List męża nauczycielki do Nauczycieli” jest pierwszym rozsądnym głosem polskiego polityka, jaki rozległ się po 8 kwietnia 2019 r.

Mam nadzieję, że nie będzie to kolejny głos rozlegający się na puszczy.

Kochani Nauczyciele,

jestem całym sobą za tym, byście otrzymywali godną płacę za swój trud. Wiem doskonale-jako mąż Nauczycielki- jak czasochłonny i pracochłonny jest Wasz zawód. Jak wielka odpowiedzialność. Jak żenująco niskie zarobki. Od ponad 20 lat widzę Żonę zasypaną w domu papierami, statystykami, sprawozdaniami, kartkówkami, charakterystykami ucznia, etc., etc. …

Wielokrotnie – szczególnie jeszcze w czasach, gdy aktywnie występowałem na scenie i zarabiałem duże pieniądze błagałem Żonę – „zostaw tę szkołę! Dlaczego przynosisz do domu te wszystkie Jasie i Małgosie z klas 1-3, niby dlaczego Twój czas dla mnie mają mi wykradać?”
Zdesperowany wielokrotnie proponowałem – „ Gosia, będę wypłacał Ci netto dwa razy tyle ile masz w tej swojej szkole, ZUS opłacę ale rzuć to w cholerę” a Ona na to –„Paweł, rzuciłbyś muzykę?” Odpowiadałem-„moją pasję? Oszalałaś?”… „No widzisz! A moją pasją są te dzieci i szkoła, uczę ich czytać, pokochać książki, uczę rozwijać wyobraźnię, uczę ich pokochać samych siebie i cały świat i ten cały świat rozumieć”… Po takich argumentach kapitulowałem…

Gosia jest kapitalną Matką. Widzę to na co dzień od pierwszej naszej córeczki. Wiem, że tyle samo serca wkłada w wychowanie „cudzych” dzieci i wiem też, że gdybym się uparł i wymusił na niej rezygnację z pracy to zrobiłbym krzywdę nie tylko jej ale i jej uczniom. Dzieciakom sąsiadów z mojej wsi…

Ale… Kochani Nauczyciele… Posłuchajcie, jak widzę Wasz protest „z zewnątrz”… I nie oburzajcie się już na samym początku czytając o moich spostrzeżeniach… Spróbujcie doczytać do końca.

Po pierwsze uważam, że o ile macie ABSOLUTNĄ RACJĘ żądając podwyżek, to forma protestu jest fatalna. Strajk- owszem. Ale nie taki!

Posłuchajcie:
Z pewnością przewodniczący ZNP (Sławomir Broniarz) miał świadomość, że jeśli władza się uprze, to jest w stanie doprowadzić do przeprowadzenia egzaminów, posiłkując się osobami z przygotowaniem pedagogicznym. W związku z tym jego argument skierowany do nauczycieli, że to „najlepszy czas na strajk” i „wymuszenie podwyżek” był- delikatnie mówiąc- nietrafiony. Mało tego – w ogromnej mierze zniechęcił rodziców uczniów (a przynajmniej tych, którzy przystępowali do egzaminów) do nauczycieli i strajku. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że dla samego Broniarza ważniejszy był aspekt polityczny (w skrócie zrobienie „zadymy” przed wyborami) niż rzeczywiste dobro nauczycieli.

Dopełnieniem mojej tezy, że aspekt polityczny góruje nad ekonomicznym jest fakt, iż o ile zwykle co roku pensje nauczycielskie- mało bo mało ale systematycznie- wzrastały, to w latach 2012-2016 zostały zamrożone na tym samym poziomie i wówczas jakoś szczególnie o panu Broniarzu i ZNP nie słyszałem.

Oczywiście istnieje opcja, że pan Broniarz mógł nie przewidzieć uporu dzisiejszej władzy i faktu, że jest ona w stanie w obecnych warunkach przeprowadzić egzaminy ale jeśli tak elementarnej wiedzy nie posiadał to co robi na stanowisku szefa ZNP? I to dwie dekady.

Jak powinien był wyglądać strajk, by wywarł jak największy nacisk na władzę? Myślę, że po pierwsze powinien był mieć formę strajku okupacyjnego a w niektórych szkołach głodowego.

Kochani Nauczyciele!

Jak chcecie zdobyć sympatię i poparcie szerokiej grupy Obywateli, jak chcecie pokazać swoją DETERMINACJĘ, skoro strajkujecie w ramach kalendarzyka Waszych zajęć lekcyjnych a nie 24 godziny na dobę?! Przecież ludzie doskonale pamiętają strajk np. lekarzy rezydentów koczujących i głodujących w szpitalach, prawdziwie zdeterminowanych.

Z TROSKĄ o Was i z ogromną dla Was sympatią muszę powiedzieć prawdę w oczy – na ich tle Wasza forma strajku wygląda infantylnie. Ale jeszcze gorsze jest to, że ludzie odnoszą wrażenie, iż zamiast SOBĄ strajkujecie „ich dziećmi”! Naprawdę. Od wielu znajomych słyszałem taki komentarz do Waszej formy strajku: „Co to za strajk, że idą na parę godzin do szkoły, ja mam zdezorganizowany dzień bo nie wiem, co zrobić z dzieckiem a oni potem wracają sobie jak zawsze do domów i gotują obiad” …

Kochani Nauczyciele… Wasza forma strajku doprowadza do zniechęcenia do siebie ludzi zamiast do ich „pozyskania”.

I teraz najważniejsze – z całą pewnością ogromnie wzrosłoby poparcie społeczne dla Waszego protestu, gdybyście rozpoczęli protest parę dni wcześniej a następnie zawiesili strajk na czas egzaminów i prawdziwie zmęczeni strajkiem OKUPACYJNYM zakomunikowali głośno i wyraźnie – „Zawieszamy, bo i wczoraj i dziś i jutro DOBRO UCZNIA jest dla nas PRIORYTETEM” … I piszę to z pełnym przekonaniem. A po egzaminach powinniście wrócić do szkół by strajk kontynuować. I gwarantuję – tylko w ten sposób pozyskalibyście większe wsparcie rodziców. A kto wie? Może nawet osiągnęlibyście swój cel.

Kolejna sprawa – nie macie „frontmana”. Nie macie na czele osoby charyzmatycznej, prawdziwego społecznika, Nauczyciela-Pasjonata, lidera… Zamiast niego twarzą Waszego protestu został pan Broniarz, który – przynajmniej mnie – kojarzy się z Mateuszem Kijowskim. Dramat.

I na koniec. Jesteście Nauczycielami. Jesteście ludźmi wykształconymi, o szerokich horyzontach, z wyobraźnią. Dlaczego nie wskazujecie rządowi, że pieniądze dla Was są? Oni będą Wam mówić, że ich nie ma i nie będą kłamać, bo ich rzeczywiście FIZYCZNIE, „w kasie” nie ma. Ale dlaczego nie wskazujecie im, gdzie te pieniądze są ukryte? Gdzie są przejadane? Dlaczego nie mówicie np. o niepotrzebnych Powiatowych Urzędach Pracy a wręcz o samych (całych) powiatach, które będąc przede wszystkim APARATEM PARTYJNYM, tworem służącym elekcji partii politycznych przeżerają rocznie kilkanaście miliardów złotych? Przeżerają znacznie więcej pieniędzy od tych, których żądacie?

Kiepsko to wszystko wygląda. System POPiS-owo znów rozgrywa kolejną grupę Obywateli. Osiąga swoje cele. Platforma jest usatysfakcjonowana, bo udało się doprowadzić do zamieszania tuż przed wyborami a PiS bo doprowadzając do odbycia się egzaminów pokazał, że „się nie ugnie” a w związku z tym odsunął prawdopodobieństwo wystąpień i protestów kolejnych grup zawodowych słusznie żądających podwyżek.

Jest mi Was ogromnie żal i jestem-powtarzam-całym sercem za Wami. A najbardziej żal mi mojej Małgosi, która ogromnie wszystko przeżywa, całą tę niesprawiedliwość, mimo iż na szczęście ja sam jestem w stanie utrzymać Rodzinę na godnym poziomie.

Ale nie poddawajcie się. Żądajcie pieniędzy ale i zmian SYSTEMOWYCH, które spowodują że ta kasa, która obecnie jest przeżerana przez partyjne aparaty trafi do Was- osób, które zasługują na szacunek i godne życie.

https://www.facebook.com/pkukiz/posts/10217097448182453

Kukiz dotknął podstawowego problemu wszystkich Polaków.

Zbudowaliśmy po 1989 r. Państwo, które przeżera wszelkie nadwyżki, jakie udało się wypracować.

Monstrualny dług wewnętrzny i zewnętrzny świadczy o tym, że nadwyżek nie starcza na rosnące potrzeby i dlatego konieczne jest dodatkowe zasilanie.

Oczywiście można się spierać o przyczyny – czy jest to „partyjniactwo”, z czym walczyć chciał ongiś już… Tusk, czy też powodem jest system biurokratyczny, który zgodnie ze znaną maksymą wypowiedzianą dekady temu przez dr Cyril’a N. Parkinsona:

Gdy instytucja przekroczy liczbę 1000 urzędników, nie potrzebuje do swego istnienia świata zewnętrznego: jej własne problemy pochłaniają cały jej czas i wysiłek.

Tymczasem otaczający nas świat organizowany jest przez Instytucje liczące sobie o wiele więcej urzędników (rekord: ZUS – ok. 46 tys.).

Administracja rozrasta się sama z siebie i nikt nie potrafi nad tym zapanować.

Jej rozwój przyspieszają kolejne wybory – nowy rząd (złożony z byłej opozycji) boi się sabotażu ze strony istn9ejących już urzędników, więc pozostawia ich w miarę możliwości na swoich stołkach.

Chce jednak kontrolować Państwo, więc dodaje swoich.

Po kadencji kolejna partia zostawia ich na swoich stanowiskach, ale chce kontrolować Państwo, więc dodaje swoich.

Potrzebne są więc pieniądze na nowe etaty, nowe gabinety.

Pracowników obsługi itp.

Wzrost kosztów powoduje stagnację płacową na dole.

Bo dla tych, którzy faktycznie coś jeszcze robią:

Piniendzy ni ma i nie bendzie.

Jedyna rada – trzeba zmienić system.

Tylko kto miałby na tyle determinacji, aby to zrobić?

Na razie nie widzę nikogo, kto byłby na tyle silny, aby wydać (zwycięską) walkę armii ok. miliona urzędników plus kilka razy więcej członków ich rodzin.

I wcale nie powinno nas pocieszać, że w innych państwach jest podobnie.

Następny Potop będzie bowiem z papieru.*

12.04 2019

_____________________

* za dr C. N. Parkinsonem