Święta i nie ma co zawracać głowy poważnymi sprawami, ale przecież takie sprawy i tak wrócą. Czasem z podwójną siłą.

Zapowiedź drugiego sezonu „Okupowanych” skłoniła mnie do powtórnego obejrzenia serii pierwszej. Tak sobie gotowałem, piekłem i oglądałem „Okupowanych”. Spróbowałem odebrać serial oczyma obywatela kraju europy Zachodniej, szczególnie tak małego jak Norwegia. Wiecie, Państwo, do jakiego generalnego wniosku doszedłem? Zdziwieni będziecie, ponieważ uważam, że „Okupowani” to najbardziej prorosyjska produkcja ostatnich lat.

Po pierwsze, Rosjanie są źli i okrutni, więc należy ich się bać i nie drażnić.

Po drugie, mimo to ich okupacja jest łagodna, prawie niezauważalna i jeśli nikt z okupowanych nie będzie się Rosji przeciwstawiał, to nic mu nie grozi i żyć będzie dalej po swojemu.

Po trzecie, nawet jeśli powstaną jakieś niewielkie grupki oporu, to póki nie zaczną przeprowadzać ataków zbrojnych na Rosjan, mogą być traktowane łagodnie i neutralizowane przez miejscową policję.

Po czwarte, Rosjanie do ostatniej chwili będą wzbraniać się ze zbrojną interwencją i uczynią to wówczas, gdy miejscowe władze nie będą mogły poradzić sobie z ruchem oporu, który zacznie atakować zbrojnie Rosjan i ich obiekty.

Po piąte, z punktu czwartego wynika, iż to okupowani są winni zaostrzenia polityki wewnętrznej oraz zbrojnej interwencji rosyjskiej, ponieważ, gdyby spokojnie pracowali sobie zamiast bawić się w zbrojne podziemie, nic by im się nie stało.

Po szóste, patriotyzm to działanie w celu uspokojenia i skłonienia narodu do pokojowej współpracy z okupantem, gdyż opór wobec Rosji grozi śmiercią lub kalectwem.

Po siódme, nie można pomijać Rosji w swoich interesach, bo to może źle się skończyć. Z tym minerałem, torem, Norwegia powinna przyjść do Moskwy, udostępnić go jej i razem, oczywiście pod patronatem Kremla, zmienić Europę, a nie wygłupiać się samemu.

Po ósme, takie wygłupianie się nie ma sensu, bo ani USA, ani główni gracze UE nie zaryzykują swoich dobrych stosunków z Rosją i wolą upoważnić Rosję do działania niż wchodzić w beznadziejny konflikt, poza tym nikt nie będzie płakać za takim malutkim kraikiem. Nie liczcie też na NATO, bo ono nic nie zrobi, a Amerykanie mają ten pakt gdzieś, gdyż dla Waszyngtonu są sprawy ważniejsze i nawet są gotowi opuścić sojusz, by nie ładować się w kłopoty.

Po dziewiąte, Rosjanie są zawsze nastawieni przyjacielsko i pokojowo jeśli ktoś się z nimi zgadza w stu procentach.

Czy Państwu to coś przypomina? Mnie tak, ale nie napiszę co.

Serial powstał w okresie Krymu i Doniecka. UE spierało się o sankcje. W Polsce doszły do władzy siły, które od lat mówią o zagrożeniu ze Wschodu. Po jego obejrzeniu można przestraszyć się wniosków. Moskwa kocha też „odwrotną” propagandę, gdyż czasem budzenie niepokoju jest skuteczniejsze od namawiania do miłości. Ciekaw jestem drugiego sezonu.

Oczywiście to tylko moje zdanie i nie musi być prawdziwe. Proszę jednak, by Państwo obejrzeli ten serial tak jak ja – oczyma obywatela kraju Europy Zachodniej lub USA, przeciętnego widza, a potem zadali sobie pytanie: czy przypadkiem za produkcją „Okupowanych” nie stoją Rosjanie?

Dodam jeszcze, że protest Kremla przeciwko emisji tego serialu miał skutek odwrotni i przyczynił się do wzrostu popularności „Okupowanych”, co może oznaczać, iż był elementem kampanii reklamowej.