Poranek przywitał nas pochmurną, ale ciepłą pogodą. Po śniadaniu i modlitwie opuściliśmy hotel w Rydze i udaliśmy się na zwiedzanie miasta.
Ryga – stolica Łotwy położona nad rzeką Dźwiną w pobliżu jej ujścia do Bałtyku w Zatoce Ryskiej jest jej największym miastem. Ta licząca około 700 tysięcy mieszkańców metropolia jest głównym ośrodkiem gospodarczo-przemysłowym, komunikacyjnym, kulturalnym i naukowym kraju.
Po krótkiej jeździe autokarem wysiedliśmy przy brzegu rzeki Dźwiny. Mijając port widzieliśmy stojące w nim promy do Sztokholmu i Helsinek. Idąc brzegiem rzeki w oczy rzucały się budynki o bardzo ciekawej nowoczesnej architekturze.

Pogoda specjalnie nie dopisała. Dość mocno padał deszcz, który był jak się potem okazało ostatnim opadem do końca naszej całej pielgrzymki. Następne dni były już słoneczne i ciepłe.

Podczas spaceru przewodnik Andrzej opowiada nam historię miasta. U ujścia Dźwiny już w X wieku istniała rozwinięta osada plemienia Liwów. Obecne miasto zostało założone w 1201 przez biskupa Alberta von Buxhovden i szybko stało się ważnym ośrodkiem handlowym na wybrzeżu Bałtyku oraz członkiem Hanzy. W 1207 roku rozpoczęto budowę murów miejskich, a po 1225 roku legat papieski Wilhelm z Modeny przyznał mieszczanom prawa, które mieli kupcy niemieccy. Przez setki lat było pod silnymi wpływami niemieckimi. W średniowieczu Ryga była jednym z najważniejszych portów bałtyckich.
Zainteresowanych niezwykle ciekawymi i zawiłymi dziejami Łotwy odsyłam do Wikipedii i opracowań historycznych.
Andrzej opowiada nam legendę o karle, którego wynurzenie się z wód Dźwiny jest zapowiedzią nadchodzących problemów miasta. Średnio zdarza się to co sto lat.

Będąc nad brzegiem rzeki widzieliśmy umieszczoną w szklanej gablocie figurę świętego Krzysztofa, patrona podróżników i kierowców, chroniącego ich przed nieszczęśliwymi wypadkami. Co do jej wartości artystycznej można mieć różne zdanie. Rajcowie miejscy mogli zamówić ładniejszą.

Po spacerze udaliśmy się na mszę świętą do kościoła Matki Boskiej Bolesnej, który w XIII wieku był drewnianą kaplicą. Kościół murowany wzniesiono w latach 80. XVIII wieku w stylu klasycystycznym. Jego powstaniu patronowało wielu tuzów ówczesnej Europy. Inicjatorem budowy był cesarz Józef II, który osobiście wystąpił do Katarzyny II o zgodę na budowę. Główne środki pieniężne na ten cel przekazali Józef II, król Stanisław August Poniatowski i carewicz Paweł. Do 1885 roku był to jedyny kościół katolicki na terenie Rygi.

Po raz pierwszy uczestniczyłam we mszy świętej podczas której duchowni stoją tyłem do wiernych. Jest to skutek umiejscowienia ołtarza.

Po mszy odprawionej przez naszych księży Józefa Micińskiego i Jerzego Cholewińskiego udaliśmy się pieszo na starówkę podziwiając po drodze piękne odrestaurowane kamienice. Ryga miała szczęście, bo podczas ostatniej wojny nie uległa takim zniszczeniom jak Warszawa.

Cała starówka mieści się na prawym brzegu Dźwiny. Kilka najstarszych obiektów ryskiej starówki przetrwało do naszych czasów w stanie prawie nietkniętym. Przykuwają uwagę przepięknie prezentująca się katedra przy Placu Katedralnym, największym placu w Rydze, (która obecny wygląd uzyskała pod koniec XIX w.) budynek galerii sztuki Riga Bourse, wybudowany w połowie XIX w. na wzór weneckich renesansowych pałaców a obok niej neoklasycystyczny budynek łotewskiego radia. Te piękne secesyjne kamienice są dziełem architekta rosyjskiego Mikhaila Eisensteina. Znalazły się one na słynnej liście UNESCO.

Wśród kamienic największą popularnością cieszą się Trzej Bracia, kamienica którą można zobaczyć przy ulicy Maza Pils.

Bardzo ciekawy jest ratusz w Rydze, który w dokumentach pojawia się po raz pierwszy w 1334 roku. Wybudowany został przez miasto i wynajęty na pewien czas kupcom z Wielkiej Gildii kupieckiej, równocześnie siedzibę miało tu także Bractwo Czarnogłowych. Budowla na przestrzeni wieków była wielokrotnie niszczona i odbudowywana.

Bractwo Czarnogłowych było znanym w wiekach XIV – XIX w wielu krajach nadbałtyckich elitarnym stowarzyszeniem skupiającym bogatych i nieżonatych obywateli miasta.

Mała i wielka Gildia Kupiecka były kolejnym miejscem które odwiedziliśmy. Pierwsza Gildia Ducha Świętego (będąca stowarzyszeniem kupców i rzemieślników), powstała w Rydze w 1252 roku. Bardzo szybko zaszła potrzeba rozdzielenia interesów tych dwóch najbardziej wpływowych grup zawodowych, co nastąpiło w 1354 roku. W efekcie powstała Mała Gildia św. Jana, skupiająca rzemieślników i Wielka Gildia Matki Boskiej, zrzeszająca kupców. Siedziby obu Gildii wznoszą się w północno – zachodnim narożniku Placu Liwskiego, położonego w obrębie Starej Rygi.

Oglądaliśmy ciekawy tzw Koci Dom, czy Dom Kotów, który wiąże się z opowieścią o kupcu, który bezskutecznie usiłował zostać członkiem gildii kupieckiej.
Na złość nieustępliwym władzom cechu dwa koty zdobiące wieżyczki jego kamienicy nakazał odwrócić ogonem w kierunku pobliskiego budynku gildii. Ta w końcu go przyjęła i kocury zostały odwrócone. Dziś są symbolem tego miasta chętnie pokazywanym na pocztówkach, koszulkach i innych gadżetach.

Następnie udaliśmy się w kierunku Pomnika Wolności. Ten odsłoniętym w 1932 roku smukły 42-metrowy obelisk stojący w centrum Rygi jest symbolem niepodległości państwa. To na jego tle zrobiliśmy sobie pamiątkową grupową fotografię.

Idąc dalej minęliśmy basztę prochową pochodzącą z 1330 roku. Ma 25,5 metrów wysokości i mury grubość 3 metrów. Jest jedyną basztą z murów obronnych, która przetrwała do dzisiejszych czasów. Kiedyś przechowywano tam proch, później gnieździły się tam tylko gołębie.

W 1892 roku korporacja studentów Rubonia zwróciła się z prośbą do władz miasta, aby zgodziły się na wydzierżawienie baszty i założenie w niej siedziby korporacji. Ponieważ przez lata nikt nie miał pomysłu co z nią zrobić, a czas zrobił swoje, rajcy miejscy chętnie zgodzili się ją wynająć za 1 rubla rocznie, pod warunkiem wykonania niezbędnych prac remontowych. Studenci rozpoczęli od oczyszczenia baszty z nagromadzonego od wieków gołębich odchodów, który sprzedali jako nawóz za 612 złotych rubli, co było bardzo dużą sumą. Uzyskane pieniądze przeznaczyli na wykonanie niezbędnych prac remontowych. Efekty tych prac widzimy do dnia dzisiejszego.

Idąc ulicami starego miasta podziwialiśmy spryt i zapobiegliwość jego kupców, którzy nie mając prądu wciągali towar na wyższe piętra za pomocą bloczków i lin

.

Zmierzając do katedry luterańskiej pod wezwaniem św. Jakuba przewodnik Andrzej opowiadał nam jej dzieje. Zbudowana około 1211 jest największą średniowieczną świątynią krajów bałtyckich. To w niej znajdują się ogromne organy z 6768 piszczałkami datowanymi na lata 1883–1884. Żałuję, iż nie dane nam było usłyszeć ich brzmienia.

Po wyjściu z niej czeka nas miła niespodzianka. Stojący u wylotu ulicy grajkowie, zagrali nam hymn Polski. Wszyscy byliśmy bardzo wzruszeni.

Następnie udaliśmy się na degustację Rigas Melanis-balzams czyli słynnego łotewskiego likieru ziołowego, który w 1752 wyprodukował w oparciu o kilka składników roślinnych kowal równocześnie ryski farmaceuta. Według miejscowej legendy w 1789 r czarny balsam został podany chorującej na niestrawność carycy Katarzynie II. Ponieważ jej pomógł importowano go w dużych ilościach na dwór carski.

Po degustacji dokonaliśmy zakupów, każdy z nas wg. własnych preferencji.

Ryga słynie z pięknych terenów zielonych oraz kamienic secesyjnych, które pięknie odnowione cieszą oczy zwiedzających. Trudno jest opisać różnorodność architektoniczną budynków. W celach bezpieczeństwa ich wysokość nie mogła przewyższać szerokości ulic. Należą one do wspólnot mieszkaniowych, które mają obowiązek remontów. Gdy tego nie robią mogą być z nich usunięci.

Nasza wędrówka po Rydze dobiegła końca, udaliśmy się prostą drogą na północ do Tallina. Trasa wynosiła 294 km. Jechaliśmy brzegiem Zatoki Ryskiej otoczonej lasami sosnowymi i z rzadka brzozowymi. Widok był przepiękny. Zza drzew widać fale morskie błyszczące w słońcu. Mijaliśmy po drodze tereny należące do sławnego Barona Münchhausena żyjącego w połowie XVIII wieku.

Po drodze oglądaliśmy ciekawy film dokumentalny o Litwie, Łotwie i Estonii. Kraje te miały podobne dzieje, musiały walczyć o swoją wolność. Państwa bałtyckie w ramach umacniania tożsamości narodowej dbają o swoją tradycję i kulturę, kultywując pieśni i tańce ludowe.
Przewodnik Andrzej bardzo ciekawie opowiada nam o dziejach Estonii w kierunku której zmierzaliśmy. Historia Estonii podobna jest do Łotwy, mówiąc w skrócie na przestrzeni wieków podlegali Danii, Krzyżakom, Polsce, Rosji carskiej, następnie 1918 r. uzyskali niepodległość, po pakcie Ribbentrop-Mołotow stali się republiką sowiecką, a w 1991 roku ponownie uzyskali niepodległość. Nie będę tego tematu rozwijać z uwagi na szczupłość miejsca. Zainteresowanych odsyłam do opracowań historycznych.

Estonia liczy 1 milion 200tys mieszkańców z tego w Tallinie zamieszkuje 400 tysięcy. Estończycy stanowią 63 % obywateli, 30% to Rosjanie, a Polaków w całym kraju jest ok 2000. Ma wiele wspólnego z Finlandią z uwagi na język z grupy ugro-fińskich oraz powiązania gospodarczo-przemysłowe, na których nieźle wychodzi.

Jadąc do niej ciekawa byłam jak teraz wyglądają Estonia i Tallin w którym byłam przed laty, w czasach gdy ziemie te były wcielone do ZSSR.

Przed przekroczeniem granicy łotewsko-estońskiej zatrzymaliśmy się na posiłek i zakupy. My z mężem zdecydowaliśmy się na zupę solną i nie żałowaliśmy tego wyboru. Była świetna.

Po obiedzie udałam się na zakupy. Kupiłam znaną łotewską czekoladę „Laima” firmy istniejącej od 1870 roku.
W Tallinie nocleg mieliśmy w hotelu znajdującym się w zielonej willowej dzielnicy. Dni na tej szerokości geograficznej są długie a noce krótkie. Jest to strefa białych nocy.
Po raz pierwszy spotkałam się z tym, że aby skorzystać z windy należy włożyć do czytnika klucz magnetyczny otwierający pokój .Zamiast usprawnienia dotarcia do pokojów, nastąpiło znaczne utrudnienie. Przez trzy dni naszego pobytu w tym hotelu wielu miało z nią problemy. Ponadto były ciasne, ale to pozostałości po czasach socjalizmu. Nie zrażaliśmy się tym jednak, ciekawość świata wzięła górę nad niewygodami.
Następnego dnia będziemy zwiedzać Tallin, m.in.: Górne i Dolne Stare Miasto, Sobór Aleksandra Newskiego i wiele innych ciekawych miejsc, ale o tym już w następnej części mojej relacji.

Foto: Liliana Borodziuk,Zdzisław Borodziuk.