Nie milkną echa czwartkowego wystąpienia Ewy Kopacz (z domu Lis). Przeważają głosy potępiające byłą premier za histeryczny ton wypowiedzi i jawne groźby pod adresem następców.

Popatrzcie zresztą sami:

1447361742_luw8mt_600

12246841_1052731914778277_5219031165456225818_n

Tymczasem niepokoić powinno zupełnie co innego.
Była premier nie ukrywa, o co naprawdę chodzi:

Ostrzegę was jeszcze przed jednym: przed niszczeniem fundamentów demokratycznego państwa. Jeśli będziecie niszczyć to, co budowali Polacy przez ostatnie ćwierć wieku, zrobimy wszystko, żeby was powstrzymać. Jeśli spróbujecie zlikwidować niezależność sądów, wolność osobistą, święte prawo własności, jeśli zamachniecie się na prawa kobiet, to bądźcie pewni, że nie będzie na to zgody.

Pomińmy bajdurzenia o likwidacji prawa własności, bo przecież „pisowski” projekt Konstytucji statuował jej ochronę mocniej, niż czyni to obecna.
Nikt również nie czyni zamachu na wolności osobiste czy prawa kobiet.
Tak naprawdę Kopacz ostrzega przed próbą reformowania wymiaru sprawiedliwości, o której to dzień wcześniej mówił prezydent Andrzej Duda:

Szanowni Państwo,
państwo silne, o którym minister Eugeniusz Kwiatkowski w II RP mówił, że tylko takie jest w stanie przetrwać w tym miejscu Europy, to państwo, które musi dostrzegać każdego obywatela i być oparte na silnych filarach. Na filarze silnej gospodarki, z której profitów wszyscy korzystają, dzięki której wszyscy się bogacą i podnosi się poziom życia całego społeczeństwa, a nie tylko jego części. To system prawny, który jest trwały, stabilny, a przede wszystkim przestrzegany. Warto przypomnieć słowa marszałka Piłsudskiego, który dawno temu powiedział: Urodziłem się w państwie bezprawia. Urodziłem się w państwie, gdzie wygodnie i dobrze mogło żyć się tylko takim, którzy lubią łowić ryby w mętnej wodzie. Ja marzyłem o państwie silnego prawa, takiego prawa, którego obywatel może być pewny, bo nie zależy od niczyjego kaprysu albo innego widzimisię. Takie państwo trzeba właśnie budować i to jest zadanie, które dzisiaj stoi przed nami. A ponieważ wciąż je realizujemy, mam nadzieję, że w najbliższym czasie przyśpieszymy w tym zakresie znacząco.

(wystąpienie z okazji Dnia Niepodległości 11 listopada 2015 r.)
Zapowiedzi reformy wymiaru sprawiedliwości zapowiadały w kampanii wyborczej w zasadzie wszystkie obecne w sejmie partie.
Poza, rzecz jasna, tworzącymi rządzącą 8 lat koalicję.

polska_temida

Tymczasem ci, którzy stanęli przed sądem licząc na to, że w sporze z organami Państwa znajdą tam sprawiedliwość, najczęściej srodze się zawiedli.
Otóż „trzecia władza” nie tylko, że nie broni obywatela przed arbitralnością pozostałych władz, ale jawi się jako element tej samej władzy państwowej, przebrany dla niepoznaki w togę, i legitymizuje bezprawne działania innych organów.
Można zaryzykować twierdzenie, że pozory „trzecia władza” zachowuje jedynie wtedy, gdy jest obserwowana.
Gdy nie jest, dochodzi nawet do przypadków wydawania wyroków bez zapoznania się z materiałem dowodowym, co miało miejsce w Katowicach (materiał ukaże się niebawem).
Ktoś, kto zna historię rozwoju myśli ludzkiej, a konkretnie doktryn polityczno-prawnych, wzruszy ramionami i powie, że w Polsce jak na dłoni widać trójpodział władzy nie według Monteskiusza, w którym to sądownictwo stanowiło władzę niezależną od pozostałych, ale według teorii Johna Locke’a, zgodnie z którą sądy stanowią element władzy wykonawczej.
Państwowej.
Takie usytuowanie sądów zgodne jest, niestety, z ugruntowaną praktyką ich działania. Wystarczy przypomnieć, że wydziały ubezpieczeń społecznych Sądów Okręgowych zwane są powszechnie „sądami ZUS”.
I tak, niestety, postępują, co przecież nie jest wynikiem wyłącznie istniejącego prawa, ale uwarunkowań mentalnych tkwiących w samych sędziach.
Gdyby, rzecz jasna, sądy były jedynie organem władzy państwowej, nie byłoby jeszcze tak najgorzej.
Aparat fiskalny przecież takim jest, a poszanowanie uprawnień procesowych jednostki oraz jego godności jest zdaniem piszącego bardziej przestrzegane w nich niż w sądach.
Zło leży więc gdzie indziej – być może w tym, że zbyt wielu sędziów postrzega rzeczywistość przez pryzmat wyłącznie swojej osoby, co prowadzi do odwrócenia wartości. Niezawisłość sędziowska, pomyślana i rozumiana jako gwarancja procesowa strony, chroniąca ją przed wywieraniem wpływu na sędziego przez drugą stronę, w polskich warunkach przerodziła się w immunitet, pozwalający sędziemu bezkarnie łamać przepisy drogowe czy też prowadzić na podwójnym gazie.
To również skuteczny przez wiele lat mit wyroków, których się nie komentuje.
Hulaj dusza, piekła nie ma!
Mafia zaczyna się tam, gdzie toga zastępuje bejsbola.

sitwa-prawnicza

To, niestety, naturalna kolej rzeczy.
Lokalne układy opierają się często na powiązaniach z lokalnymi sędziami, przy czym ta „lokalność” sięga czasem nawet Sądu Apelacyjnego.
I prokuratorami.
Zbyt często, by mówić tylko o przypadkach, a nie o postępującej lawinowo erozji systemu.

Tak więc czwartkowe wystąpienie Kopacz należy rozumieć jako ostrzeżenie – status quo ma być zachowany, a chwilowa utrata władzy nie może naruszyć naszego stanu posiadania. Wara wam od „naszych” sądów!

Nie brak jednak opinii, że wypowiedziana groźba padła zbyt oficjalnie, aby móc poważnie ją traktować. Bać się należy bowiem tych, którzy nie mówią, a robią.
Poza tym przez 8 lat POlitycy rządzącej jeszcze nie dawno koalicji przyzwyczaili nas do tego, że… tylko mówią.
Trudno więc inną miarę przykładać do ostatniego oficjalnego wystąpienia byłej premier.
Chociaż każda próba zmiany ustaw o sądach będzie oprotestowywana do Trybunału Konstytucyjnego oraz nagłaśniana w mediach jako „zamach”.
Jednak zbyt wielu ludzi na własnej skórze lub też najbliższych zdążyło poznać rzeczywiste funkcjonowanie sądów, aby dać temu wiarę.

… oficjalne opinie przedstawicieli sędziów, uprawniają domniemanie, iż w swej większości sędziowie albo: a) stracili kompletnie kontakt z rzeczywistością, lub b) przenieśli się w inny wymiar, a alternatywnie c) są po prostu cynicznymi inżynierami dusz, którzy zdają sobie sprawę z degrengolady w wymiarze sprawiedliwości.

Ale tony różu i pudru i radosna twórczość zacierania granic między rzeczywistością i fantazją powoli przestają działać. Inżynierowie dusz dalej cynicznie malują tę niby kryształową sprawiedliwość, niby demokratycznej RP, wyspecjalizowanym, pięknym, wyszukanym językiem i podpierają się zgrabnie cytowanymi niby gwarancji – artykułami Konstytucji, ustaw, kodeksów, które są dla nich mniej warte niż papier, na którym je spisano. Te zastępy złotoustych, do perfekcji opanowały posługiwanie się erystyką, sofizmatami i retoryką, aby wtłaczać w mózgi społeczeństwa (czyt. tumanów i debili) dowolną bajkę o dzielnych prokuratorach i nieskazitelnego charakteru sędziach… Tyle tylko, że tumany i debile bezczelnie przestali kupować to badziewie.

http://faxe1.blogspot.ca/2015/11/sadownictwo-nadal-w-ustrojowym-i.html

A Ewa Kopacz i jej groźby?
No cóż, jaki (były) premier, takie wystąpienie.

13.11 2015