Poradnik dla ludzi normalnych, niezależnie oraz niestadnie myślących (psychofanów PiS oraz psychofanów anty-PiS / PO / N / KOD uprasza się o to, żeby poniższego tekstu nie czytali).

Gdy tylko napiszę coś krytycznego o PiS, pisowcy się złoszczą, a ludzie uważający się za lepiej wykształconych, subtelnych i bardziej obytych – cieszą. Gdy tylko jednak napiszę, że coś w Polsce sprzed PiS było nie całkiem w porządku, nie całkiem uczciwie i nie całkiem etycznie to nagle w „dobrym towarzystwie” – ludziach rzekomo bardziej wykształconych i obytych budzi się duch iście kibolski, cała subtelność znika, wykształcenie i obycie przestają się liczyć i dowiaduję się, że jak coś było złe, to powinienem pisać, że było dobre, albo – to opcja druga – milczeć, bo jak nie to de facto popieram PiS.

Mechanizm, którego istotą jest próba zamknięcia ust ludziom niezależnie i niestadnie myślącym, a efektem – gdyby wyżej opisana próba miał się powieść – uniemożliwienie sanacji i modernizacji Polski dorobił się już własnej metodologii zamykania ludziom ust. Stosuje się kilka, całkiem skądinąd sprytnych, sztuczek, z których każda jest w istocie techniką manipulacyjną.

Po pierwsze więc każdy, kto ośmiela się krytykować Polskę sprzed 2015 r. (albo współczesny anty-PiS) stosuje symetryzm. Symetrym to termin wymyślony przez tygodnik „Polityka”, który w założeniu miał zamknąć usta każdemu, kto miał choć odrobinę krytycyzmu wobec rzeczywistości sprzed PiS. Kiedyś napisałem, że „gdy piszę, że hipopotam jest ciężki, a żyrafa wysoka to nie balansuję pomiędzy hipciem, a żyrafą, ale tylko je opisuję”. Jak się przed zarzutem symetryzmu bronić? Sugerowałbym po prostu zignorować, bo sama dyskusja oznacza przyjęcie postawy defensywnej, której człowiek zdolny do obiektywnego patrzenia na rzeczywistość przyjmować nie musi. To nie my mamy ustępować psychofanom, a oni nam.

Po drugie opis każdej nieprawidłowości, podłości, nieuczciwości okresu przed PiS to „przyczynkarstwo”, brak umiejętności szerszego spojrzenia i – to grzech najcięższy – umiejętności syntezy. I choćby człowiek przytoczył dziesiątki przykładów nieprawidłowości to i tak nie ma to znaczenia, bo przecież w porównaniu z PRL…. (i nic to, że PRL skończył się ponad ćwierć wieku temu). Jak się przed zarzutem przyczynkarstwa i zawartym w nim- to skądinąd bardzo dobrze pomyślane – podprogowym przesłaniem o niezbyt wygórowanym IQ (bo przecież ktoś, kto nie umie „spojrzeć szerzej” zbyt mądrym być nie może)? Ano tak samo. Zignorować.

Po trzecie pisanie o tym, że coś „przed PiS” nie było uczciwie to de facto popieranie PiS. I choćby człowiek przy okazji tenże PiS krytykował to i tak go piórem popiera, albo – to wersja „light” – pełni rolę „pożytecznego idioty”. Jak się przed tym bronić? Ano tak samo. Nie bronić się w ogóle.

Po czwarte opis wynaturzeń instytucji ma ustąpić ich obronie, bo przecież instytucje należy naprawiać, a nie niszczyć. Jak się przed taką metodą argumentacji bronić? Ano nie bronić się. Zgadzać się, bo to prawda. Tyle, że to prawda, która nie może oznaczać, że źle działające, wynaturzone instytucje zaczniemy nazywać doskonałymi, skoro takimi nie były.

Kluczowe w rozmowie z psychofanami jest stosowanie metody klaryfikacji tj. spokojnego, metodycznego pokazywania na nieuczciwość stosowanej metody dyskusji. Z psychofanami PiS rozmowa jest nieco prostsza, bo stosowane przez nich metody są trochę bardziej toporne, dlatego wpis ten dot. w głównej mierze tego, jak rozmawiać z psychofanami anty-PiS. W istocie bowiem łatwiej dyskutować z kimś, kto uważa, że każdy kto nie popiera obecnego rządu, nie jest patriotą, niż z kimś, kto stosuje dość wysublimowane techniki manipulacyjne. Psychofanów obu stron łączy to, że napędzają się nawzajem oraz to, iż – choć na pozór w zwarciu – to w istocie rzeczy razem – szkodzą Polsce. I dlatego sugeruję, żeby zwalczać piórem, słowem oraz „lajkiem” i jednych i drugich.

Autor: Witold Jurasz