Młode małżeństwo: rocznik 82 (ostatni w Polsce wyż demograficzny) – wyższe wykształcenie, niepewna praca – wynajęte mieszkanie – pierwsza ciąża. Co dla nich znaczy program 500+? Nic. Tyle, że część ich podatków trafi do rodzin, które dotąd miały warunki do posiadania licznego potomstwa albo do tych, dla których będą to po prostu dodatkowe pieniądze, nie mające nic wspólnego z inwestycją w edukację i rozwój dzieci. Czy zdecydują się na drugie dziecko? Wątpię. 250 zł na dziecko to trochę mało. Tym bardziej, że jedną pensję muszą przeznaczać na nieswoje mieszkanie. Poza tym dziecko trzeba wykształcić, a kiedy wzrastają wydatki (studia) program się kończy. Dzieciak skończył 18 lat – jest dorosły.

Polityka prorodzinna powinna obejmować wiele dziedzin – i wcale niekoniecznie gratyfikować posiadanie licznego potomstwa. Przede wszystkim należy zająć się pomijanym przez polityków wszystkich opcji problemem mieszkaniowym. Żeby wychować liczne potomstwo, trzeba mieć po temu warunki. Żeby założyć nową rodzinę, trzeba mieć gdzie. Możliwe, że rozwiązaniem byłoby stworzenie rynku bezpiecznego najmu mieszkań (coś na kształt TBS) na skalę krajową. Może powinniśmy skorzystać z doświadczeń innych krajów. Budowa takich osiedli i ewentualne zniżki dla młodych małżeństw – oto prawdziwie prorodzinna polityka.

Drugą ważną sprawą jest walka z bezrobociem. Trudno myśleć o powiększeniu rodziny, kiedy nie ma co włożyć do gara. Najczęściej wówczas pojawia się całkiem rozsądna pokusa zarobku w euro lub funtach i rodzina zostaje rozbita albo rozwija się, ale już na wyspach. To, co zadziwia nas, kiedy obserwujemy Polaków za granicą – to ich przedsiębiorczość. Ludzie mają wiele cudownych pomysłów na siebie, świetne sposoby na zarabianie pieniędzy zgodnie ze swoimi umiejętnościami i lokalnym zapotrzebowaniem. Niestety, małe miejscowe firmy są niszczone przez restrykcyjne przepisy. Należy zmienić te przepisy – dać osobom kreatywnym więcej swobody i zmniejszyć ich obciążenia finansowe. To całkiem rozsądne rozwiązanie, jeśli chcemy, aby Polacy mieszkali, pracowali i rozmnażali się w Polsce.

Bezrobocie często wiąże się z coraz powszechniejszym zjawiskiem „bezradności wyuczonej”. Tej psychologicznej ułomności uczy się w domu, w szkole, w pracy oraz w polityce. Wynika ona z przekonania, że ktoś wyżej postawiony w hierarchii (rodzic, nauczyciel, szef, minister) wie lepiej, co jest dla mnie dobre oraz że ja sam nic nie mogę i nic nie znaczę. Bezradności uczy się poprzez kary i nagrody, wieczne krytykowanie i poniżanie oraz niedopuszczanie do wyrażania własnego zdania. Przejawia się ona w akceptowaniu wszystkich decyzji „odgórnych”, a także w braku inicjatywy i przedsiębiorczości – jednym słowem w posłuszeństwie. Ale też w uzależnieniach, przemocy, patologii. Polskie dzieci są wychowywane na przyszłych posłusznych pracowników korporacji, a nie na radosnych kreatorów własnego życia. Obecny system edukacji przygotowuje do egzaminów, a nie kształci. Bez jego zmiany, którą rozpocząć należy od edukacji rodziców i nauczycieli (w tym wychowawców w przedszkolach) nie ma co nawet marzyć o zdrowej rodzinie, o zdrowym społeczeństwie obywatelskim.

Program PiS nie jest prorodzinny w sensie tworzenia warunków do posiadania dużych rodzin. Jest to program nagrodowy dla tych, którzy te rodziny już posiadają. Z zainteresowaniem oczekuję przepisów wykonawczych – ciekawi mnie, jak legislatorzy rozwiążą problem tysięcy rodzin – patchworków dodatkowo powiązanych z licznymi rodzicami za granicą 🙂