ich odgłosem złe w inne strony przepędzać. Tylko pamiętać należy, żeby takim dzwonem zmarłemu nie zadzwonić, bo wtedy całą moc przeciw Płanetnikom tracą.

Tego towarzystwa to moc cała. Są świętosówki co ognikami w nocy wędrowców mamią i na bagna albo do stawów mogą wywieść. Pijakom to najczęściej może się przytrafić, bo najmniej na czar tych ogników odporni. Wieczorem nieraz się zdarzy, że żona po męża do knajpy idzie, żeby go gdzieś nocą na zatracenie nie poniosło. A chłopy to czasem proszą, żeby do karczmy tylko białe wino zamawiać, bo po czerwonym to na śniegu dokładnie widać, w którą stronę go poniosło.

A umarły, którego niepokój po śmierci opuścić nie mógł to się strzygą staje. Różnie one mają. Czasem ludziom pomóc mogą, innym razem zaszkodzić. Dzieciom kołtuny na głowach robią, na końskich ogonach węzły. Podobno poznać je można, bo tylko do tyłu potrafią biegać. Mówią, że wdowy nocą odwiedzają, ale o żadnej takiej wdowie nikt w okolicy nie słyszał, więc to może tylko plotki.

Są jeszcze Utopce, co błyskami na rzece wabią. Człowiek nawet nie wie, kiedy przez niego w głębinę wejdzie. Można się przed nim uratować wchodząc na świeżo zaorane pole. Tam siła Utopca nie sięga.

No i duchów tutaj moc. Przeróżnych. Niektóre nocami po wsi się włóczą. To bez potrzeby po zmroku wychodzić nie trzeba. Chłopy co z wódki późno wracają to najwięcej o nich mogą opowiedzieć. Czasem to takie rzeczy widzą, że potem przez kilka dni pod sklepem baby mają o czym gadać.

Inne znowu nawet potrafią wejść do domu. Nocą duszności albo mary senne wywołać. Mary to ruszając dużym palcem u nogi można odgonić. Siodełki przeklęciem.

Fot. Kuba Uniwersał. Krajobraz Agi Wielińskiej/Aga w Krainie Czarów

Autor: Renata Skorczyńska