Wrócę do wczorajszego protestu przeciwko cenzurze na FB. Obejrzałem relacje i mam dwie uwagi.

Po pierwsze, w stacjach prywatnych z kapitałem obcym chciano pokazać prymitywizm oraz agresję, ale nie udało im się to, więc nadrobili komentarzami. Stacje publiczne olały protest dokumentnie.

Po drugie i ważniejsze, usłyszałem ciekawą wypowiedź młodego człowieka, który „przeniósł się” na VK, bo tam „nie ma cenzury”. Nie ma i nie będzie, bo to rosyjski portal, który natychmiast wykorzystał zamieszanie z FB i oferuje miejsce dla „nieskrępowanej wymiany poglądów”. Przeraża mnie to.

Timeo danaos et dona ferentes. „Nieskrępowana wymiana poglądów” w Rosji oznacza dla mnie typowanie, opracowywanie i rozpracowywanie ciekawych osób, a także możliwości inspiracyjno-dezinformacyjne. Nie mam żadnych wątpliwość, iż za tym portalem stoi cały aparat operacyjny PZRS – Putinowskiego Związku Rosji Sowieckiej. Pojawiła się luka dzięki zachodniej głupocie, więc dlaczego tego nie wykorzystać? Przecież to wspaniała okazja do kontroli własnego społeczeństwa oraz do internacjonalistycznej „pomocy bratnim narodom słowiańskim”. A iluż przy okazji można znaleźć własnych nieprawomyślnych? Co tam swoi? Tych „pad stienku”. Obcy ważni! Iluż pożytecznych idiotów do manipulowania nimi! Iluż niezadowolonych z polityki własnych rządów! Dojść łatwiej niż przez FB, bo wszystkie mechanizmy kontroli i namierzania są w Moskwie, a nie na drugiej półkuli. Patrzcie jacy ci Amerykanie są fałszywi i antydemokratyczni. Tylko my, Rosjanie, wiemy co to jest prawdziwa swoboda! Kochajcie nas, bo my wam gwarantujemy wolność. Może przesadzam, ale to tak się odbywa i tak to się odbywało. Kreml zmienił jedynie narzędzia.

Nie rozumiem, dlaczego my, Polacy, musimy ciągle szukać oparcia obcych. Jak nie FB to VK, jak nie Ameryka, to Rosja. Nie potrafimy stworzyć sami portalu społecznościowego? Znowu usłyszę szereg zastrzeżeń, przeszkód i w ogóle „nic się nie da zrobić”, „państwo nie da”, „nie dopuszczą”. Wzięliśmy z Zachodu dużo, ale zamiast „positive thinking” bardzo szybko przyswoiliśmy „niewolniczy determinizm” i dziwimy się, że nikt nas nie szanuje. Nie mam forsy, umiejętności i wiedzy informatycznej, ale to nie znaczy, że mam się poddać. Jest nas dużo, a to daje ogromne możliwości.