Niektórzy politycy PiS oraz część wspierających ich dziennikarzy od chwili przejęcia władzy udają, że Unia Europejska nie prowadzi z nami wojny za próbę prowadzenia samodzielnej polityki gospodarczej i zagranicznej oraz uniezależnienia się od wpływów niemieckich. Gdy pojawiła się wizja uruchomienia art. 7.1 traktatu UE wobec Polski, i skierowania sprawy do Trybunału UE nie tylko nie przyjmowali tego do wiadomości, ale żyli złudzeniami, że nigdy do tego nie dojdzie byśmy byli karani.

Teraz słyszę jak się pocieszają:

procedura wymaga czterech kroków i nie musi prowadzić do nałożenia sankcji,
Komisja wkracza w nie swoje kompetencje,
Komisja działa pozatraktatowo.

to opadają mi ręce.

Gra toczy się o to, by Polska pozostała słabym i nie broniącym swoich interesów państwem, bez szemrania spełniała wszystkie decyzje podjęte przez lepszych i mądrzejszych oraz nadal można było ją doić jak za czasów rządów D. Tuska i E. Kopacz. To za ich panowania na skutek braku reakcji instytucji państwowych zastosowano optymalizację podatkową która w latach 2010-2015 kosztowała nas 540 mld zł.

Gdy słucham i czytam wypowiedzi:

Europoseł PiS Tomasz Poręba – „Postępowanie KE wobec Polski jest dla wielu posłów PE kompletnie niezrozumiałe i budzi coraz większą irytację”

Wicepremier Gowin o decyzji KE: Decyzja Komisji Europejskiej o uruchomieniu art. 7.1. unijnego traktatu jest sprzeczna z literą oraz duchem Traktatu Lizbońskiego”

Wicepremier Beata Szydło:  Tak, jak każdy suwerenny kraj członkowski UE, mamy prawo do przeprowadzenia reformy sądownictwa zgodnie z naszą konstytucją; obowiązkiem KE jest szanowanie praworządności państw członkowskich UE” 

M. Morawiecki: „każdy kraj ma prawo do reform”, „Dążymy do równego traktowania zgodnie z traktatami”.

Zastanawiam się czy do nich nie dociera, że wszystko jest już dawno pozamiatane, a zaproszenie do rozmów premiera Mateusza Morawieckiego przez przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera, nie tylko nic kompletnie nie zmieni, ale jest oznaką pogardy dla Polaków.

Z tych wszystkich głosów które słyszałam jedynie europoseł PiS Ryszard Legutko trzeźwo ocenia sytuację: KE działa wobec Polski „bardzo ostro od samego początku i nie zależy jej na żadnym kompromisie”. (…) dąży ona do „upokorzenia polskiego rządu i nic innego poza całkowitą kapitulacją jej nie interesuje”. KE „nie chodzi o konkretną reformę, tylko o walkę z polskim rządem, który jest uznany za obce ciało w UE”.

Słyszałam jak niektórzy mówili z przekonaniem, że „Polacy nie lubią jak się sąsiedzi mieszają w ich sprawy” to nie wiem czy się śmiać czy płakać. Gdyby tak było, to po uruchomieniu art. 7.1 traktatu na ulicach wszystkich miast ludzie wyszliby na ulice, a część z nich szykowałaby się na manifestację przed Parlamentem Europejskim.

Nic takiego nie ma miejsca bowiem Polacy to nadzwyczajnie cierpliwy naród. Dla przeważającej większości naszych obywateli nałożenie kar na Polskę, to jakaś abstrakcja, koszałki-opałki. Reagują dopiero wtedy, gdy problemy zaczynają dotykać ich osobiście.

Foto: tvp info