Dzień 2 lipca 2019 roku był przeznaczony w całości ( czyli wg pracy rosyjskich przewodników do godz 15) na zwiedzanie Peterhofu, dawnej rezydencji cara Rosji Piotra I, nazywanej rosyjskim Wersalem. Składa się ona z zespołu pałacowo-ogrodowego otoczonego wspaniałymi ogrodami, z przepiękną fontanną w centralnej części ozdobioną Neptunem upamiętniającą zakończenie wojny trzydziestoletniej.

Car Piotr I wznosząc oddaloną o około 50 km od Petersburga rezydencję – Peterhof nad samą Zatoką Fińską realizował swoje marzenie, by stworzyć pałac, który wyróżniałby się spośród innych. Było ono pokłosiem wizyty w Wersalu. W latach 1714-1721 przy jej budowie oprócz architektów, rzeźbiarzy, projektantów krajobrazu, pracowało ponad 5000 robotników, chłopów i żołnierzy. Na powierzchni ponad 1000 ha zbudowano oprócz pałacu ok. 30 budowli (w niektórych mieszkali członkowie rodziny carskiej, dworscy urzędnicy i służba), pawilonów, ponad 100 fontann i 7 ogrodów.

Na przestrzeni lat była modyfikowana. Caryca Elżbieta dodała drugie piętro i skrzydła zakończone pawilonami, a Katarzyna II zmieniła część wystroju.

W czasie II wojny światowej znajdował się w niej sztab niemieckiej armii, która przez blisko 900 dni oblegała Leningrad. W tym czasie rozgrabiono lub uległo zniszczeniu około 30 tysięcy dzieł malarskich, rzeźb i przedmiotów rzemiosła artystycznego ze zbiorów muzealnych. Podczas odwrotu Niemcy którzy zawsze szczycili się wyższą kulturą, bo z ich narodu wywodzili się Goethe, Schiller, Wagner, Bach pokazali na czym ona polega dewastując fontanny i system zaopatrywania ich w wodę. Wyrąbali około 10 tys. parkowych drzew (ponad jedną trzecią wszystkich), a odchodząc podłożyli w pałacu i otaczających go budynkach ogień, który spowodował wypalenie wnętrz.

Przy okazji zniszczyli ujęcia wodne. Peterhof po wojnie był kupą gruzów, został olbrzymim nakładem sił i środków odbudowany i odrestaurowany, praktycznie od zera. Jako kompleks muzealny, posiadający obecnie ponad 170 tysięcy eksponatów z okresu od X do XX wieku udostępniony społeczeństwu i turystom.

Widziałam go przed laty i byłam ciekawa jak wygląda to miejsce obecnie.

Przed wyruszeniem do Peterhofu spotkaliśmy się naszym rosyjskim przewodnikiem Walerym, mówiącym świetnie po polsku z lekkim śpiewnym akcentem. Skończył slawistykę i znał oprócz j. polskiego kilka języków krajów środkowoeuropejskich i angielski.

Podczas jazdy Walery opowiadał nam o dziejach miasta St. Petersburg, które w tym roku obchodzi 316 rocznicę powstania. Leży w delcie Newy otoczone przez duże zbiorniki wody wpływające na temperaturę powietrza – latem ją obniżając, a zimą podnosząc. Składa się z 18 dzielnic i miejscowości podmiejskich obejmujących obszar 1500 km2. Zamieszkuje go 7 milionów mieszkańców w tym milion cudzoziemców którzy tu pracują. Miasto leży na tym samym równoleżniku co Oslo.

Przejeżdżamy przez dzielnicę Ochta powstałą w latach radzieckich, kiedyś będącą wioską. Zwracamy uwagę na budownictwo typowe dla socrealizmu. Petersburg bronił się przed budowaniem wieżowców. Gazprom chciał wybudować w centrum miasta jeden z najwyższych budynków w Rosji, mający być jego siedzibą. Częściowo powstały nawet fundamenty jednak na skutek protestów mieszkańców przerwał budowę i wybudował go na obrzeżach miasta. Ma on wysokość 680 m i jest jedynym wieżowcem w mieście. Widać go doskonale z wielu miejsc. Natomiast niedokończone fundamenty są ogrodzone i władze miasta zastanawiają się od kilku lat co z nimi zrobić. Każdorazowo mijaliśmy je jadąc na zwiedzanie St. Petersburga lub wracając do hotelu. Nieciekawy widok.

Jadąc nabrzeżem angielskim wzdłuż Newy mijaliśmy mosty św. Trójcy i most Pałacowy, oraz most budowany przez naszego rodaka Kierbedzia, muzea antropologii i etnografii założone przez Piotra I i nazwane jego imieniem, Akademię Sztuk Pięknych im Repina, łuk triumfalny i stacje metra budowane w różnych epokach. Te budowane przez Stalina z zewnątrz wyglądają jak pałace. Petersburg ma najgłębsze metro na świecie -100 m.

Widzieliśmy dzielnicę Kirowską zbudowaną też w stylu socrealizmu. Należy wspomnieć, że Siergiej Kirow najpopularniejszy ówczesny działacz komunistyczny został zastrzelony w 1934 r w Smolnym. Późnym popołudniem 1 grudnia 1934 r. Kirow został zamordowany strzałem z pistoletu w gabinecie na trzecim piętrze Instytutu Smolnego. Dużo do myślenia daje fakt, że zamachowiec Leonid Nikołajew wchodząc do niego nie został przeszukany przez ochronę. Zabójca przesłuchiwany osobiście przez Stalina stwierdził, że Kirowa zabił, by wyrazić sprzeciw wobec biurokratyzacji partii i o swoich planach nie informował nikogo. Zabójstwo jest przedmiotem sporów historyków. Część uznaje tę wersję za prawdziwą, a część dopatruje się rozkazu lub inspiracji Stalina oraz udziału funkcjonariuszy policji politycznej NKWD.

Walery opowiadał nam o życiu mieszkańców. Ogólnie Rosja staje się coraz droższa, tanie są tylko papierosy i benzyna. W Petersburgu średnie zarobki wynoszą ok 70.000 rubli co stanowi 1000 euro. 85% mieszkań jest sprywatyzowanych. Przykładowo czynsz za mieszkanie o powierzchni 70 m2 w centrum miasta wynosi 5000 rubli czyli 90 euro.

Emeryci mają 50% ulgi na czynsz, bezpłatny przejazd środkami komunikacji miejskiej oraz bezpłatne leki. Ponadto przysługuje im 2 tygodniowe bezpłatne leczenie w sanatorium.

Rosja buduje swoją własną sieć supermarketów, które są konkurencyjne w stosunku do zachodnich.

Kilka razy zatrzymywaliśmy się w korkach tworzonych przez wypasione fury zachodnich marek i autokary z turystami z różnych części świata. A ja przypominałam sobie czasy, gdy w okresie ZSSR jadąc do Peterhofu widziałam puste szosy.

Wjeżdżając do liczącego ok. 80 tys. mieszkańców miasta uderza to, że tonie ono w zieleni i znajduje się w nim duża ilość prywatnych jednorodzinnych domków. Jednym z obiektów jest rezydencja morska Putina.

Po wyjściu z autokaru zostaliśmy wchłonięci przez tłumy chińskich turystów udających się w tym samym kierunku co my, czyli do pałacu. Zanim się jednak do niego dostaliśmy (czas wejścia o godz 11) musieliśmy odstać swoje w kolejce w otoczeniu turystów z różnych części świata w tym Chińczyków. Ponieważ nasza grupa liczyła 40 osób, podzielono nas na dwie dwudziestoosobowe podgrupy. Było trochę zamieszania, ponieważ nie było dodatkowego nagłośnienia dla drugiego przewodnika, ale wszystko dobrze się skończyło.

Samo czekanie na wejście nie było zbyt uciążliwe, bowiem mieliśmy czas by przyjrzeć się wyglądowi zewnętrznemu pałacu który jest naprawdę wspaniały, ponadto mieliśmy czas by zobaczyć sławną Wielką Kaskadę, z góry. Widok jest naprawdę wspaniały i zasłużenie należy do najładniejszych w Peterhofie. Z dziesiątek przepięknych fontann i strumieni otoczonych złotymi rzeźbami woda spływa do położonego niżej basenu i niewielkim kanałem obsadzonym fontannami uchodzi do Zatoki Fińskiej. Kanałem tym dawni mieszkańcy pałacu wypływali łodziami na wycieczki po zatoce.

Słoneczna pogoda sprawiała, że widok zachwycał. Nawet najwspanialsze zdjęcia nie są w stanie oddać tego naturalnego piękna.

Uciążliwości zaczęły się dopiero po wejściu do środka bowiem panował niesamowity tłok i duszność. Wynikał on z tego, że rezydencję zwiedza około 4 miliony turystów rocznie, a w szczycie sezonu ponad 10000 turystów dziennie. Trzeba było w tym tłoku stojąc czasem na jednej nodze założyć ochraniacze na buty. A potem iść w tłumie zwiedzających uważając by nie zgubić przewodnika do którego zostaliśmy przydzieleni.

Sam pałac jest rozległy i wystawny. Ocieka złotem i zdobieniami. Wystrój poszczególnych komnat i pokoi oraz ich wyposażenie składające się ze wspaniałych rzeźb, obrazów, ozdób, gobelinów, posągów i waz są wyrazem luksusu i bogactwa.

Często tłumy turystów zasłaniały widok eksponatu o którym w danej chwili mówił przewodnik. W dodatku szybkie tempo w jakim trzeba było się poruszać uniemożliwiało nam dokładne przyjrzenie się nie tylko obrazom i rzeźbom, ale całemu wnętrzu z jego przepięknymi sufitami, żyrandolami i podłogami. Robiliśmy zdjęcia w ekspresowym tempie, by dopiero w domu spokojnie wszystko obejrzeć.

Trochę więcej czasu mieliśmy w najważniejszych pomieszczeniach udostępnionych zwiedzającym w Sali Balowej i Sali Tronowej. Będąc w Sali Balowej zastanawiałam się jak wyglądały bale.

Z tego co czytałam ostatni car Rosji Mikołaj II zachęcał do organizowania siedemnastowiecznych balów kostiumowych zapoczątkowanych za panowania jego ojca Mikołaja I, który wraz z małżonką organizował niezliczoną liczbę uroczystości i bali. 1 stycznia i 1 lipca w Pałacu Zimowym i Peterhofie organizowane były dla społeczeństwa bale zwane maskaradami, które cieszyły się olbrzymią popularnością.

Pragnąc uczcić 290 – lecie dynastii Romanowów na rosyjskim tronie w dniach 11 i 13 lutego (według kalendarza juliańskiego) 1903 roku wydał jeden z najbardziej wystawnych bali który stał się legendą.

Zaproszeni goście mieli przyjść w strojach nawiązujących do mody XVII – wiecznej z okresu rządów Aleksego. Wiele z nich przywieziono specjalnie z Kremla. Część zaprojektowano we współpracy z konsultantami historycznymi. Zostały uszyte z najlepszych jedwabiów i ozdobione najprawdziwszymi klejnotami – nie mogło być mowy o kryształach zamiast brylantów, czy szkle zamiast prawdziwych pereł. Mikołaj II ubrał strój swojego ulubionego poprzednika Cara Aleksego I, cesarzowa zaś Marii Miłosławskiej.

11 lutego goście zebrali się w Ermitażu a następnie idąc w parach powitali parę monarszą wykonując tzw. rosyjski ukłon. Zaproszeni goście na początku wysłuchali opery Borys Godunow, Następnie oglądali sceny z baletu „Bajadera” Ludwiga Minkusa  oraz „Jeziora Łabędziego” Czajkowskiego. Po ich zakończeniu odbyła się uroczysta kolacja w hiszpańskich, włoskich i flamandzkich salach Ermitażu. Wieczór zakończył się tańcami.

13 lutego odbyła się druga, najważniejsza cześć balu. Wszyscy uczestnicy musieli założyć stroje z epoki cara Aleksego I. Mikołaj II założył wizytowe ubranie Aleksego I, składające się z kaftana  i opaszenia czyli górnej części żupana – obie wykonane były ze złotogłowia, oraz carskiej czapki i buławy. Damy ubrane były w sarafany oraz kokoszniki, a mężczyźni przebrani byli za strzelców lub sokolników.

Wśród 390 gości zostało wyznaczonych przez cesarzową 65 tańczących oficerów przebranych w stroje nawiązujące do XVII w. Również orkiestra była przebrana stroje z epoki.  Tańce odbywały się w Sali koncertowej Ermitażu.

Powszechne walce, kadryle i mazury poprzedziły trzy specjalnie przygotowane tańce: rosyjski, korowód oraz płasowoi. W „ruskim” wzięło udział 20 par oraz solo tańczyła wielka księżna Elżbieta Fiodorowna (starsza siostra cesarzowej) oraz rosyjska piękność księżniczka Zinaida Jusupowa.

Wielki książę Aleksander „Sandro” Michaiłowicz, szwagier cara, tak wspomina tamte wydarzenia w swojej książce „Byłem wielkim księciem”:
 „Ksenia ubrana była w bogato haftowany, lśniący klejnotami strój bojaryni, w którym było jej bardzo do twarzy”.
„Ja miałem na sobie ubiór sokolniczego składający się z biało – złotego kaftana z wyhaftowanymi na plecach złotymi orłami, różowej jedwabnej koszuli, błękitnych szarawarów i żółtych safianowych butów”.
„Wszystkie tańce przetańczyłem z księżną Jusupową, dopóki nie przyszła kolej na „ruską”. Księżna tańczyła ten taniec lepiej niż jakakolwiek rutynowa baletnica, ale mnie tym razem w udziale przypadło tylko bić brawo i zachwycać się w milczeniu”.
„Uśmiechnąłem się smutno, gdy przeczytałem dopisek na zaproszeniu, zgodnie z którym wszyscy goście powinni zjawić się w rosyjskich strojach z XVII wieku. Niki pragnął choć na jedną noc powrócić do sławnej przeszłości swojego rodu. (…) Bal odniósł wielki sukces i został z wszystkimi szczegółami powtórzony w domu bajecznie bogatego hrabiego A.D Szeremietiewa. Ta niezwykła rekonstrukcja XVII wieku wywarła zapewne dziwne wrażenie na zagranicznych dyplomatach. Podczas gdy my tańczyliśmy, w Petersburgu trwały strajki robotników, a na Dalekim Wschodzie gromadziły się czarne chmury”.

W 1904 roku na polecenie dworu powstał album w dwóch ozdobnych wydaniach „Bal w Pałacu Zimowym” zawierający fotografie wszystkich gości, uczestników balu z określeniem pozycji, jaką zajmowali na dworze odpowiednio w wiekach siedemnastym i dwudziestym. Mikołaj był w replice szaty procesyjnej noszonej przez Aleksego, Aleksandra zaś w sukni i nakryciu głowy carycy Natalii. Pieniądze ze sprzedaży przeznaczone były na cele charytatywne i głównie były nabywane przez uczestników pamiętnego wieczoru.

Ambasador francuski na carskim dworze, Maurice Paleologue, w swoich notatkach zapisał, że kobiety z domu Romanowów nie znały pojęcia skromność, a ilość ozdób, które nosiły oszałamiała. Niezliczone sznury pereł, diademy, bransolety i pierścienie – bez tego nie pokazywały się publicznie. Sam bal zaś opisał tak:
„Żaden dwór na świecie nie może rywalizować z tą oszałamiającą demonstracją przepychu i władzy, bogactwem mundurów, ekstrawagancją kobiecych sukien, zatrzęsieniem liberii, ze wspaniałością tych strojów. Na długo zapamiętam oślepiający blask brylantów na ramionach dam, fantastyczną rzekę brylantów, pereł, rubinów, szafirów, szmaragdów, topazów i beryli, rzekę światła i ognia.” 

Jak pisze w swoim dzienniku pierwszy amerykański ambasador w Rosji John Quincy Adams w czasie czteroletniego pobytu w Imperium Rosyjskim(1809 – 1814 r.) uczestnicząc w oficjalnych balach wydawanych przez dwór rosyjski, zdumiony był przepychem strojów i klejnotów arystokracji rosyjskiej.

Czas największej świetności balów przypadał na okres rządów Katarzyny Wielkiej. Mnogość nakazów, zakazów i szczegółowych zasad (np. określenie konkretnej liczby kroków, które można zrobić podchodząc do cesarza w celu przywitania) sprawiała, że stawały się one dla ich uczestników swojego rodzaju egzaminem z umiejętności towarzyskich.

Ostatni bal carskiej Rosji odbył się 19 stycznia 1904 r. na dworze cara Mikołaja II.
(Opracowano na podstawie pracy Karoliny Łucji Białke)

Ciekawą salą była tzw. Galeria Portretów z ok. 400 portretami dziewcząt które ukończyły Instytut dla Szlachetnie Urodzonych Panien o którym pisałam w poprzedniej części. Wśród nich znajduje się kilka portretów starszych pań i młodych panów. Dlaczego się tam znalazły? Nikt nie potrafił na to pytanie mi odpowiedzieć.

Z rozrzewnieniem przypominałam sobie czasy, gdy podczas mojego pierwszego pobytu było niewielu zwiedzających i nie istniała presja czasowa.

Po zwiedzeniu pałacu udaliśmy się schodami w dół kaskady do otaczającego parku.
Schodząc po tarasowej skarpie oglądamy kolejne złocone posągi – fontanny zdobiące brzegi basenu. Oczy bolą od złotych elementów, wykonanych z rozmachem i precyzją. Podziwiamy z bliska nie tylko złocone rzeźby, otoczone wodną kurtyną, ale i złożoną strukturę fontann które same w sobie są cudem techniki.

Na dłużej zatrzymaliśmy się przy fontannie Wielka Kaskada, znajdującą się tuż pod pałacem. Składa się ona z około 64 różnych fontann i strumieni oraz blisko 40 pięknych brązowych posągów pokrytych złotem. Woda spada z marmurowych schodków do marmurowego basenu. To w nim znajduje się wykonany w 1734 roku pozłacany posąg przedstawiający Samsona rozrywającego paszczę lwa, z której wyrzuca wodę na wysokość 22 metrów. Jest on symbolem zwycięstwa Rosji nad Szwecją,

W centralnej części Wielkiej Kaskady znajduje się tzw. Wielka Grota z ładną fontanną przed arkadowym wejściem. Wyłożone tufem wnętrze było namiastką jaskini. To tutaj lubił przebywać Piotr I, tutaj też skonstruował wiele ruchomych fontann, które później stanowiły wyposażenie pałacowych ogrodów. W czasach carskich w grocie organizowano mini przyjęcia.

Cała kaskada zużywa dziennie około 100 tysięcy metrów sześciennych wody, która na koniec spływa do Zatoki Fińskiej. Pobierana jest ze Wzgórz Ropszyńskich oddalonych od Peterhofu o około 20 km. Fontanny działają bez użycia pomp bowiem wykorzystana została naturalna pochyłość terenu. Są wyłączone w okresie zimowym.

Wizualną rozkoszą jest spacer u stóp tarasów i oglądanie Wielkiej Kaskady i kompleksu pałacowego z innej perspektywy. Dopiero z dołu widać, że najefektowniejszym elementem kompleksu pałacowo-ogrodowego jest tzw. Wielka Kaskada. To ona przyciąga turystów z całego świata. Całość stanowi zapierający dech w piersiach widok.

Ze względu na istniejące około 200 fontann (nie ma dwóch jednakowych) i strumieni
wodnych na terenie Peterhofu nazywana jest stolicą fontann świata. Jest świadectwem przepychu carskiej Rosji.

Po obejrzeniu Wielkiej Kaskady udaliśmy się do ogrodów-parków Peterhofu. Można wyróżnić trzy parki:

Park Górny – park w stylu angielskim powstał w latach 1714-24. Znajduje się na poziomie pałacu, za widocznymi jego zabudowaniami. Ma 15 ha powierzchni, na której znajduje się 5 stawów z fontannami oraz kaskady. Trzy z nich usytuowane są na głównej szerokiej alei prostopadłej do pałacu. Po jej bokach leżą po trzy bliźniacze fragmenty parku oraz po jednym z największych sztucznych stawów. Jedną z fontann Neptuna, wykonaną w Norymberdze w 1658 roku dla uczczenia zakończenia wojny 30-letniej, kupił w 1782 r. carewicz, późniejszy car Paweł I.

Park Dolny – położony między pałacem a Zatoką Fińską. Zajmuje 102 ha i również wzorowany był na parku rezydencji Ludwika XIV w Wersalu, którego własnoręczne szkice przywiózł Piotr I z Francji. Na dwie części park ten dzieli Wielka Kaskada i Kanał Morski biegnący prostopadle od schodów prowadzących z pałacu w dół do parku, do zatoki. To nim car i jego ważniejsi goście dowożeni byli drogą wodną z morskiej przystani. Na kanale tym można oglądać, a nawet pływać nią, replikę imperatorskiej łodzi w kształcie bajecznie zdobionego łabędzia. Największą atrakcję stanowi  ta kaskada upamiętniająca zwycięstwo Piotra I oraz Rosji nad Szwecją. Ukończono ją w 1724 roku, składa się z 37 złoconych posągów z brązu, 64 fontann i 142 wodotrysków.

Park Aleksandria – usytuowany jest na brzegu Zatoki Fińskiej na wschód od parku Dolnego, stanowiący wraz z parkiem Kolonistów odrębny zespół pałacowo parkowy. Ma on powierzchnię 115 ha i powstał w latach 1826-1832, wraz ze wzniesionymi w nim budowlami, jako podmiejska rezydencja rodzinna Mikołaja I.
Po przejściu alejką otoczoną drzewami około 200 m naszym oczom ukazały się dwie ciekawe fontanny znajdujące się pośrodku sporych rozmiarów basenów. W oddali widać było położoną wśród skał Smoczą fontannę zwaną Szachownicą z 1739 roku, Woda która ją zasila wypływa z paszczy skrzydlatych smoków.

Idąc zacienionymi alejkami i podziwiając bardzo ładny i znakomicie utrzymany park nie sposób jest opisać i pokazać wszystkich ciekawych miejsc, ponieważ jest ich setki. Ja skupię się na tych które najbardziej mi się podobały.

Bardzo ciekawa jest Fontanna Słońce składająca się z obracającej mechanicznej głowicy z której na podobieństwo promieni wypływają strumienie wody.

Idąc dalej w pewnym momencie z oddali zaczęły docierać do nas dźwięki przepięknych melodii wykonywanych na cymbałach. Przemieszczając się w kierunku muzyki doszliśmy do miejsca na którym trzech wirtuozów wydobywało fantastyczne melodie z metalowych płytek. Każdy kto tu trafił zatrzymywał się chociaż na kilka minut by posłuchać zaczarowanej muzyki.

Spacerując co rusz napotykaliśmy się na różne fontanny w tym fontanny-pułapki, bowiem w XVIII wieku też lubiono pośmiać się czyimś kosztem. Są takie które wyrzucają strumienie wody w określonych odstępach czasu, inne mają formę zwykłych ławek tryskające wodą o określonej porze. Spotkać tu można konstrukcje ukryte które uruchamiają się po nadepnięciu kamienia i strzelają wodą w spacerującego. Tego typu fontanny zawsze cieszą się największym zainteresowaniem dzieci.

Idąc powoli dotarliśmy do Zatoki Fińskiej. Ponieważ pogoda była wspaniała po jej drugiej stronie widać było monumentalny budynek Gazpromu.

Widzieliśmy nad samym brzegiem ulubiony pałacyk Piotra I – Mon Plaisir z chińskimi malowidłami wewnątrz. Ponieważ car nie lubił wysokich komnat dlatego nie mieszkał w swojej przepięknej rezydencji, a kazał wybudować u jej podnóża Mon Plaisir, w którym przebywał. Niestety nie mieliśmy czasu by do niego wejść.
Wracając na krótko zatrzymaliśmy się przy uroczej fontannie z Ewą.

Żal było mi opuszczać to cudowne miejsce. Ponieważ ogrody, fontanny i rzeźby Peterhofu zajmują ponad 1000 ha każdy kto je widział wie, że na ich obejrzenie jeden dzień to za mało. Widok znakomicie utrzymanych parków z ich drzewami, trawnikami i architekturą ogrodową, pięknymi marmurowymi i pozłacanymi XVIII-wiecznymi rzeźbami z zewsząd wytryskującą wodą, jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Dostarcza każdemu wielu niezapomnianych wrażeń i wzruszeń.

Od mojego ostatniego pobytu w tym miejscu mogę stwierdzić, że na przestrzeni lat wypiękniało. Uzupełniony został drzewostan, wyremontowano i odbudowano niektóre budynki. Cały zespół pałacowo-ogrodowy wart jest odwiedzenia. Gorąco polecam.

Mam nadzieję, że ponownie je odwiedzę bowiem jest to jedno z najpiękniejszy miejsc jakie widziałam.

Po powrocie do St. Petersburga udaliśmy się na mszę świętą do kościoła pw. św. Katarzyny w którym byliśmy w poprzednim dniu.

Wracaliśmy do hotelu autobusem miejskim.

W następnym dniu zwiedzać będziemy Ermitaż a późnym wieczorem wyruszymy na nocny rejs po Newie,aby oglądać zwodzone mosty.

Foto:Liliana i Zdzisław Borodziuk