Świata tak łatwo zmienić się nie da. Jednak bardzo często to jednostki decydowały o jego losie, zmieniały bieg historii – mówi Raisa Misztela w rozmowie z Małgorzatą Kupiszewską. – Sama byłam inicjatorką pomysłu. Nie zmienia to faktu, że po przedstawieniu projektu widziałam entuzjazm i chęć zaangażowania się. Bez wahania, konsternacji, wątpliwości – dodaje nauczycielka, tłumaczka i piosenkarka jednocześnie, opowiadając o inicjatywie młodzieży gimnazjum w Tychach. – Daleka jest mi postawa bierności, obojętności. Taka postawa to coś najgorszego. To zgoda na śmierć pewnych wartości, bez których żadna cywilizacja nie będzie się rozwijać. Nie wyrażając sprzeciwu, nie promując dobra wokół siebie, tracimy szansę na zmianę. Rezygnujemy z tego, co dostaliśmy od Boga, na rzecz stagnacji i bezpiecznej postawy – mnie to nie dotyczy – podkreśla w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl Raisa Misztela,  urodzona w Doniecku, przekonała uczniów, by wyrazili swój protest przeciwko wojnie. Wytłumaczyła to słowami: – Każdy z nas jest do czegoś powołany. Ale rozliczani będziemy przede wszystkim z tego, jak kochaliśmy. Chciałabym spełnić się w tej roli najlepiej, jak umiem. Pozostawić po sobie miłość. Myślę, że to jest cel mojego życia.

Małgorzata Kupiszewska – Ile lat pracuje już Pani z młodzieżą, staje przed nimi, co rano, by przekonać do nauki języka rosyjskiego?

Raisa Misztela: – Wydaje mi się, że całe życie. Nawet, kiedy nie uczyłam w szkole, miałam bardzo dobry kontakt z młodzieżą. Niektórzy odkrywają swoje powołanie stopniowo. Już we wczesnej młodości wiedziałam, że chcę zostać nauczycielką. Dzielić się z innymi swoją wiedzą oraz talentem. Jestem wyjątkową szczęściarą. To,  co robię, na co dzień nie jest zmuszaniem się do pracy, do wysiłku, jest realizacją marzeń. Brzmi banalnie? Ale może właśnie dzięki takiemu prostemu podejściu do obowiązków, młodzież czerpie to, co najlepsze.

Czym ich Pani przekonuje, żeby wkuwali rosyjskie słówka i uczyli się pisać „bukwami”, zamiast uczyć się angielskiego, bo łatwiej by im było w Londynie, kiedy wyemigrują?

– Staram się oddzielić to, co jest związane z historią ustroju Rosji i polityką, od kultury, języka, tradycji i mentalności społeczeństwa rosyjskiego. Pozwalam odkrywać to, co zapomniane lub celowo pominięte. Pokazywać to, o czym Polacy często nie wiedzą, gdyż nie pasuje im to do wizerunku dzikiego, barbarzyńskiego sąsiada ze wschodu. Lekcje nie ograniczają się do żmudnych ćwiczeń. Bardzo często rozszerzam je o wspólne oglądanie filmów, słuchanie muzyki, nie tylko tej tradycyjnej, ale współczesnej, aktualnej. Zależy mi, aby wizerunek Rosji był autentyczny. Młodzież szuka prawdy. Nie wierzę, że można nauczyć się dobrze języka, nie lubiąc, czy wręcz nienawidząc kraju, z którego on pochodzi.

To uczniowie poprosili o nagranie materiału o ich sprzeciwie wobec grożącej wojny czy przymusiła ich Pani do takiej postawy? Jak powstje akcja Nasze ogniwo w łańcuchu dobrej woli?

– Nie, nie prosili. Sama byłam inicjatorką pomysłu. Nie zmienia to faktu, że po przedstawieniu projektu widziałam entuzjazm i chęć zaangażowania się. Bez wahania, konsternacji, wątpliwości. Muszę powiedzieć, że pracuję ze wspaniałą młodzieżą. Mam z uczniami bardzo dobry kontakt. Z wieloma nawet po ukończeniu szkoły, do tej pory, spotykamy sie, rozmawiamy, dzwonimy do siebie. I to uważam jest piękne!

Wierzy Pani, że oddolny głos, nawet zbiorowy, cokolwiek może zdziałać? Zmiękczy producentów broni i fanatyków wojny?

– Hm… Nie jestem naiwna. Świata tak łatwo zmienić się nie da. Jednak bardzo często to jednostki decydowały o jego losie, zmieniały bieg historii. Nie wiem, na ile nasze działania mogą coś odwrócić. Jednego jestem pewna. Daleka jest mi postawa bierności, obojętności. Taka postawa to coś najgorszego. To zgoda na śmierć pewnych wartości, bez których żadna cywilizacja nie będzie się rozwijać. Nie wyrażając sprzeciwu, nie promując dobra wokół siebie, tracimy szansę na zmianę. Rezygnujemy z tego, co dostaliśmy od Boga, na rzecz stagnacji i bezpiecznej postawy – mnie to nie dotyczy. W dobie dzisiejszych współzależności jesteśmy ze sobą zbyt bardzo powiązani, aby pozwolić sobie na takie zachowania.

Jaki ślad chciałaby Pani pozostawić po sobie? 

– Jestem osobą wierzącą. Każdy z nas jest do czegoś powołany. Ale rozliczani będziemy przede wszystkim z tego, jak kochaliśmy. Chciałabym spełnić się w tej roli najlepiej, jak umiem. Pozostawić po sobie miłość. Myślę, że to jest cel mojego życia.

Na scenie czuje się Pani jak ryba w wodzie. Widać, jakie emocje budzi Pani w jurorach i publiczności. Pani interpretacje rosyjskich piosenek mają tygrysi pazur. Talent piosenkarski pomaga w realizacji kolejnych akcji o pokój na Ukrainie? 

– Oczywiście, że tak. Nie tylko jest to związane z pewnymi predyspozycjami jak naturalność w trakcie wystąpień publicznych, ale także z rozpoznawalnością. Jesteśmy tak skonstruowani, że bardziej zainteresujemy się poglądami osób, które kojarzymy z telewizji, czy prasy, niż anonimowych Kowalskich. Póki mogę, będę działać na rzecz pokoju na Ukrainie. Wiem, jak bardzo sytuacja w tym kraju jest trudna dla jej mieszkańców, jak bardzo czują się osamotnieni i opuszczeni przez Europę.

Ktoś z bliskich pozostał w Doniecku, miejscu Pani urodzenia?

– Cała rodzina i przyjaciele. Jest to dla mnie wyjątkowo bolesny i trudny temat. Wydaje mi się, że każdy, kto kocha rodzinę, może sobie wyobrazić, co przeżywałam. Ta wojna zmieniła mnie i moich bliskich. Wcześniej czułam, że mam pełną kontrolę nad swoim życiem. W trakcie trwania intensywnych ostrzeliwań więcej się modliłam. Zyskałam świadomość tego, że są sytuacje w życiu, które trzeba powierzyć Bogu i po prostu ufać, nawet wbrew temu, co widzimy i słyszymy. Wierzę, że to właśnie modlitwa uchroniła moich bliskich. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało. Ich znajomi nie mieli takiego szczęścia…

Wcześniej była akcja – Gołębie dla Ukrainy. Na czym polegała? Odniosła skutek?

– Gołąb jest symbolem nadziei. W chrześcijańskich motywach przewija się nieustannie. Zawsze jest w czasie wydarzenia, które buduje we wspólnocie wiarę w coś nowego, lepszego. Dlatego postanowiliśmy wypuścić podczas mojego koncertu ręcznie robione gołębie, aby pokazać, że jesteśmy w tej nadziei razem zjednoczeni. Wzruszającym momentem były odwiedziny dwóch Tyszanek. Słysząc o akcji przygotowały ok. 300 papierowych gołębi. Poświęciły swój czas i energię. Ich postawa zmotywowała nas do dalszej pracy.

Mieszkańcy Ukrainy przeżyli Pomarańczową rewolucję. Mają wreszcie demokratyczne rządy?

Moim zdaniem demokracja na Ukrainie jest inaczej postrzegana, co jest spowodowane zaszłościami historycznymi. Rewolucja Pomarańczowa dała nadzieje na lepsze czasy oraz impuls do działania.

Jak Pani chce rozpropagować ideę Nasze ogniwo w łańcuchu dobrej woli?

– Chciałabym, aby ta akcja trafiała do innych szkół. By gdzieś w górach albo małej nadmorskiej miejscowości pojawiło się pragnienie zmian. Tych najważniejszych, dotyczących wnętrza człowieka, jego chęci czynienia dobra, zaangażowania się po stronie pokoju. Najbardziej mi zależy, aby przebić się do rzesz ludzi, którzy myślą podobnie jak my, ale są zbyt zalęknieni lub zniechęceni, aby działać. W propagowaniu pomagają uczniowie. Paweł Kostyra i Marcin Zakłada z III klasy gimnazjum nakręcili krótki film. Wierzę, że uda się, dzięki Internetowi, pokazać go wielu młodym ludziom.

Gratuluję takiej kreatywnej i wrażliwej młodzieży. I mam nadzieję, że uczniowie dobrze zapamiętają tę Pani lekcję o miłości.

 Żadnej wojny za koncerny, bankierów czy skorumpowanych polityków! To internetowy protest na rzecz pokoju!ZAPRASZAJCIE ZNAJOMYCH, UDOSTĘPNIAJCIE, NAGŁAŚNIAJCIE!
Co jakiś czas pojawiają się informacje w mediach, które oswajają nas z przyszłą potencjalną wojną.
Media propagują nienawiść do Rosji zgodnie z wytycznymi skorumpowanych polityków.
Nie poddamy się tej propagandzie!
Nie damy się wciągnąć w żadną wojnę.
Niech sami idą razem ze swoimi dziećmi!
Wiemy o kogo chodzi.
STOP WOJNIE I PROPAGANDZIE WOJENNEJ!