Zastanawiam się, co tych ludzi podtrzymuje? Nienawiść? Zawiść? Własne kompleksy? Chyba wszystko razem. Nie dziwcie się, bo mam dziś trochę refleksyjny nastrój, a piszę o komentarzach pod wywiadem ze mną w Onet. Nie chodzi mi o ich jednoznacznie negatywną wymowę i kupę bzdur, ale o ogromną wściekłość tych osób, która widać nawet po stylu pisania. Prawie wszyscy ukryci są pod pseudonimami, również mającymi pokazać stosunek do świata (np.”666″). To tchórzostwo. Nie rozumiem tego i na pewno ten hejt na mnie nie wpłynie, ale mam prośbę do „koleżeństwa”:

Szanowne Koleżeństwo, zauważyłem grupę osób oddelegowanych do tropienia mnie i deprecjonowania każdej wypowiedzi. Wasza sprawa, ale poinstruujcie współpracowników, by zmieniali przynajmniej styl pisania, korzystali ze słownika i nie używali tej samej frazeologii. To staje się tak nudne, jak zalecenia Wydziału Propagandy KC PZPR. Mnie nie zatrzymacie, nie spowodujecie, że zniknę, a grożenie mi śmiercią też do mnie nie trafia. I dajcie mi już spokój z tą emeryturą! Ostatnio jeden z Was, do początku lat dwutysięcznych naczelnik i pułkownik, który mnie nie nienawidzi, ostrzegał naszego wspólnego znajomego podpułkownika za pośrednictwem innego starszego oficera, by ten nie krytykował publicznie PiS i nie powoływał się na znajomość z nim, nie wypowiadał się na FB, bo to „zaszkodzi sprawie”. Jakiej sprawie? Oczywiście, pan Naczelnik Pułkownik już szuka dotarcia do PiS, gotowy do zeznań, szczególnie na temat PT „Koleżeństwa” i jednocześnie, operacyjnie, wynajmuje źródła do hejtowania mnie. Nota bene sojusznicy lubili z nim pracować. Nie tylko byli. Pewien polski „oligarcha” też i to jeszcze w czasie pracy zawodowej.