„Reset” to powieść zamykająca trylogię, na którą składają się: „Spisek założycielski” i „Weryfikacja”. Kolejna powieść z kluczem dotycząca kulisów działania służb specjalnych w Polsce autorstwa Piotra Wrońskiego, byłego oficera SB, UOP oraz Agencji Wywiadu.

  • Jak komuniści zostawali kapitalistami?
  • W jaki sposób Rosjanie zmienili rodzaj stacjonowania?
  • Jak można komfortowo odbywać karę więzienia za morderstwo?

Odpowiedzi na te pytania i na wiele innych w najnowszej powieści płk Piotra Wrońskiego „Reset, czyli weryfikacja spisku”.

Nie wiem kiedy wyjdzie „Reset” w jakiejkolwiek formie, więc publikuję fragment. Tak, trochę „pod choinkę”.

„Przypaliłem mu. Zaciągnął się głęboko. Wypuścił dym i zaczął mówić.
– Pierwszy, odkąd tu przyjechałem rok temu. – pokazał papierosa – Pyta pan o Gaucka i jego instytut? Zostawmy postać pastora na boku. Ktoś musiał się zająć tym wszystkim. Wybrali pastora, bo przecież potrzebny był symbol, że nie całe NRD było komunistyczne. W dodatku pastor z ateistycznego państwa łatwiej dotarł do Niemców na Zachodzie niż jakiś dziennikarz czy aktor. Łatwiej uwierzyli w uczciwość i legendę, ale dajmy temu spokój. Musieliśmy stworzyć ten instytut, by skanalizować wszelkie plotki i podejrzenia. Nikt nie wie co było w materiałach Stazi, ale każdy może sprawdzić i wierzyć, że jak nie ma nic, to jest niewinny.
– A typowa niemiecka dokładność? – zapytałem zdziwiony jego słowami.
– Istnieje, ale jest kontrolowana przez państwo. Chodzi o bezpieczeństwo. Ujawniamy wszystko, lecz nie każdemu i nie w każdej sprawie. Reszta jest jawna. – zaśmiał się – To tylko materiały pomocnicze.
– Pomocnicze?
– A co mieliśmy zrobić? Kiedy tłum wdarł się do siedziby Stazi, zresztą główni przywódcy tego tłumu, zniknęli szybko z Niemiec, znaleźli jedynie nic nieznaczące administracyjne śmiecie. Było kilka teczek jakichś współpracowników, ale okazało się, że żaden z nich nie mieszka już w Berlinie i nie wiadomo, gdzie jest. W Niemczech też ich nie było. Wiedzieliśmy, że pół roku przed obaleniem muru, Rosjanie wraz z kierownictwem Stazi buszują po archiwum. Co wzięli nie wiemy dotąd, a tego, że skopiowali prawie wszystko, jesteśmy pewni. Pół roku po zjednoczeniu CIA przekazało nam kilkadziesiąt dyskietek z dokumentami bezpieki NRD. Podobno kupili je od jakiegoś funkcjonariusza za 200 tysięcy dolarów. Co w tej sytuacji mieliśmy zrobić? Też wiemy, jak robi się teatr. Instytut ma to, co zostało, a reszta to legendy i propaganda. Ci co trzeba wiedzą, a reszta jest zadowolona z „jawności”. Podobnie z funkcjonariuszami Stazi. Niech pan nie wierzy dziennikarzom. Kilku rzeczywiście zostało dozorcami i listonoszami. Takie mają zadanie. Resztę zatrudniliśmy po cichu, bo jak mieliśmy ich kontrolować? Za dobrą zachodnią pensję mówią wiele. Niektórzy dalej prowadzą swoje źródła. Społeczeństwo lubi igrzyska, więc wybraliśmy kilku generałów oraz kilku szeregowych i prasa ma uciechę.
– Przecież oni mogą pracować dla Rosjan. – wtrąciłem.
– Wiem, wiem i nie tylko ja wiem, ale co zrobić? Ryzyko jest konieczne.
– Dlaczego…- zacząłem.
– Dlaczego to wszystko panu mówię? – przerwał mi – Nie! Nie chcę pana werbować. Pan ma tylko jedną ideologię. Tak jak ja i pan wierzy w państwo. Państwo jest jedyną pańską ideologią. Dla mnie Niemcy, dla pana Polska. Takich ludzi nie werbuję się. My nie zdradzamy, nawet jeśli zdrajcy nami rządzą, bo wiemy, że oni przeminą, a państwo zostanie, jeśli będziemy go bronić. Nawet wbrew nim. Niech pan nie przerywa, proszę. – zabrzmiał dość smutno – Zacząłem w 1979 roku. Dali mnie na kierunek rosyjski. Poświęciłem ładnych kilka lat tej pracy. Raz się udawało, raz nie. Byłem za zjednoczeniem, ale cena tego zjednoczenia okazała się być dla mnie zbyt duża. Teraz kierunek rosyjski istnieje tylko pro forma. Niby coś robimy, ale właściwie to tylko czytanie gazet. Gorbaczow zgodził się na obalenie muru, ale chciał za to czegoś w zamian. Kluczem stała się gospodarka. My teraz wzorowo współpracujemy z Moskwą, wspólne przedsiębiorstwa, wspólne interesy. Wywiad zdobywa masę przykryć, ale to tylko służy osłonie interesów. Rosjanie przestroili całe KGB na biznesmenów. Nie szukają już informacji o amerykańskich rakietach. Oni tworzą obecnie środowiska im przychylne, wchodzą w nowe partie i partyjki jak w masło. Ich spółki są atrakcyjne dla naszych, bo pozwalają na szybki zarobek, a to zadowala polityków. Są szczęśliwi. Nikt nie chce widzieć, co się za tym kryje. Nie teraz. Za kilka lat ich zwolennicy zaczną rządzić, a takich jak ja zsyła się do Drezna, by pilnowali byłych enerdowców ze Stazi.
– Zaskakuje mnie pan, doktorze Reiner. – wtrąciłem – Nadal nie rozumiem o co panu chodzi.
– Chcę, by pan zrozumiał, że są Niemcy, którym nie podoba się to bratanie z Rosją. Jesteśmy teraz sojusznikami i powinniśmy wspólnie pracować przeciwko nim, a nie popierać politykę, która znów wtłoczy was pomiędzy dwóch wrogów.
– Piłsudski umarł w roku 1935…- zacząłem, ale znów mi przerwał.
– Tego właśnie Rosjanie boją się u was. Nowego Piłsudskiego. Wie pan dobrze, że oni obstawiają wszystkie kierunki, nawet te mocno antyrosyjskie. Tak zawsze było. U nas totalne odprężenie. Zaczęli nawet do wywiadu i kontrwywiadu przyjmować dzieci przesiedleńców.
– Nie rozumiem?
– Wie pan, tych wszystkich, których rodzice zostali przesiedleni po 1945 roku, albo przyjechali do RFN w ramach umów z Breżniewem i Gierkiem. Śląsk, Mazury, Opolszczyzna. Do zeszłego roku zamknięte przed nimi były urzędy państwowe. MSZ i oczywiście służby. Mogli być najwyżej policjantami, bo i do Grenschutzu ich nie przyjmowano. Teraz drzwi zostały otwarte. Podobno znają Wschód. Nikt tego nie kontroluje. Nie wiem kto przeczyta pańską notatkę z tej rozmowy i czy pan w ogóle jakąś notatkę napisze, ale warto spróbować. Wy jesteście antyrosyjscy i historycznie i z natury. Może przetłumaczycie naszym, że dla Rosjan ta „odwilż” jest okazją wyłącznie do przegrupowania, zmiany sposobu stacjonowania i rozszerzenia własnych wpływów bez jednego wystrzału.
– Jesteśmy również antyniemieccy i historycznie i z natury. – skomentowałem.
– Tak. Wiem. Warto jednak być pragmatycznym. Nie musimy się kochać, ale musimy razem bronić się przed Moskwą.
– Nie do mnie ta oferta.
– Ja też nie mam na to wpływu, lecz warto rozmawiać nawet na naszym szczeblu. Panie Pawle, my, z Zachodu, pilnujemy tutaj enerdowców, bo oni was nienawidzą. Zawsze was nienawidzili. Wiem trochę o panu z akt Stazi. Ten wasz „Romek” pracował i dla nich. Chyba oni go wam w roku 1980 podstawili, a jak oni to i KGB. Takich jest trochę i niech pan pójdzie ich tropem. Nasza rozmowa jest nieoficjalna. Nie nagrywam jej. Proszę mi wierzyć. Nikt w Bonn o niej nie wie. Czuję, że mnie stąd niedługo odwołają i wsadzą na jakiś boczny tor. Funkcjonariusze się skarżą na mnie, bo pilnuję ich dość mocno. Niech pan pamięta: oni was nienawidzą i kochają Rosjan. Jeśli kiedyś Niemcami zacznie rządzić ktoś ze Wschodu, z byłej NRD, to będziecie wam trudno. Kohl nie jest wieczny. Trochę czasu jeszcze upłynie do tego, ale warto już rozpocząć przygotowania. Nie namawiam pana do kochania i współpracy z Niemcami, ale do wykorzystania możliwości. Wiem, że nie zależy to od pana, lecz powinien pan docenić wysoką ocenę byłego wroga. – zaśmiał się na końcu.”