Ta informacja przeszła trochę bez echa w zalewie komentarzy, dotyczących zapowiedzi cięcia premii, nagród i pensji na wysokich urzędach państwowych, w samorządach, w sejmie i w spółkach skarbu państwa, wyartykułowanej przez Prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Jednak szach matowy (wobec totalnej opozycji) ruch hetmanem, który wykonał szef PiS-u w sprawach, było nie było, finansów publicznych, został dodatkowo uzupełniony szarżą na lokatora Pałacu Namiestnikowskiego w Warszawie, który jak wiadomo w Wielki Piątek zawetował tzw. ustawę degradacyjną.

Trzymając się symboliki królewskiej gry w szachy, można powiedzieć, że PJK postanowił symultanicznie zagrać na dwóch szachownicach.

I wczoraj, tj. w czwartek 5 kwietnia 2018 roku, podczas konferencji prasowej Pan Prezes zapytany czy prezydent Andrzej Duda uprzedził PiS o zamiarze zawetowania ustawy, oraz czy jego partia „będzie partycypowała” w przygotowaniu nowej ustawy degradacyjnej, odpowiedział (w krótkich żołnierskich słowach):

Nie uprzedził, nie będziemy partycypowali. Uznaliśmy tę sprawę w tym momencie za zamkniętą i tyle mogę w tej sprawie powiedzieć.

Czy można w bardziej lapidarny sposób zdewastować decyzję i autorytet urzędującej Głowy Państwa?

Po pierwsze, Prezes zarzucił (expressis verbis) prezydentowi, że kłamał i z rozmysłem sypie piasek w tryby firmowanej przez PiS „dobrej zmiany”. Krótkie stwierdzenie „nie uprzedził” było aż nadto wymowne, zwłaszcza wobec wywodów prezydenta, że pracownicy kancelarii zgłaszali podobno zastrzeżenia do ustawy w toku procesu legislacyjnego.

Po drugie, Prezes odrzucił warunki narzucone w Wielki Piątek przez prezydenta, że po wecie nastąpi w sejmie wspólne naprawianie ustawy. Ani wspólne, ani naprawianie, bo sprawa jest zamknięta. Jaruzelski i Kiszczak nie dostąpią tymczasem aktu degradacyjnej infamii.

I po trzecie (a najważniejsze), Prezes Jarosław Kaczyński powiedział prezydentowi Andrzejowi Dudzie bez ogródek, że teraz może bawić się sam w tę grę albo mówiąc dosadniej może sobie tę „żabę degradacyjną” zjeść w samotności a, w domyśle piszącego te słowa, może nie tyle w samotności, ale w symbolicznym  towarzystwie Pawła Solocha i jego współpracowników z Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Kto czytał tu i tam doniesienia prasowe na temat płk. Czesłąwa Juźwika, gen. Romualda Ratajczaka i dyr. Mirosława Wiklika (pracowników KPRP) ten zrozumie moją gorzką aluzję. Krótko mówiąc Prezes Jarosław Kaczyński, zamykając sprawę ustawy degradacyjnej zostawił prezydenta Andrzeja Dudę sam na sam z Wojskową Radą Ocalenia Narodowego. Coś mi się wydaje, że już do końca życia pan Andrzej Duda będzie uważany za obrońcę „uciśnionych”, w tym generała Mirosława Hermaszewskiego, członka związku zbrojnego o charakterze przestępczym albo odwrotnie. Uff! Nie do pozazdroszczenia.

I na tym właściwie mógłbym zakończyć ten felieton. Dodam może jeszcze tylko, że – w mojej opinii – wojna pomiędzy Nowogrodzką i „Dużym Pałacem” rozkwita na naszych oczach i możemy oczekiwać kolejnych detonacji. Prezes Jarosław Kaczyński zameldował się znowu w polskiej politycznej ekstraklasie (słowa te odnoszę do mojego miejscami prowokacyjnego felietonu sprzed kilku dni, zob. https://www.salon24.pl/u/wilczyska/855901,gdzie-jest-jaroslaw-kaczynski).

I nie jestem pewien, czy pan Andrzej Duda przypadkiem nie pogrzebał w Wielki Piątek szans na reelekcję w 2020 roku. To już jednak temat na zupełnie inne opowiadanie.

Od autora!

Zdjęcie tytułowe wykorzystałem wyłącznie jako prawo cytatu w myśl Art. 29. Prawo cytatu Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, ze strony, zob. http://fakty.interia.pl/polska/news-jaroslaw-kaczynski-prezydent-powinien-stac-dobrze,nId,2210057.