„Pędzi pociąg historii,
błyska stulecie-semafor.
Rewolucji nie trzeba glorii,
nie trzeba szumnych metafor.

Potrzebny jest Maszynista,
którym jest On:
towarzysz, wódz, komunista –
Stalin – słowo jak dzwon!”

Autora tego wiersza pominę, chociaż był jednym z najbardziej utalentowanych polskich poetów i jak cała trójka, która skonfrontowała poetyckie marzenia z rzeczywistością, zapił się na śmierć. W jego czasach atak na Stalina oznaczał atak na system i był karany śmiercią. Nawet powiedzenie, że towarzysz Stalin pije dużo wina, uznawane było za krytykę komunizmu, partii komunistycznej oraz działanie przeciwko państwu. Das Führerprinzip jest pułapką każdej partii oraz ruchów społecznych. Jedynie partie systemu anglosaskiego, szczególnie amerykańskie, potrafiły się przed tym obronić, ale to nie są właściwie partie, a raczej stowarzyszenia wyborców.

Sam nie wiem dlaczego, może z powodu „esbeckiej mentalności”, jak już mnie określił jeden z komentatorów, może z zamiłowania do „trollizmu”, jak krytyków określił pan Marzec, w każdym bądź razie nie znam powodów, dla których moja podświadomość skojarzyła wpis pana Kukiza o nagonce na ruch Kukiz’15 z cytowanym wyżej wierszem i reminiscencjami z przeszłości.

Po pierwsze, wydaje mi się, że krytyka dotyczy wyłącznie pana Kukiza i atakowany jest on sam, a nie ruch społeczny, który reprezentuje. Innymi słowy, atakowany jest pan Paweł Kukiz, a nie Kukiz’15, więc wpis w tym kształcie jest nie do końca prawdziwy, chyba, że pan Kukiz uznaje siebie za ruch, co powoduje, iż ataki na niego są jednoznaczne z atakami na ugrupowanie, które raczy reprezentować, a właściwie, które zaszczyca udostępnieniem własnego nazwiska. Nigdzie też nie zauważyłem prób podważania merytorycznej zawartości ruchu, czyli idei oraz poglądów przez ten ruch reprezentowanych. W tym kontekście też nie rozumiem facebookowej histerii pana Kukiza.

Po drugie, to ludzie tworzą wszelkie inicjatywy społeczne i tylko oni mogą wcielić w życie idee, które dana inicjatywa reprezentuje. W momencie, gdy owa inicjatywa wytwarza „jedynie słusznych” liderów i daje im w ręce „biura polityczne” nazywane czasem „biurami poselskimi”, w połączeniu z samo izolującym się „wodzem” („nie mam czasu, tyle spraw, proszę pójść do sekretarza, albo najlepiej mailem”), do którego telefony cenzuruje asystent, taka inicjatywa staje się partią polityczną z jej wszystkimi patologiami.

Pan Marcin Koziński pytał mnie w komentarzu do poprzedniego postu jak „umiejętnie opanować system tak,by sam się zlikwidował”. Rozczaruję Pana. Nie mam gotowych rozwiązań, ale tylko nadzieję, że można znaleźć taki sposób i zasygnalizuje go tutaj tylko. Jednym z nich jest „kryterium uliczne”, ale tego przecież nie chcemy, więc pomyślmy o innym.

Zacznę od pytania: po cholerę pchaliście się do sejmu? Co osiągnęliście? Chwilową sławę i poklask gawiedzi? I to nie Wy, ludzie tworzący tą inicjatywę, ale piosenkarz, który zapragnął być politykiem i stał się nim. Niestety. Już przed wyborami można było przewidzieć, że PiS wygra tak, by rządzić samodzielnie.

Wiedziała o tym PO i pewnie dlatego jej kampania polegała na zasadzie „udawajmy, by zachować przyczółki i nie polec całkowicie”. Polegliby, gdyby Kukiz’15 w nieświadomej koalicji z Nowoczesną.pl, nie odebrał trochę głosów PiS. Może, gdyby nie ta akcja PiS miałby większość konstytucyjną i rządziłby skuteczniej? Nie wiem.

Wiem tylko, że żadna inna partia nie twierdziła, że jest „antysystemowa”, „walczy z partiokracją”, a ci, którzy zwyciężyli chcieli realnie oraz skutecznie zmienić system. Możemy w to wierzyć, albo nie, zaufać, albo nie, popierać, albo nie, ale to jest fakt, a kto pamięta o płomiennych mowach i szczytnych postulatach, głoszonych przez pana Kukiza? I co osiągnęliście? Czterdziestu posłów, którzy niczemu nie służą, bo ich głos się nie liczy w ogóle? No, możecie jedynie robić zadymę z quorum. Tylko ile razy, zanim wszyscy się nie wkurzą? Naprawdę, nieważne jest czy zagłosujecie „za”, czy „przeciw”, to i tak ma tylko znaczenie arytmetyczne, bo PiS ma większość i jest bardziej zdyscyplinowaną partią.

To wszystko można było przewidzieć i pan Kukiz wiedziałby co robić, gdyby posłuchał ludzi, a nie klakierów, którym zależało jedynie na wygodnych posadach sejmowych za pieniądze podatnika. Teraz posłowie obrażą się na mnie i trudno. Jeśli nie przemawia do nich prosta arytmetyka, nic na to nie poradzę. Podstawowym błędem każdej inicjatywy obywatelskiej jest wiara w to, że trzeba być posłem, aby coś zmienić. Wszyscy zapominają, że Polska to nie tylko Warszawa, ale cała złożona maszyneria władz i samorządów lokalnych. Bez zmiany systemu lokalnego „Centrala” może wyłącznie produkować ustawy. To podstawa wszelkiej demokracji, to bezpośredni dostęp do ludzi i ich problemów. Warszawa jest tylko administracją i kilkoma „federalnymi” urzędami związanymi głównie z finansami oraz bezpieczeństwem państwa.

Chcieliście „Zachodu”, to dlaczego daliście się wpuścić we „wschodni” kanał? PSL zrozumiał to dawno i nadal rządzi mimo śmiesznej reprezentacji sejmowej, ponieważ poprzez opanowanie samorządów i władz lokalnych może więcej załatwić zwykłym ludziom, niż uwikłany w gry parlamentarne poseł. Od tego, od podwórka, od sołtysa, od gminy, należało zacząć. Trzeba było poczekać, a nie pchać się „na afisz”, na którym jest się tylko w pozycji „i inni”. Można było zbudować mocną inicjatywę społeczną, ruch obywatelski, który ma duży wpływ na władze lokalne, a za cztery lata, każdy zwycięzca musiałby się z nim liczyć. Zapomnieliście też, że wybory samorządowe rządzą się zupełnie innymi prawami.

To tylko jeden element. Jedna możliwość zmian, która bywa skuteczna, a jeśli będzie powiązana z odpowiednim zestawem działań, wówczas system zostanie zmieniony w sposób demokratyczny i bez rewolucji. Trzeba tylko myśleć, nie zachwycać się sobą, a przede wszystkim nie zastępować dobra ogółu własnym nazwiskiem. I życzę Wam takich ludzi. Ja, troll.

Na koniec artykuł o „nagonce” na Kukiz’15.