Jako, że redaktor Ferfecki z „Rzeczpospolitej” nie odpowiedział na mój mail wysłany do niego 20 listopada 2020 roku, postanowiłem go upublicznić. Rzeczony artykuł (link tutaj) oraz w załącznikach pisma, do których odnoszę się w mailu.

Szanowny Panie Wiktorze,
z uwagą przeczytałem Pański artykuł zatytułowany „Bliżej prawdy o mordzie”, opublikowany w piątek 30.10.2020 na łamach „RZ” na stronie A4.

Odpisuję z opóźnieniem, spowodowanym chorobą.

Oto moje refleksje:
Po pierwsze, wspomina Pan w swoim tekście o reportażu „Superwizjera” z 2008 roku. Tak się składa, że jestem jego współautorem. Natomiast – gwoli ścisłości – w 2008 roku zrealizowaliśmy wspólnie z kolegami z redakcji dwa reportaże. Jeden wyemitowano bodajże w czerwcu 2008 roku a dotyczył on Waldemara Chrostowskiego – jedynego świadka uprowadzenia księdza Jerzego Popiełuszki. Natomiast drugi reportaż (wyemitowany w dwóch częściach w październiku 2008 roku) dotyczył m.in. wątków, o których Pan pisze w swoim tekście. (Nawiasem mówiąc: szkoda, że nie skontaktował się Pan ze mną podczas pisania artykułu. Współpracuję z „RZ” od lat i nie sądzę by miał Pan trudności w znalezieniu kontaktu ze mną);

Po drugie, sprawą uprowadzenia i śmierci księdza Jerzego Popiełuszki zajmuję się blisko 15 lat. Pokłosiem tej pracy są książki, wywiady ze świadkami wydarzeń sprzed lat, wspomniane reportaże oraz kilkadziesiąt artykułów publikowanych zarówno na łamach tygodników, jak i w internecie;

Po trzecie, jak wynika z Pańskiego artykułu, otrzymał Pan od senatora KO Krzysztofa Brejzy odpowiedź, jaką uzyskał on po skierowaniu do pionu śledczego IPN tzw. „interwencji senatorskiej”. Skontaktowałem się telefonicznie z Panem senatorem Brejzą, który udostępnił mi tę odpowiedź. Muszę powiedzieć, że dawno nie czytałem pisma urzędowego, które zawierałoby tyle nieścisłości związanych przecież z tak ważną dla najnowszej historii naszego kraju sprawą jak uprowadzenie i zabójstwo kapelana „Solidarności.

Ale po kolei:
Szef pionu śledczego IPN – prokurator Andrzej Pozorski – w swoim piśmie datowanym na 13 października 2020 roku pisze, że „okoliczność doprowadzenia przez psa tropiącego do miejsca oddalonego o około 200 metrów od przypuszczalnego miejsca porwania księdza została wyjaśniona przez sprawców zbrodni Grzegorza Piotrowskiego i Waldemara Chmielewskiego”. Powołuje się (ale bez szczegółów, czyli dat, sygnatur dokumentów czy numerów kart akt) na rzekome wyjaśnienia esbeków w tej sprawie. Sęk w tym, Panie Wiktorze, że dokładnie przeanalizowałem wyjaśnienia złożone przez Piotrowskiego i Chmielewskiego w śledztwie i takich informacji tam nie znalazłem. Więcej: przeczytałem także zapis ich wyjaśnień z procesu toruńskiego – tam również nie ma takich informacji.

Powstaje zatem pytanie: na podstawie jakich wyjaśnień prokurator Andrzej Pozorski wysnuł taką a nie inną tezę? Tym bardziej, że – jak sam Pan cytuje w swoim tekście prokuratora Pozorskiego – „wskazanie psa tropiącego pokazuje tylko drogę ucieczki księdza.”

Pora zatem wyjaśnić tę kwestię na podstawie dokumentów, wizji lokalnej oraz mojej rozmowy z przewodnikiem psa tropiącego, którą odbyłem w czerwcu 2008 roku w Toruniu (jej fragment został zacytowany w jednym z reportaży „Superwizjera”). Otóż Andrzej Nowak (milicjant i przewodnik psa tropiącego) pojawił się w Górsku w miejscu uprowadzenia księdza Popiełuszki około północy.

Według jego relacji „pies zawęszył. Puściłem go i udał się w kierunku skrzyżowania, gdzie prowadzi droga do miejscowości Górsk. 200-300 metrów. Tam pies zatrzymał się i zaczął krążyć w koło. Powtarzałem to ze trzy-cztery razy. To mogło znaczyć, że mógł tam stać jakiś inny pojazd.”

Jak pisałem wyżej istnieje dokumentacja procesowa w postaci zeznań świadka Nowaka oraz protokół wizji lokalnej z jego udziałem, w miejscu uprowadzenia księdza. Interpretacja jest jedna – co kategorycznie stwierdził w obu protokołach świadek Nowak: osoba, która siedziała w „Golfie” obok siedzenia kierowcy (czyli ksiądz Jerzy), na środku asfaltówki prowadzącej na Górsk musiała wsiąść do innego środka lokomocji. Po jakim więc terenie leśnym miałby prowadzić pies, skoro poruszał się, tropiąc ślad, wyłącznie po asfaltowej powierzchni? Inna od tej interpretacja jest fałszowaniem stwierdzonych niezbicie faktów.

Co mówili porywacze i sam Chrostowski? Samochód księdza zatrzymał się na poboczu. Kilka metrów za nim zatrzymał się samochód esbeków. Chrostowski został doprowadzony do niego i posadzony na przednim siedzeniu obok Leszka Pękali. Piotrowski z Chmielewskim poszli do samochodu, w którym siedział ksiądz. Po dłuższej wymianie zdań ksiądz wysiadł z samochodu i został doprowadzony na tył samochodu porywaczy. Dlaczego opisuję to tak dokładnie? Sęk w tym, że gdyby ksiądz uciekł drogą, którą wskazywał pies tropiący, musieliby to widzieć i Pękala i Chrostowski. Zaś Chmielewski i Piotrowski mówią o szarpaniu się z księdzem i biciu go z tyłu ich samochodu (a więc z przeciwnym kierunku do tego, który wskazał pies).

Zatem zapytam raz jeszcze: O czym świadczy eksperyment z użyciem psa tropiącego? Że ksiądz został doprowadzony do bocznej ścieżki 200-300 metrów w stronę Torunia. Tam, na polnej drodze, nie stał samochód Piotrowskiego i jego dwóch podwładnych. Czyj zatem samochód tam stał? Z pisma prokuratora Pozorskiego się tego nie dowiadujemy. (Nawiasem dodam, że o wyprowadzeniu księdza Jerzego do lasu mówił sanitariuszom pogotowia ratunkowego z Torunia Waldemar Chrostowski, ale później w składanych przez siebie zeznaniach w śledztwie oraz na procesie toruńskim już tego nie powtórzył. Potwierdził ten fakt w rozmowie ze mną w 2008 roku dr Krzysztof Demidowicz, który jechał z Chrostowskim karetką 19 października 1984 roku z Przysieku do Torunia).

Dalej prokurator Pozorski pisze o obserwacji Wojskowej Służby Wewnętrznej, która tego dnia (w piątek 19 października 1984 roku) obserwowała w bydgoskim kościele na Wyżynach działaczkę opozycyjną o pseudonimie „Ula”. Nie wyjaśnia jednak: czy prowadzący śledztwo prokurator IPN ustalił kto i jakim samochodem wyjechał spod kościoła na bydgoskich Wyżynach za księdzem Popiełuszką oraz Piotrowskim (zeznawał na ten temat oraz potwierdził ten fakt w rozmowie ze mną w 2008 roku kierowca z Bydgoszczy Marek Wilk, który pilotował samochód księdza do granic miasta 19 października 1984 roku). W piśmie przesłanym do senatora Krzysztofa Brejzy nie ma też najmniejszej weryfikacji informacji, która pojawiła się w śledztwie prokuratora Witkowskiego w latach 90. XX wieku, że trzej porywacze księdza oraz ich przełożony – płk ADAM PIETRUSZKA – byli obserwowani przez WSW od połowy września 1984 roku.

W piśmie prokuratora Pozorskiego nie ma też najmniejszej wzmianki na temat tego czy prokurator IPN, prowadzący obecnie śledztwo ustalił, kto podróżował samochodem marki fiat 125p, który pojawił się na tamie we Włocławku na około godzinę przed przyjazdem porywaczy. Kierowca tego samochodu wyjął z bagażnika przepustkę tzw. „wolnego przejazdu” (taką samą jaką posługiwał się Piotrowski), okazał ją funkcjonariuszom włocławskiej drogówki i pojechał w stronę Łodzi (w aktach śledztwa i procesu toruńskiego są zeznania wspomnianych przeze mnie funkcjonariuszy włocławskiej drogówki oraz sporządzone na podstawie ich relacji szkice z tamy).

W piśmie prokuratora Pozorskiego nie ma też najmniejszej wzmianki na temat ekspertyzy marynarki Waldemara Chrostowskiego wykonanej na potrzeby śledztwa prokuratora Witkowskiego na początku lat 90. XX wieku. Wynikało z niej (jej autorem był światowej sławy specjalista z zakresu materiałoznawstwa – profesor Andrzej Włochowicz), że ślady na marynarce kierowcy księdza Popiełuszki nie wskazują na wyskoczenie z samochodu. Ślady te – według profesora Włochowicza – pochodzą od ostrego narzędzia, którym tę marynarkę pocięto…

Takich przykładów i znaków zapytania jest w tej sprawie mnóstwo. Czy prowadzący obecnie śledztwo w tej sprawie prokurator IPN je rozwikła i czy postawi komukolwiek zarzuty?

Po lekturze pisma prokuratora Pozorskiego – szczerze wątpię. Dlatego według mnie jesteśmy coraz dalej od prawdy o mordzie na księdzu Jerzym.

Z poważaniem – Piotr Litka

Autor: Piotr Litka
Polski dziennikarz, reporter, twórca filmów dokumentalnych. Pracował przy realizacji seriali dokumentalno-fabularnych i dokumentów; m.in. TRZECH KUMPLI (2008). Telewizyjny cykl dokumentalny KRONIKI ZAPOWIEDZIANEJ ŚMIERCI (2008) był jego samodzielnym debiutem realizatorskim. W październiku 2009 opublikował książkę KSIĄDZ JERZY POPIEŁUSZKO. DNI, KTÓRE WSTRZĄSNĘŁY POLSKĄ, za którą otrzymał Wyróżnienie FENIKS 2010. Za reportaż telewizyjny PAMIĘTNIK nominowany do Nagrody GRAND PRESS 2010. Dziennikarz Małopolski 2012, nagrodzony za reportaż telewizyjny OMIJAĆ, MILCZEĆ, ZAPOMNIEĆ, poświęcony organizacji pogrzebów ofiar tragedii smoleńskiej. Obecnie realizuje dla TVP Historia telewizyjny serial dokumentalny EKSPERTYZA. W grudniu 2020 r. odbędzie się telewizyjna premiera filmu dokumentalnego PROKURATOR, poświęconego pierwszemu śledztwu prokuratora Andrzeja Witkowskiego w sprawie śmierci księdza Popiełuszki, które było prowadzone na początku lat 90. XX wieku.