Po decyzji KE w sprawie nieprzedłużenia embarga na eksport ukraińskich zbóż do pięciu państw „koalicji zbożowej” i zapowiedzi polskich władz, że je utrzymają można powiedzieć jedno, parafrazując brytyjskiego premiera z XIX wieku, Polska nie ma wiecznych sojuszników ani wiecznych wrogów, wieczne są tylko jej interesy i obowiązek ich ochrony

Real Politik

Polski rząd dostał kolejną nauczkę z Brukseli. Decyzja o nie przedłużaniu zbożowego embarga na ukraińskie zboże pokazuje jasno, że dla KE wsparcie Ukrainy ma znacznie większy priorytet jak ochrona wspólnego rynku oraz ochrona rolników w pięciu państwach należących do tzw. koalicji zbożowej, z której już wycofała się Bułgaria i może zrobią to Czechy. To też gorzka lekcja real polityk i nauczka na przyszłość, że słowa o przyjaźni ukraińsko-polskiej należy wypowiadać ostrożniej. A niekiedy lepiej w ogóle o niej nie mówić bo od dawien dawna, w relacjach między państwami, jest tak, że wyżej sobie cenią własne interesy i ich ochronę na forum międzynarodowym. W kwestii „zbożowej” interesy Polski i Ukrainy od samego początku były rozbieżne co obie strony próbowały maskować słowami o „siostrzanej przyjaźni”. Zełeński i jego dyplomacja od dawna zabiegały w Brukseli o nieprzedłużanie zakazu eksportu do UE bo to dla Ukrainy „być lub nie być” zwłaszcza, że praktycznie jest ona od dawna na kroplówce finansowej Zachodu. I trzeba uczciwie przyznać, że odniosły sukces, w przeciwieństwie do nas. Spore rezerwy walutowe, które Ukraina posiada, ma wyłącznie dzięki pomocy międzynarodowej. To darowizny i pożyczki. Ale nie można wiecznie być na garnuszku darczyńców. Trzeba też samemu zarabiać dlatego tak ważny dla Ukrainy jest eksport produktów rolnych.
Z kolei Polska sama jest znaczącym producentem zbóż i ukraińskiego zboża nie potrzebuje. W ubiegłym sezonie wyprodukowała ponad trzydzieści pięć milionów ton, z tego, zbóż podstawowych ok. dwudziestu siedmiu milionów ton. Wyeksportowała zaś prawie dwanaście milionów ton. Dla porównania, produkcja Ukrainy jest zbliżona do naszej. Te dane pokazują, że na rynku produkcji zbóż jesteśmy konkurentami czego nie zdołają osłodzić piękne słowa o przyjaźni płynące z Kijowa lub Warszawy.
Ci zaś, którzy mówią, że utrzymując embargo narażamy na szwank przyjaźń polsko-ukraińską zbudowaną z takim trudem, powinni jednak powtarzać sobie, jak mantrę, przed snem słowa Henrego Templa.

Nauczka na przyszłość dla rządzących

Gorzka lekcja jak płynie dla polskiego rządu z tej sytuacji jest taka, że w pewnych sprawach trzeba od początku być konsekwentnym i wyjaśniać naszym partnerom zagranicznym gdzie przebiega granica możliwego kompromisu. A nie, najpierw otworzyć kraj na zalew ukraińskiego zboża tzw. technicznego by potem, pod wpływem sprzeciwu rolników i w czasie kampanii wyborczej, diametralnie zmienić stanowisko. To dla Ukraińców mogło być kompletnie niezrozumiałe. A Polacy mieli prawo zapytać jest ta przyjaźń czy jej nie ma? Dyplomacja nie lubi medialnego szumu i buńczucznych zapewnień, że „nie oddamy guzika”. To mozolne i nudne niekiedy zabieganie o przychylność dla naszych racji w europejskich stolicach oraz brukselskich korytarzach. Nie walenie pięścią w stół i powtarzanie, że jak ktoś nie spełni naszych żądań, czy nie ugnie się pod groźbami, to się pogniewamy i zabierzemy zabawki. Jak niestety robił to ostatnio rząd w kwestii zbożowej. Okazało się, że była to nieskuteczna strategia.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl