Dzień 4 lipca 2019 r był naszym ostatnim dniem pobytu w Petersburgu i przeznaczony był na zwiedzanie. Wieczorem czekała nas podróż do Moskwy. Dlatego dzień rozpoczęliśmy bardzo wcześnie. Po spakowaniu i śniadaniu wykwaterowaliśmy się się z hotelu i po zajęciu miejsca w autobusie ruszyliśmy do położonego ok 25 km od Petersburga słynnego XVIII wiecznego kompleksu pałacowo-parkowego Carskiego Sioła.

Jadąc w jego kierunku słuchaliśmy naszego przewodnika Walerego dobrze mówiącego po polsku, który opowiadał nam o mijanych po drodze obiektach takich jak Pałac Taurydzki, pałac Pawła I, pałaców Woroncowów, Suworowów, muzeum Faberge.

Przejeżdżając przez Prospekt Moskiewski, zwrócił naszą uwagę na odbudowane po zniszczeniach wojennych budynki. Tworzą one zabudowę mieszaną w stylu socrealistycznego stalinowskiego neoklasycyzmu. Wspomniał o tym, że mieszkania w nich są drogie.

Nawiązując do kosztów utrzymania, to podatek od nieruchomości nie jest w Rosji wysoki. Emeryci go nie płacą, chyba, że maja drugi dom. Od zarobków jest 13% podatek i obejmuje wszystkich.

W Petersburgu jest wiele pomników m. in. Dzierżyńskiego stoją one w tych samych miejscach w których pierwotnie zostały postawione.

Spotkała nas przykra niespodzianka, coś zastukało w silniku naszego autokaru i przestał pracować. Okazało się, że uległ awarii i dalej nie pojedziemy. Nastąpiła przymusowa przerwa związana z czekaniem na autokar zastępczy, przez co nasze zwiedzanie nieco się skomplikowało. Trzeba było zmienić kolejność zwiedzania. Poszliśmy więc na kawę do pobliskiej kawiarenki, gdzie mile spędziliśmy czas.

Wejście do Carskiego Sioła wygląda imponująco.

Jest to dawna rezydencja carów Rosji, zbudowana na polecenie carycy Katarzyny II. Na początku był to niewielki pałacyk, z małym parkiem i niewielką oranżerią. W 1725 roku całą posiadłość nazwano oficjalnie Carskim Siołem. Car Aleksander I otworzył przy pałacu elitarne liceum, do którego uczęszczał m. in. Aleksander Puszkin i Mikołaj II.

Za rządów cesarzowej Elżbiety (1709-1762) została gruntownie przebudowana. Powiększono ją o główny budynek i dwie galerie, łączące je z sąsiadującymi pawilonami. W ten sposób trzy budynki stanowią jedną całość, co daje efekt monumentalności. Pałac posiada 300 metrową fasadę, której lekkości nadaje nieprzerwany rząd okien oraz liczne elementy wertykalne, kolumny i atlasy. W skład kompleksu wchodzą również mniejsze pałace o także ogrody i parki.

Przebywał w nim car Mikołaj II ostatni z carów, który mieszkał tu na stałe. Po aresztowaniu przez Rząd Tymczasowy, pełnił rolę aresztu domowego, do czasu nim zesłano go do Tobolska, a następnie do Jekaterynburga. Ostatecznie życie zakończył na Uralu, gdzie razem z nim rozstrzelano jego rodzinę.

W 1944 w czasie odwrotu Niemców Carskie Sioło uległo zniszczeniu, a pałace legły w gruzach. W przypadku pałacu Katarzyny winę częściowo ponosiła Armia Czerwona, która nie zdołała rozbroić pozostawionych przez Niemców dwóch ładunków wybuchowych z opóźnionym zapłonem. Jeden z nich wybuchł 3 lutego 1944, a więc tydzień po wycofaniu się Niemców.

Przed wejściem na dziedziniec Carskiego Sioła doszliśmy do przepięknej wielkiej, ażurowej, ozdobionej złotem bramy która zachwyca lekkością wykonania.

Przed przyjazdem czytałam o imponującej fasadzie kompleksu, ale co innego czytać i widzieć ją na zdjęciach, a co innego zobaczyć. Jej długość i piękno zachwycają każdego kto ją widział.

Gdy ukazał się naszym oczom z daleka uderzyła jego kolorystyka. Połączenie błękitu, bieli i matowego złota posągów oraz górujące nad całością przepiękne złote kopuły cerkwi św Katarzyny, będącej jedną z pierwszych budowli kompleksu pałacowo-parkowego w Carskim Siole. Od przewodnika dowiedzieliśmy się, iż podczas renowacji elewacji zużyto 100 kg dukatowego złota. Z 58 pałacowych sal – odtworzono tylko 32. Miejsce to nierozerwalnie związane jest z wieloma wydarzeniami politycznymi wielkiego cesarstwa rosyjskiego, Rosji jak i całej Europy.

Wejście do pałacu mieliśmy na określoną godzinę więc musieliśmy poczekać. Każdy wykorzystał go według uznania. Część osób z naszej grupy poszła na kawę do znajdujących się tutaj niewielkich kafejek, inni skierowali się do parków lub niedużych sklepików.

Ja z mężem przemieszczałam się wśród kramów z pamiątkami wchodząc do kilku niedużych sklepików. W jednym z nich miałam możliwość zobaczenia czapek wykonanych z różnych futer np. z lisów polarnych. Nie mogłam się oprzeć i zmierzyłam kilka, bardzo mi się podobały. Po raz pierwszy przymierzyłam przepiękną białą czapkę z pieśca (lisa polarnego) i szynszyli. Nie były drogie, ale gdzie je nosić gdy u nas od lat nie ma prawdziwych zim. Przy okazji nasunęła mi się refleksja, że jakoś Rosjanie nie przejmują się protestami ekologów i ich przemysł futrzarski trzyma się dobrze.

Obok pałacu była wspaniała cerkiew św.Katarzyny, ale przewodnicy zarówno Danusia jak i Walery nie powiedzieli nam, że można ją zwiedzać na własną rękę za niewielką opłatą. Myśląc, że jest w naszym pakiecie zwiedzania nie wstąpiliśmy do niej, czego bardzo z mężem żałujemy.

Około godziny 12.30 weszliśmy do pałacu. W szatni koniecznie trzeba było nałożyć plastykowe ochraniacze na buty. Przechodząc z komnaty do komnaty zachwyca nie tylko ich różnorodność i wyposażenie, ale również ściany posiadające liczne dekoracje i wiszące obrazy. Nie ma dwóch takich samych sal. Wszystkie udostępnione do zwiedzania są bardzo okazałe. Każda jest niepowtarzalna i każda zachwyca. Patrząc na nie należy zdawać sobie sprawę, iż podczas II wojny zostały one ograbione.

Olbrzymie wrażenie robi największa sala w pałacu Wielka Sala, zwana również balową. Ma długość 47 m a szerokość 17 m – równa się szerokości pałacu, co powoduje, że zaliczana jest do największych sal balowych w Europie. Będąc pomieszczeniem reprezentacyjnym charakteryzuje ją morze światła. Jest to efekt nie tylko 24 dużych i małych okien przez które wpada światło dzienne, ale również tego, iż pomiędzy oknami znajdują się lustra obramowane świecami – w sumie jest 696 świec. Zamontowane lustra nie tylko odbijają światło, ale równocześnie wizualnie powiększają jej rozmiar.

Również zwraca uwagę przepiękna podłoga, wykonana z różnych rodzajów drewna, oraz sufit na którym znajduje się wspaniały plafon, nazwany „Triumf Rosji”, malowany w sposób iluzoryczny.

W jednej z sal mieliśmy możliwość zobaczenia leżącego na podłodze przepięknego gigantycznego dywanu który prawie w całości przykrywa równie ładną mozaikową podłogę.

Uwagę przykuwają sufity komnat pałacowych ozdobione przepięknymi freskami ze scenami alegorycznymi i kaflowe piece holenderskie znajdujące się w wielu z nich.

Doszliśmy do sali gdzie miałam możliwość zobaczenia stroju paradnego Elżbiety Piotrowny. Patrząc na niego, zastanawiałam się jak ona się czuła mając coś takiego przez cały dzień na sobie.

Jedną z najpiękniejszych komnat jest Bursztynowa Komnata. Zamówił ją król pruski Fryderyk I (1688-1740) w roku 1701 u gdańskich mistrzów sztuki bursztyniarskiej. Prace nad nią trwały jedenaście lat, ponieważ ściany pokoju o wymiarach 10,5 × 11,5 m pokrywały precyzyjnie dobrane i obrobione kawałki bursztynu. Tworzyły płaskorzeźby, herby itp.

W 1716 car Piotr I Wielki w czasie wizyty w Prusach, zachwycony arcydziełem, otrzymał je w podarunku od Fryderyka jako dowód przyjaźni i potwierdzenie zawartego sojuszu. Dar trafił do Petersburga – najpierw do Pałacu Letniego, a później Zimowego. Od 1743 gabinet rozbudowywano – m.in. dodano kandelabry, lustra, a także meble. W 1755 carowa Elżbieta przeniosła komnatę do pałacu w Carskim Siole. Przez cały czas wystrój komnaty był uzupełniany.

W 1941 została zrabowana przez Niemców. Latem następnego roku przewieziono ją w kilkudziesięciu skrzyniach do królewieckiego zamku. W 1944 r komnatę ponownie zapakowano do skrzyń i umieszczono w zamkowych podziemiach. Od tego czasu słuch po niej zaginął. Mimo intensywnych poszukiwań do dziś nie udało się jej odnaleźć.

Prace nad rekonstrukcją komnaty rozpoczęto w 1979 i prowadzono je na podstawie zachowanych źródeł: zdjęć i dokumentów. Sprawiła wiele problemów: Bursztyn jest trudnym materiałem do obróbki, a nadanie mu pożądanego kształtu jest bardzo żmudne i pracochłonne. Nie są znane kolorowe zdjęcia oryginału. Bursztyn ma wiele odcieni. Fotografowano współczesne próbki czarno-białymi aparatami fotograficznymi i porównywano z dawnymi odbitkami. Dzięki temu ustalono które odcienie, w której części komnaty należy zastosować. Rzemieślnicy nie wiedzieli jakim sposobem gdańscy mistrzowie przyczepiali bursztyn. Metodą prób i błędów odtworzyli go. Obecnie w Carskim Siole znajduje się ukończona w 2003 r. perfekcyjnie wykonana kopia zaginionej Bursztynowej komnaty,

Gdy do niej weszłam zaskoczyła mnie ilość bursztynu w jednym miejscu, jego kolorystyka i precyzja wykonania najdrobniejszych elementów płaskorzeźb, herbów, kandelabrów, obramowań luster, a także mebli. Trwające ponad 20 lat szczegółowe prace rekonstrukcyjne powodują, że jest na co popatrzeć. Nie wiem czym to zostało podyktowane, ale tylko w tej jednej komnacie nie można nagrywać i robić zdjęć. Wszechobecne kamery od razu wychwyciły by śmiałka a konsekwencje byłyby przykre. Szkoda.

Z Carskiego Sioła udaliśmy się do położonego trzy kilometry od niego Pawłowska w którym znajduje się klasycystyczny pałac będący letnią rezydencją imperatora Pawła I i jego rodziny. Zbudowany on został na carskich terenach łowieckich pod koniec XVIII w., z polecenia cesarzowej Rosji, Katarzyny II, na cześć narodzin jej wnuka.


Po zakończeniu budowy Katarzyna przekazała go swojemu synowi Pawłowi I Piotrowiczowi. Cały kompleks otoczony jest blisko 600 hektarowym angielskim parkiem krajobrazowym, w którym znajdują się liczne rzeźby, altany, pawilony, a także wzorowane na styl grecki świątynie. Na początku XIX wieku pałac w Pawłowsku został strawiony przez pożar. Po odbudowie wnętrze rezydencji utrzymane jest w surowym stylu Empire (odmiana późnego klasycyzmu).

Kolejny raz spłonął w 1944 roku podpalony przez Niemców. Palił się przez 10 dni, przez co został doszczętnie spalony, wskutek tego zostało bezpowrotnie stracone wiele cennych obiektów m. in. sala tronowa, galeria obrazów i biblioteka Rossiego.

Po II wojnie światowej cały obiekt został poddany gruntownej renowacji. Prace trwały aż do lat siedemdziesiątych XX wieku. Obecnie udostępnionych jest dla zwiedzających 45 sal.

Kompleks podzielony jest na dwie części – luksusowy Wielki Pałac i park krajobrazowy z różnymi historycznymi budynkami. My zwiedzaliśmy tylko pałac.

Gdy dotarliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się olbrzymi plac po przeciwnej stronie którego w jego centralnej części znajduje się Wielki Pałac zbudowany na wzór rosyjskiego majątku szlacheckiego. Ten prawie kwadratowy budynek ma trzy piętra, zakończone płaską kopułą w środkowej części. Początkowo po obu stronach głównego budynku wybudowano dwie niewielkie oficyny gospodarcze do celów służbowych. Połączono je z pałacem półkolistymi galeriami. W ich wnękach znajdują się kopie antycznych popiersi.

Tuż przed wejściem do pałacu stoi pomnik imperatora Pawła I. Po przekroczeniu drzwi znaleźliśmy się w reprezentacyjnym przedsionku pełnym egipskich posągów i bardzo ciekawie zdobionym sufitem.

Ciekawa była okrągła sala przypominająca rzymski Panteon z niewielkimi posążkami oraz długa półokrągła sala biblioteki.

W łączniku między komnatami minęliśmy niewielkie pomieszczenie z umieszczonymi na ścianach orłami carskimi.

Każda komnata była inna i miała inne wyposażenie które zadziwiało swym pięknem i kunsztem wykonania. Nie jestem w stanie opisać wszystkich. Skupię się tylko na tych które najbardziej zapadły mi w pamięci.

Przepiękna była sala kolumnowa która sprawiała wrażenie niezwykłej harmonii i lekkości. Zawdzięczała to cudownym zielonym kolumnom, które bajecznie współgrały na tle białych ścian, przepięknego sufitu i złotych żyrandoli.

Gdy patrzałam na carską sypialnię która była urocza, to zastanawiałam się na podstawie czego została ona odtworzona. Czy zachowała się jakaś dokumentacja, czy jest to efekt wyobraźni jej twórcy?

Zapierały dech mozaikowe podłogi wykonane z różnych gatunków drzew.

W jadalni na stołach stały przepiękne naczynia i zastawy stołowe. Szkoda, iż nie trafiłam nigdzie na opis jak wyglądały carskie obiady.

Dotarliśmy do carskiej kaplicy w której odbywały się msze. Również ona mimo, iż niewielka była śliczna.

Żal było opuszczać to miejsce.

Po powrocie do Petersburga mieliśmy sporo czasu wolnego do chwili udania się na dworzec skąd pociągiem sypialnym mieliśmy wyruszyć do Moskwy.

Miała być msza odprawiona w kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej ale nie przez naszych księży, tylko przez miejscowych w języku rosyjskim. Nie wiedzieliśmy czy będzie. W efekcie ją przegapiliśmy. Z naszej grupy jak się potem okazało były tylko trzy osoby.
Mając trochę czasu spacerowaliśmy po miejscowym parku. Potem znaleźliśmy uroczą herbaciarnię gdzie wypiliśmy świetną herbatę.

No i nadszedł czas, aby udać się na położony w centrum miasta dworzec Moskowskij. Został zbudowany w 1851 roku i jest najstarszym zachowanym w mieście. Gdy dotarliśmy na miejsce trudno jest opisać co się tam działo.

Mimo, iż z zewnątrz wygląda monumentalnie, to nie posiada żadnych nowoczesnych urządzeń jak np. ruchome schody czy windy. Walizki trzeba było ciągnąć po ciasnych schodach wśród ścisku i wrzasku tłumu Chińczyków, którzy nas tratowali. Każdy bagaż jak i osoba musiała przejść przez punkt kontrolny, co powodowało wydłużenie czasu wejścia do poczekalni. Jak już weszliśmy trudno było o miejsce siedzące. Gdy ktoś wstał na chwilę do na to miejsce rzucał się tłum. Trzeba więc było go pilnować na zmianę.

Siedząc przyglądałam się sufitowemu plafonowi przedstawiającego ludzi pracy i Leninowi na sztandarach. Po pewnym czasie podeszłam do znajdującego się nieopodal sklepiku z pamiątkami. Przeważały w nim porcelanowe figurki.

Wejście na peron było na określoną godzinę. By się na niego dostać trzeba było przejść przez główny hol pełen podróżnych. Pierwsze co rzuca się w oczy to olbrzymie brązowe popiersie Piotra Wielkiego odsłonięte w 1993 roku.

Zmęczeni weszliśmy na peron aby udać się do przydzielonego nam wagonu.

Wagonów było kilkanaście, ale tylko jeden był nasz. Reszta należała do Chińczyków.

Przedziały były czteroosobowe. My podróżowaliśmy z Basią i Irkiem z Sulejówka, bardzo miłymi ludźmi z którymi mieliśmy wspólne poglądy dotyczące życia i polityki. Po rozpakowaniu udawaliśmy do toalety aby chociaż trochę umyć się przed snem.

Trwało to stosunkowo długo bowiem na cały wagon było tylko jedno WC i umywalka. Potem zasnęliśmy kamiennym snem, aby obudzić się gdy dojeżdżaliśmy do Moskwy ok godz piątej rano.

Musieliśmy szybko się zwijać bo gdybyśmy nie zdążyli go opuścić w ciągu pięciu minut (a było tylko jedno wyjście) to groziło nam odstawienie z wagonem na bocznicę, co wiązałoby się z kłopotami.

Idąc do wyjścia towarzyszyła nam rzeka Chińczyków.

Po śniadaniu w barze udaliśmy się z marszu na zwiedzanie Moskwy.

Ale o tym już w następnej części mojej relacji.

Foto: Liliana i Zdzisław Borodziuk