Witold Gadowski ma rację. Nie napisał jedynie, że owa „societa” przygotowała się dobrze do pozornej przegranej i „zasiliła” PiS ludźmi, którzy pod hasłem „Dobrej Zmiany” pilnują, by ta zmiana nie była „za dobra”, o czym przekonuje się MON, atakowany głównie za niechęć do malowania ruin.

Zgadzam się też z oceną Witka polityki informacyjnej. Jest całkowicie defensywna i oparta na tabloidowych sloganach, ale to najmniejszy z zarzutów. Co zrobiły prawicowe media po wygranej PiS? Natychmiast zaczęły walczyć ze sobą i dały się podzielić. Ta wojna trwa do dzisiaj, a nawet nabiera rozpędu. Co zrobili przegrani? Zjednoczyli się medialnie i wielu różnych antagonistów zaczęło nagle wspólnie strzelać do jednej bramki, co wsparte dużymi pieniędzmi przynosi jednak efekty.

PiS nie zrozumiał, że najniebezpieczniejszym ich przeciwnikiem nie są środowiska wrogie tej partii, ale wewnętrzne ambicje oraz tryumfalizm. Poparcie społeczne nie jest wieczne. PiS rozbudził w ludziach poczucie sprawiedliwości społecznej, ich podmiotowość i nie da się tego zatrzymać. Ludzie chcą dowodów na to, że nie były to tylko hasła wyborcze. Nie pomoże tu 500+ lub bubel dezubekizacyjny, chroniący w efekcie prawdziwą „ubecję”.

Witek Gadowski jest jednym z niewielu prawicowych dziennikarzy, który otwarcie mówi to, co myśli i jest niezależny. Następny, również świetny dziennikarz, został zneutralizowany i ograniczony do czytania wiadomości. Popełnił błąd i chciał wpuścić do studia młodych, często nieznanych ludzi. Odświeżyć, a właściwie całkowicie zmienić Radiokomitet. Nie zauważył tylko, że duch prezesa Sokorskiego czyha w każdym załomie korytarzy, w każdym gabinecie i pokoiku i żaden egzorcysta nie da mu rady.

Malowanie ruin nie jest zmianą, ale utrwalaniem tych ruin. Niestety, trzeba setek lat, by ruiny stały się zabytkiem, a nie przysłoniętą świeżą farbą katastrofą.