Śmieszą mnie te wszystkie spekulacje, dotyczące odwołania szefa AW. Szkoda mi faceta, bo go kiedyś poznałem, ale to tylko osobiste odczucie. Prywatne i nie ma nic wspólnego z moją oceną służb specjalnych w Polsce, a jest ona bardzo negatywna, przynajmniej cywilnych, o czym mówiłem wielokrotnie. Nie wiem też o co chodzi. Nie mam żadnych kontaktów z nimi i mieć nie będę. Spekulacje prasowe mnie nie interesują w tej sprawie. Pokłócili się jak dzieci, jakieś sugestie przekrętów w tle, to wszystko nie ma żadnego znaczenia. Każdy, kto utrwala postsowiecki system służb skończy podobnie, chyba że podejmiemy decyzję dalej brnąc w ten bałagan. Właśnie. System należy zmienić, a nie barwy i portreciki w środku. Z przerażeniem też obserwuję plotki o połączeniu, przełączeniu, załączeniu, wyłączeniu, odłączeniu czy innym „czeniu”. To nic nie da, bo to zawsze będzie ta sama zabawa zużytymi i poobijanymi klockami made in PRL przy pomocy ZSRS i rewitalizacji przez USA ćwierć wieku temu. Nieważne kto bawi się tymi klockami. Efekt pozostanie ten sam, a z tego nie da się nawet zbudować krzywej wieży w Pizie. Raczej krakowski „Szkieletor”.

Od 25 lat służbami rządzi to samo środowisko, sztucznie podzielone na „zmianowe klany”. Jedno, co potrafili wytworzyć to „przechowalnie dla byłych”. Nie będę znów pisał o „etosach służb”, ani o dekoracjach, bo to rzucanie grochem o ścianę. Pracowałem na dole w dwóch systemach. Uczyłem się tej roboty od podstaw również w dwóch systemach. Obserwowałem taniec stanowisk i niekompetencję skrywaną pod „ściśle tajnością”. Najlepszy, zdaniem niektórych, szef służb, który bał się pójść na zwykłą rozmowę ze zwerbowanym już źródłem i kolejny, który po pół roku grania na komputerze w pasjansa został naczelnikiem. W roku 1990 do służb przyszli ludzie, których pojęcie o tej pracy pochodziło z „kapitana Klossa”. Od razu na stanowisko z „lymuzyną” i sekretarką. Jak u Barei: „Mój mąż jest z zawodu dyrektorem”. Utrwalali ten system, ozdabiali pokoje „pamiątkami po SB”, a jeden z odchodzących dostał nawet portret Dzierżyńskiego. Ze łżą w oku powiedział, że „nie cierpi tego skurwysyna”, po czym pogłaskał go czule i powiesił u siebie w nowym gabinecie. Przez 25 lat obserwowałem jak wykończa się i starych i młodych, którym chodziło o coś więcej niż stołek i którzy usiłowali w tym bajzlu pracować dla kraju. I czasem pracowali dobrze, a po tym, jak „gienierały” i ich „podręczni” wzięli premie oraz pochwały, odchodzili sfrustrowani ze służby, ponieważ ich wysiłek marnowano.

Tu jest potrzebny całkowicie nowy system. Całkowicie nowe służby specjalne, a nie nowe nazwisko, „chodzące” od lat w kuluarach. Tu jest potrzebny silny, mocny kontrwywiad, a nie kolejna jednostka policyjna do spektakularnych akcji. Tu jest potrzebny niewielki, ale konkretny, punktowo nastawiony wywiad, a nie towarzystwo wzajemnej adoracji i monitorowania oficjalnych stron internetowych. Nasze służby należy zdesowietyzować i zdeamerykanizować, a potem dopiero uczynić je partnerskimi dla naszych sojuszników.

Nie obchodzi mnie, czy znowu zadufany w sobie młody człowiek nazwie mnie „starym esbekiem” i zakaże jakichkolwiek kontaktów ze mną. Ja przynajmniej ganiałem z „piętnastkami” i obserwacją, werbowałem i knułem. Znalazłem kilku szpiegów i wiem jak wyglądają w rzeczywistości.. Wisi mi to. Mogą mnie napiętnować, zabrać resztę emerytury, nawet tą za lata UOP i AW, czyli większość, zdegradować lub powiesić na latarni. Niech tylko pamiętają, że w tym wszystkim najważniejsza jest Polska, a słowa, nawet najpiękniejsze, nie zastąpią czynów. Stołki przemijają, zaszczyty też mogą okazać się zabójcze, ale jeśli zginie nasz kraj, zginiemy z nim wszyscy bez względu na poglądy polityczne, PESEL i życiorysy. Rozpłyniemy się w „Mordorach” tego świata, które pożrą nas, przeżują, strawią i wydalą. I tyle po nas zostanie.