Tren

Widzisz dumna Francjo, jak łatwo sprowadzić Cię na kolana?
Widzisz?
O, zapłaczmy nad losem tej pięknej katedry!
A gdyby Paryż zniszczono tak bestialsko, jak zniszczono i spalono Warszawę w trakcie, i po Powstaniu ’44?
Uwierzyłabyś że można i przez to, nie utracić wiary?
Popatrz na Polskę i Polaków.
Oni podnieśli się ze zgliszcz i ruin miliony razy większych niż te, które zobaczyłaś dzisiaj.
Nie licząc Ofiar.
I nie kolaborowali z niszczycielkską totalitarną zachodnią, i wschodnią nicością, tylko z nią, jak mogli, tak walczyli.
A Ty?
W dobrobycie i zadowoleniu, wygodnie, odurzona pozorami szczęścia, przetrwawszy wojnę w większości na zabawie, i wśród wszechtolerancyjnej ułudy, która przyszła po niej, krok po kroku, upadałaś.
Zaczęłąś nawet już niszczyć sama swoje świątynie.
By mogły powstać parkingi dla samochodów.
Demontować pomniki.
By nie urażały wrażliwości cudzoziemców.
 
Czy zapłakałaś, gdy płonął Zamek Królewski w Warszawie?
Czy uroniłaś jedną chociaż łzę, gdy mordowano, i rozkradano nasz kraj, jego stolicę, jego mieszkańców, ich świątynie, a ich domy konsekwentnie, jeden po drugim, wraz z całą ich historią, unicestwiano?
Twoja stolica przetrwala piekło, nie doświadczywszy go prawie w ogóle.
Popatrz na morze ruin ze starych zdjęć, jakie pozostawili nam na miejscu Warszawy faktyczni oprawcy.
Na tę wypaloną prochem i miotaczami ognia pustynię.
A my nadal dobrodusznie wierzymy w Boga.
Nadal uważamy że jest Sędzią sprawiedliwym.
Nadal staramy się kochać bliźniego swego jak siebie samego.
Mimo tego, że autora tych słów i jego ojca już dawno uznałaś za zabytek.
I wywiozlaś do muzeum.
A może po prostu przeznaczyłaś już do, także modnego dzisiaj, recyclingu?
Traktując ich jako surowiec wtórny?
I cierpimy wraz z Tobą, jest nam smutno i przykro że Twój skarb, droga Francjo, tak nieszczęśliwie, i bezmyślnie strawił ogień.
Muzeum Boga, które kiedyś służyło Ci za świątynię.
To był także nasz skarb.
Nasz europejski, piękny pomnik cywilizacji i dumy tej kultury, której podstawy i wytyczne przyjęliśmy za obowiązujące w naszym, chrześcijanskim świecie.
I wiarę, także w drugiego człowieka.
Mimo tego, że jego reprezentanci tak wiele razy później na nas napadali.
Z bogiem na ustach i paskach u spodni.
Więc, cierpimy teraz wraz z Tobą, patrząc jak zaspanymi oczyma odbijasz światło dogasających płomieni.
Ale pamiętaj, że jeśli nie oprzytomniejesz w miarę szybko, możesz starcić w tym śnie, jeszcze znacznie więcej.
Możesz stracić do końca swoją tożsamość, rozpływając się w bajorze współczesnej niby-wolności, niby-równości i niby-braterstwa.
A wówczas większość tych pięknych skarbów, które przetrwały jeszcze dzisiejsze, wiejące nad Europą wichry, unicestwisz sama, swoimi własnymi rękami.
I nie będzie dla Ciebie wówczas już żadnego ratunku.
Pochodnio Chrześcijaństwa, jego najstarsza córo, powstań nareszcie z martwych!
PS: I nie śpij, bo Cię okradną!
Obraz: Zdzisław Beksinski / Katedra 1985
Obraz znajduje się w zbiorach Muzeum Historycznego w Sanoku.