Przeczytałem wywiad z Adamem Michnikiem w Wirtualnej Polsce. Zasnąłem w trakcie czytania czternaście razy. I to nie z winy dziennikarki, bo ta dwoiła się i troiła, żeby wyciągnąć z wywiadu cokolwiek, co pozwoli na zasianie jakiegokolwiek intelektualnego fermentu. Ale nic z tego, guru Babilonu jest dziś dla czytelnika równie inspirujący, jak inspirujące dla nazistów było jakuckie wzornictwo przemysłowe. Michnik powtarzał te same komunały, które od lat przetwarza na różny sposób w mediach, zarówno swoich, jak i tych, które orbitują wokół jego postaci. Czego dowiadujemy się z wywiadu? Oczywiście tego, że mamy na sumieniu mnóstwo grzechów, z których najpoważniejszy jest taki, że jesteśmy Polakami. Poza tym marny nasz los, bo aktualna władza nas okłamała i chce do nas strzelać. Zresztą, trudno jej się dziwić, bo jest taka sama, jak ta w Rosji. Zupełnie niczym się nie różni przecież Kaczyński od Putina. I w końcu zacznie do nas wszystkich strzelać, zobaczycie. Trzeba więc stworzyć państwo paralelne, z alternatywną władzą, edukacją, historią i czymkolwiek tam jeszcze.

Później obejrzałem materiał w Wiadomościach, z którego dowiedziałem się, że Adam Michnik urodził się w latach 80-tych tylko po to, żeby pić wódkę z Kiszczakiem. A kiedy inni z nim pili, to on im rozlewał i nalewał tylko sobie i Kiszczakowi. Poza tym, to nieprawda, że inni pili, bo nawet jeśli pili, to wcale się nie zaciągali.

Później przeczytałem dziesiątki różnych materiałów w natematach, niusłikach, gazetach, onetach, wirtualnychpolskach, wpolitykach, niezależnych o tym co, gdzie i kiedy powiedział Michnik i co, gdzie i kiedy jeszcze powie bo naród, przepraszam! Jaki znowu naród? Lud! Lud czeka.

Później przeczytałem jeszcze kilkanaście dyskusji na fejsbuku. I one zdziwiły mnie najbardziej. Oczywiście znów wszystko rozbijało się o Michnika i Kaczyńskiego. Tu i ówdzie nawet dawni zawzięci wrogowie redaktora zaczęli go bronić, bo bardziej dziś nienawidzą Kaczyńskiego. Dlaczego? Wiadomo, bo jest jak Putin.

Przeczytawszy to wszystko pomyślałem sobie, że moja generacja, czyli pokolenie 30-latków (i ci odrobinę starsi), musi być twórczo i intelektualnie bardzo nędzna, nijaka i miałka. Pozwoliliśmy w dużym stopniu ustalić dyskurs w Polsce wokół fantazmatów tworzonych przez dwóch 70-letnich starców, których słowa traktuje się dziś jak prawdę objawioną. Sakralizuje się je, a postaci które je wymawiają urastają do rangi totemicznych bóstw. Dla wielu środowisk nie ma niczego poza nimi. Jeden rządzi krajem, drugi jest zapraszany na spotkania, które mają doprowadzić do obalenia tego pierwszego. Co dalej? Nic. Chodzi tylko to, żeby obalić Putina. Więc wozi się tego Michnika jako anty-Putina i pokazuje światu. A on, niczym ten giez Sokrates, kuje społeczeństwo i opowiada co, gdzie i jak należy zrobić, żeby tego drugiego obalić.

Po jednej stronie jesteśmy my, intelektualni niewolnicy tego równania, po drugiej stronie oni, coraz bardziej odrealnieni od tego, co tu i teraz. Nie mówiąc już nawet o tym, co jutro. W takim samym stopniu martwią mnie obie strony tego równania, bo obie stanowią dowód naszego intelektualnego impasu. I nie pociesza mnie w żaden sposób to, jak skończył Sokrates. Wolałbym go widzieć na emeryturze, na której mógłby sobie opowiadać wnukom o swoim młodzieńczym bohaterstwie. Każda inna relacja jest w istocie przyczynkiem do stawiania mu pomników.

artur-ceyrowskiAutor: Artur Ceyrowski
Dziennikarz