Winien jestem Państwu wyjaśnienie i dokończenie postu o ustawie dezubekizacyjnej. Powinna się nazywać „dezubekizacja zdeubekizowanych oficerów” (czytaj więcej). Chodzi mi o „dobrodziejstwo ustawy”, czyli o możliwość odwołania, którego nie rozumiem zupełnie, bo albo wszyscy są winni i trzeba ich ukarać, albo niewinni nie muszą udowadniać swojej niewinności. To chyba jest jakaś prawna zasada i to z tych podstawowych. Zostawmy to. Zostawmy też podany przeze mnie wczoraj argument o tym, że nie mogę odwołać się, bo stanę wraz z tymi, których ta ustawa nie dotyczy, a więc zalegalizuję coś, co pozwala bandytom na uniknięcie kary. Tak myślę i nic tego nie zmieni. Znowu napisze w punktach.

1. Po poprzedniej ustawie z roku 2009 obniżki emerytury uniknęli ci, którzy pozostali w zbiorze zastrzeżonym. O „wyjęciu” ze zbioru decydował szef konkretnej służby. Jeśli więc, byłeś grzeczny i posłuszny to nic nie straciłeś. Największe ataki na mnie ze strony „koleżeństwa”, wręcz furiackie, nastąpiły po mojej decyzji i wystąpieniu o „wyjęcie” moich akt ze zbioru, co skutkowało obniżką emerytury w części za siedem lat w SB. Niektórzy prawicowi dziennikarze też mnie wtedy zaatakowali. Udowodniłem bowiem, że nie jestem „grzeczny i posłuszny”.
2. Jak wygląda obecna procedura odwoławcza? Musze wystąpić do ministra spraw wewnętrznych. Ten, z kolei, występuje do szefów poszczególnych służb, w których pracowałem. Szefowie badają czy rzeczywiście służyłem właściwie, czy nie i to oni decydują o zabraniu mi emerytury za lata po roku 1990.
3. Na podstawie czego wydają wyrok szefowie służb? Czy na podstawie ściśle tajnych dokumentów? Czy na podstawie relacji pracujących ze mną oficerów? W AW będą to zaufani ludzie z PO. W ABW też. Widać więc, jak „obiektywna” może to być ocena.
4. Jest jeszcze jeden haczyk: musze udowodnić, iż służba zagrażała mojemu życiu i zdrowiu. O ile jest to łatwe w przypadku żołnierzy i policjantów, szczególnie uczestników misji, to w przypadku oficera wywiadu i kontrwywiadu wszystko zależy od subiektywnego odczucia szefa służby. Czy prowadzenie operacji ofensywnych, zmierzających do ujawnienia rosyjskiej agentury placówkowej lub działania dezinformacyjno-inspiracyjne są bezpieczne czy nie? Czy zamierzona dekonspiracja oficera i jego rodziny po to, by osiągnąć cel, polegający na ujawnieniu się oficerów rosyjskiego wywiadu jest bezpieczna, czy nie? Nikt nie zginął przecież, a to, że członek rodziny wypadł z rynku pracy nie jest przecież porównywalne z zagrożeniem życia. Podobnie jak straszenie tego oficera i jego rodziny. Jak widzicie, wszystko zależy od woli szefa i jeszcze czegoś.
5. Obawiam się, że znów wygrają „grzeczni i posłuszni”, siedzący cicho, a przede wszystkim ci, którzy przekażą informacje, cieszące dezubekizatorów. Oznacza to, że nie jest ważne czy popełniłeś przestępstwo, ale to czy informacja o twoim czynie była użyteczna dla weryfikatorów. Coś mi to przypomina. Wiem też, że w ten sposób przymuszeni ludzie będą mówili wszystko, by zadowolić słuchaczy i będzie to miało pozory prawdy, ale tylko pozory, bo są dobrze wyszkoleni. Wyczuwam też zamiar weryfikatorów, dążących do zachowania tej „tajemnej wiedzy” dla określonych kręgów. Czyli co? Jeden zastrzeżony zbiór haków, zastępujemy innym? Ja powiedziałem wszystko, co mogłem powiedzieć. Czego nie wiem, nie wymyślę, a tego spodziewają się PT Lustratorzy.
6. Nie byłem, nie jestem i nie będę „grzeczny i posłuszny”. Ostatnio ze środowiska ministra Kamińskiego przesłano mi sygnał, że nie ma do mnie zaufania, nie dlatego, że byłem siedem lat w SB, ale dlatego, że „nie siedzę cicho, tylko piszę i publikuję”. Ciekawe, bo o to samo ma do mnie pretensje dwóch znanych generałów. Nie o to, co piszę, tylko o to, że w ogóle cokolwiek piszę. Poprzednie kierownictwo AW i ABW wolało wszcząć sprawy na mnie, bo wydałem coś bez konsultacji z nimi, będąc na emeryturze. Jak śmiałem? Przecież każdy konsultuje zanim coś wyda. Ja nie, a więc zdrajca, prowokator i esbek jestem. Jeśli chodzi o dzisiejsze kierownictwo od służb poszczególnych i wszelakich, to wiedziałbym na ich miejscu, jak wykorzystać operacyjnie sytuację, ale najpierw musiałbym ich nauczyć pracy operacyjnej innej niż „gaz pała pała gaz” i „areszt wydobywczy”.
7. Obawiam się też, że w owej weryfikacji będą doradzać moja „ukochana” gienieralicja”. Może jeszcze służby partnerskie? Nie dziwcie się sarkazmowi, ale za poprzedniego PiS był pomysł, by Kiejkuty zlikwidować, nas wszystkich zwolnic i poprosić Niemców o kształcenie polskich kadr wywiadowczych. Na szczęście, kierownictwo PiS uznało szybko ten pomysł za idiotyczny.

Nie „szlocham”, jak ocenia to jeden z komentatorów. Postawcie się tylko w mojej sytuacji i zrozumiecie, dlaczego nie odwołam się. Zrobię tak:

1. Nie odwołam się.
2. Wystosuję list do ministra spraw wewnętrznych o pozbawienie mnie wszystkich stopni otrzymanych po roku 1990, co jest konsekwencją ustawy.
3. Zlikwiduję konto w banku i nie będę odbierał jałmużny, którą łaskawie daje mi państwo, bo nie chcę nic za siedem lat w SB, zabrane mi zostanie wszystko, co wypracowałem po roku 1990.

Poprzedni post jeszcze mi darują, ale tego nie. Nie jestem grzeczny i posłuszny i nigdy nie będę, ponieważ pracowałem dla Polski, a nie dla generałów. Im tylko się tak wydawało. Jestem i będę cały czas po tej samej stronie.