Jeden z „bohaterów” afery taśmowej powiedział coś o „murzyńskości” Polaków. Niestety, miał trochę racji, chociaż on akurat jest owej „murzyńskości” najlepszym i najbardziej owocnym przykładem.

Ja na prawdę nie rozumiem skąd u nas tyle determinizmu skazańców. Skąd u nas brak wiary we własne siły i chyba już genetyczne przekonanie, że zawsze musimy mieć „Wielkiego Brata”, bo nigdy nie damy sobie sami rady. Spójrzcie na Turcję! Krytykujemy Erdogana, ja też to robię, ale go podziwiam i na swój sposób lubię, bo wspaniale wycyckał i Ruskich (jeszcze ich wycycka) i Amerykanów. Obie strony mają z nim problem. Turcja jest w podobnej sytuacji, jak my. Z jednej strony Moskwa, z drugiej Waszyngton. I co? Polscy spadkobiercy PZPR w duchu komunistycznego internacjonalizmu bez wahania wysłali naszych żołnierzy na wojnę, która powinna nas gówno obchodzić. Nie dość, że nikt nam nie zapłacił, to jeszcze dopierdzielą się teraz do nas. Tak się traktuje osoby o mentalności niewolnika. A Turcja? Zgodziła się na bazy, ale dostała realną gotówkę i przy okazji załatwiła kilka swoich problemów z Kurdami (dajmy spokój etyce), bo tylko jej interes, konkretny i wymierzalny, liczył się dla Ankary. My? Sprzedajemy się za poklepywanie po plecach. Popatrzcie, jak łatwo Polacy kłaniają się w korporacjach Mordoru głupiemu jak but Holendrowi, albo innemu „inteligentowi z Zachodu”, tylko dlatego, że on jest wyżej na drabince. Nie zastanowią się nawet, że ten idiota interesuje się tylko piwskiem i piłką nożną, a oni ciężko zapierdzielają na kolejne kufle piwa, które kretyn w siebie wleje. Popatrzcie ilu dziennikarzy, artystów, luminarzy kultury i sztuki ze wszystkich stron zrobi każdą głupotę, by zadowolić swojego zagranicznego pana.

Nie dawno usłyszałem od mądrego człowieka, że CIA woli, by nie krytykować pewnych ludzi (nie z górnej półki). Mam nadzieję, że to nie prawda, bo gówno mnie obchodzi, co lubi CIA i czy mnie uważa za swego wrogo. W pracy ciągle słyszałem od partnerów, że „nie, bo to nie służy ich krajom”. BND, CIA, FBI, MI6, MI5, Izraelczycy, Francuzi, ciągle podkreślali, że limitem współpracy jest dobro ich krajów. Szanuję ich za to i zgadzam się z nimi. My postępujemy inaczej. My oddajemy się całkowicie i tylko nieśmiało czekamy, aż rzucą nam ochłapy.

To nie Moskwa, ani Waszyngton i Bruksela, są naszym problemem. To my sami. Usprawiedliwiamy nasz determinizm straceńców idiotyzmami typu geopolityka, cybernetyka społeczna, politologia, nauki o bezpieczeństwie, gdzie każdy zachodni „ekspert” staje się prawie bóstwem. Zapominamy i nie chcemy zrozumieć, że jesteśmy od nich mądrzejsi. Ostatecznie, to oni przegrali w sensie wywiadowczym „zimną wojnę”, a Rosjanie zrobili z nich śmieszne kukiełki. Te nauki są potrzebne, ale to tylko narzędzie mniej lub bardziej sprawne, a nie religia. Stosujemy je, lecz nie traktujemy, niczym dogmaty wiary.

Wiem, że zaraz dostanę za swoje. W kontrwywiadzie gówno mnie obchodziło co chcą partnerzy, chyba, że było to korzystne dla mojego kraju. Nie interesuje mnie, czy CIA każe mnie zamknąć. Ważniejsze dla mnie jest, byśmy w końcu zrozumieli i uwierzyli, że jesteśmy wreszcie w swoim własnym kraju i żaden matoł nie będzie mi się tu wpieprzał z butami i radami „Wujka Dobra Rada”.

Ja już do służb nie wrócę w żadnej postaci, tym bardziej, że są one dla mnie po takich postach całkowicie zamknięte, ale mam nadzieję, że doczekam w Polsce prawdziwego kontrwywiadu, a nie zbioru lokajów. I dla tego celu warto narazić się CIA i całej reszcie. Jestem Polakiem i dobro Polski jest moim głównym celem oraz powinnością, jako oficera. Nawet emerytowanego.