Gdy Emmanuel Macron, zwycięzca pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji, zapowiedział m.in., że: „W ciągu trzech miesięcy po wybraniu mnie podjęta zostanie decyzja w sprawie Polski”, (…)„Chcę, aby przypadkowi Polski przyjrzano się w sposób całościowy. I aby w kwestiach dotyczących praw i wartości Unii Europejskiej wprowadzono sankcje”, (…) „Ci, którzy tego nie zrozumieli, nie znają mnie”, niektórzy prawicowi politycy i dziennikarze w Polsce tłumaczyli jego wypowiedzi kampanią wyborczą. Nie chcieli przyjąć do wiadomości, że jego wypowiedzi nie są związane tylko z czasem kampanii wyborczej. On po prostu tak myśli i takie ma poglądy. Po wygranych wyborach wprowadza je w życie.

To nie przypadek, że Komisja Europejska 20.12.2017 r. podjęła decyzję w sprawie  uruchomieniu art. 7.1 traktatu wobec Polski.

Po jej podjęciu politycy PiS-u powinni po męsku mówić społeczeństwu, że z chwilą wygrania wyborów przez prawicę władze Unii są do nas wrogo nastawione, nie przyjmują żadnych naszych argumentów, zamiast tego swoimi wypowiedziami przekonują się wzajemnie o znaczeniu i roli, jaką odgrywamy w Unii, bo:

Polska jest potrzebna Europie i Europa jest potrzebna Polsce,
Polska jest dużym krajem liczącym się w Unii”,

równocześnie sami pocieszają się, że nie będzie proste nałożenie sankcji:

Trudno będzie KE zebrać niezbędnych 4/5 do podjęcia ustawy,
Czy KE będzie zdolna zebrać potrzebną liczbę głosów?,
Uruchomienie artykułu 7 nie jest równoznaczne z odebraniem środków spójności,
Celem rezolucji nie są sankcje a szkodzenie wizerunkowi Polski

Należy naszemu społeczeństwu non stop tłumaczyć, że fundusze spójności są rekompensatą za otwarcie naszego rynku na zachodnie korporacje i są ochłapem w stosunku do wypływających z Polski miliardów złotych. Powstałe w szczytnym celu zrestrukturyzowania i zmodernizowania gospodarek państw członkowskich UE, w rzeczywistości pieniędzy tych nie można wykorzystywać na to, co jest nam potrzebne, musimy się mieścić w programach ramowych. To dzięki nim mamy nadmiar aquaparków, ścieżek rowerowych boisk „orlików”. Są tak pomyślane by wracały do płatników netto, oraz żeby firmy z całej UE mogły z nich korzystać, a nie tylko państwa, które z tych środków korzystają.

Jakoś nie nagłaśnia się tego, że europoseł Prawa i Sprawiedliwości Kosma Złotowski skierował do Komisji Europejskiej pytanie pisemne w sprawie znaczących różnic w cenach tych samych produktów oferowanych przez sieć, Lidl w Polsce i w Niemczech. W uzasadnieniu interpelacji „Wśród produktów o takim samym składzie i z takim samym kodem kreskowym EAN aż 70% było droższych w polskich sklepach sieci Lidl niż w sklepach tej samej sieci zlokalizowanych w Niemczech. Średnio wszystkie zbadane produkty były o 10 % droższe w sklepach sieci Lidl w Polsce, co trudno wytłumaczyć, biorąc pod uwagę wyższe koszty pracy czy inne koszty prowadzenia działalności handlowej w Niemczech”.

W Polsce bez echa przeszła wiadomość, że zachodnie firmy wciskają konsumentom z Europy Południowo-Wschodniej towary gorszej, jakości. Większość mediów to przemilczała, a politycy nie byli tym tematem zainteresowani

Milczy się na temat tego, że polscy kierowcy ciężarówek są ignorowani i poniżani. Nie pozwala się im wjeżdżać na parking i do magazynów, ustawiani są na końcu kolejek do rozładunku. Standardem w Niemczech czy Francji jest, to, że kierowcy ciężarówek na numerach z Polski, rozładowywani są tylko wtedy, gdy akurat nie ma rodzimych przewoźników.

Politycy PiS-u i środki przekazu powinny grzmieć o tym, że polskiej gospodarce
zagraża pakiet klimatyczny. Realizacja podjętych uchwał przez Unię Euro­pejską
skutkuje koniecznością wydania setek miliardów w sektorze energetyki, a także
m.in. w branży transportowej, znaczne podnie­sienie cen prądu i ciepła w
gospodarstwach domowych. Na spełnienie stawia­nych nam wymagań trzeba
będzie przeznaczyć ponad 100 mld zł.

Podczas konferencji niemieckiego Związku Przedsię­biorstw Komunalnych kanclerz Merkel skrytykowała propozy­cje odejścia niemieckiej energetyki od węgla. Obawia się kłopotów gospodarczych regionów, w których się go wydobywa.

Mimo, że zużycie węgla kamiennego i bru­natnego w Niemczech jest jednym z najwyższych na świecie (246 mln ton rocznie), od 2009 r. nie zredukowano emisji dwutlenku węgla. Tymczasem Polska zużywa rocznie ok. 100 mln ton obu rodzajów węgla łącz­nie i ma też niższą emisję C02 na osobę, to musi się tłumaczyć z pozyskiwania energii w „nie ekologiczny sposób”.

Unia zgadza się na pomoc publiczną jedynie w przypadku likwidacji kopalni.

Polacy z przypadku dowiadują się o kolejnych polskich rodzicach, którym Jugendamt odebrał dzieci.

Dziwna cisza zapadła w mediach, gdy nagle z Brukseli wyszła propozycjami, aby ograniczyć w nawozach obecność metali ciężkich, szczególnie kadmu. Polskie azoty domagają się więcej czasu na wdrożenie restrykcyjnych limitów, w przeciwnym razie zbankrutują.

Ograniczana jest wolności słowa członków europarlamentu. Parlament Europejski po cichu wprowadził w lutym 2017r art. 165 regulaminu wewnętrznego PE, który pozwala przewodniczącemu zawiesić obrady, jeśli uzna (według jego subiektywnej oceny) że europoseł posługuje się mową nienawiści lub jego wypowiedź ma charakter rasistowski czy ksenofobiczny. Dodatkowo można będzie zarządzać usunięcie wypowiedzi posła ze wszystkich zapisów audio i wideo, żeby nikt się nie dowiedział, że w ogóle miała miejsce.

Wprowadzana jest cenzura. Po opublikowaniu przez europosłankę Marinę Le Pen zdjęć egzekucji dokonywanych przez Państwo Islamskie 2 marca 2017 r nastąpiło uchylenie jej immunitetu.

Nie informuje się Polaków o tym, że Komisja Europejska przygotowała dyrektywę, zgodnie, z którą zagrożone nie­wypłacalnością i upadłością europejskie banki będą mogły przejmować depozyty i lokaty klientów banków, tych o wartości ponad 100 tys. euro.

Przemilcza się jak Urząd Pracy w Austrii (AMS), traktuje Polaków stale mieszkających i pracujących od wielu lat, którzy stracili pracę. Naruszając wszelkie prawa, klasyfikuje on obywateli Polski, jako pracowni­ków migrujących (Grenzganger), odsyłając ich do Urzędu Pracy w Polsce. W związku z taką decyzją AMS bezrobotny obywatel Polski w trybie natychmiastowym traci: środki do życia, ciągłość pracy, prawo do ubezpieczenia socjalnego, emerytalnego oraz wszelkie świadczenia socjalne (opiekuńcze na dzieci, jak również świadczenie rodzinne).

Bez konsultacji KE w ubiegłym roku zaproponowała zmiany w dyrektywie z 1996 r. w sprawie delegowania pracowników. Wprowadzone rozwiązania, dyskryminują firmy z naszego regionu. Podważając zasady stre­fy Schengen, proponuje rozgraniczenia terytorialne w stosowaniu prawa pracy, a wymuszając stoso­wanie stawek minimalnych ­gwałci zasady wspólnego rynku obowiązujące w Unii Europejskiej. Nie chodzi jej o rzeczywistą współpracę, tylko o forsowanie interesów najsilniejszych państw kosztem pozostałych, równoprawnych krajów członkowskich.

Jej wprowadzenie spowoduje, że na 35 tys. polskich firm transportowych zmiany dotkną ok. 20 tys. Pracę straci nawet 100 tys. polskich kierowców Jej kształt został przegłosowany przez ministrów pracy państw członkowskich Unii – Radę UE – 24.10.2017 Przeciwko powiedziały się tylko Polska, Węgry, Litwa i Łotwa.

Prawie wcale się nie mówiło o tym, że Komisja Europejska i niemiecki urząd regulacji energetyki (Bundesnetzagentur) – wyrażając zgodę by Gazprom zwiększył możliwości przesyłowe gazociągu OPAL z 50 do 80 proc. (z 17, 5 mld do 28 mld m3), naruszyły przepisy Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej oraz Dyrektywę 2009/73/WE ws. wspólnych zasad rynku wewnętrznego podważając powszechne stosowanie reguły TPA w Unii Europejskiej (reguła równego dostępu strony trzeciej do przesyłu).

Obchodzi się prawo jak miało miejsce podczas wyboru D. Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej. Nie było wyborów, choć traktat przewiduje w tej sprawie głosowanie większościowe. Nie odbyła się żadna dyskusja. Głos zabrała tylko premier Beata Szydło. Nie było głosowania nad Tuskiem. Nie było pytania, kto jest, za, kto się wstrzymał i tak dalej. Premier Malty Joseph Muscat zapytał tylko, czy ktoś oprócz niej jest przeciwny odnowieniu mandatu dotychczasowego przewodniczącego.

Kolejne obejście prawa miało miejsce, gdy premier Beata Szydło odmówiła złożenia podpisu pod wnioskami ze szczytu, na którym nastąpiła reelekcja D. Tuska. Zamiast wniosków przyjęto konkluzje przewodniczącego Rady z poparciem 27 państw bez Polski.

Społeczeństwo polskie jest szczątkowo informowane o naciskach w sprawach aborcji, legalizacji związków homoseksualnych, wieku emerytalnego, urlopów macierzyńskich, dyskryminowaniu polskiej gospodarki, zakłamywaniu polskiej historii

Ilu Polaków wie, że z  Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych w ramach tzw. planu Junckera korzystają głównie zachodnie kraje Unii Europejskiej. 91 proc. wsparcia trafiło do 15 gospodarek, tzw. starej UE, a do pozostałych 13 państw członkowskich, w tym Polski, zaledwie 9 proc.

Prawie nic się nie mówi o tym, że gdy przyjdzie planowanie rozdziału pieniędzy w nowej perspektywie budżetowej polskim negocjatorom nie uda się uzyskać kwoty zbliżonej do tej z obecnej perspektywy, ponieważ po brexicie bogatej Wielkiej Brytanii, będzie w Unii mniej pieniędzy do podziału oraz widoczne są zapędy, by część funduszy spójności przekierowywać z krajów „nowej Unii” do mających kłopoty gospodarcze krajów południa Europy, z Francją włącznie.

Mimo, że PiS jest przy władzy w środkach przekazu brak jest rzetelnych informacji o bezpardonowej walce o dominację w Unii. Zastanawiam się, co jest tego przyczyną.

Uważam, że PiS popełnia olbrzymi błąd, że z chwilą objęcia władzy nie informował społeczeństwa jak wygląda unijna rzeczywistości, tym bardziej, że wielu Polaków traktuje Unię Europejską jak dojną krowę, która tylko daje kasę.

Dopóki informacje o stosowaniu podwójnych standardów i dyskryminowaniu Polski będą podawane sporadycznie i nieśmiało jak to ma miejsce obecnie większość naszego społeczeństwa będzie żyła w błogiej nieświadomości uważając Unię za altruistyczną organizację, której nadrzędnym celem jest dobro wszystkich jej członków.