Niniejszy artykuł dotyczy zagadnienia edukacji uczniów niewidomych w Polsce i temat ten jest w nim ujęty w sposób uniwersalny ponadczasowy.
Kwestie z tym związane dotyczą zarówno czasów minionych to jest lat 90-tych i pierwszych dwutysięcznych, a więc okresu edukacji pokolenia niżej podpisanego, lat kolejnych i współczesności przyszłości zresztą też.
Omawiając ten temat w sposób możliwie kompleksowy opieram się zarówno na własnej wiedzy i doświadczeniu, jak też na głosach głównie osób ode mnie młodszych urodzonych po 1989 r. i niekiedy ich otoczenia w skali całego kraju, nie tylko z mojego terenu, z którymi również miałem okazję zetknąć się na różne sposoby.
Część zjawisk społecznych w edukacji uczniów z dysfunkcją wzroku zapewne może występować w mniejszym stopniu, niż kiedyś to zależy od konkretnego przypadku, bo jak wspomniałem w artykule o przewagach młodszych niewidomych można wskazywać te lepsze uwarunkowania ogólnie jako w zbiorowości, a jak jest u konkretnych osób i w ich otoczeniu, to oczywiście oddzielny temat.

Nie będziemy odnosić się do trwających jeszcze obostrzeń wszystkie kwestie będą przedstawione w odniesieniu do w pełni normalnych warunków.

Na początek należy wspomnieć o istniejącym od początku przemian w kraju sporze i toczonych w kręgu osób niewidomych i ich otoczeniu dyskusjach, która forma kształcenia jest lepsza czy ośrodki specjalne, czy szkolnictwo masowe we wszelkich postaciach w miejscu zamieszkania, bo i w odniesieniu do drugiego wariantu jest kilka możliwości i również dyskusje wokół tego.
Nie tylko ja, ale w ogóle zapewne wielu zorientowanych w tych sprawach może zastanawiać się, czy we współczesnych warunkach tak od mniej więcej piętnastu lat nie jest to jednak spór anachroniczny z racji, że z uwagi na postęp techniczny istniejące także w Polsce większe, niż wcześniej możliwości technologiczne pewne bariery i kwestie innej natury zniwelowały się w sporym stopniu w porównaniu do czasów wcześniejszych.
Z jednej strony istnieją pewne argumenty za tym, że jest to już spór bardziej historyczny, bo w końcu w pewnych sprawach jak mówię bariery się zatarły, o czym wspomniałem we wcześniejszych artykułach i tak przykładowo już w późniejszym czasie po edukacji mojego pokolenia i współcześnie tak, czy tak niewidomi i widzący mają ten sam dostęp do informacji i niezależnie od miejsca zamieszkania i formy kształcenia niewidomi czytają tę samą prasę, czy literaturę, ale są też jeszcze inne aspekty, które choćby mnie nie przekonują o całkowicie historycznym charakterze tego środowiskowego sporu.

Część przedstawicieli ośrodków dla niewidomych postuluje zmianę nazewnictwa tych placówek poprzez zastąpienie słowa specjalny określeniem specjalistyczny, ale w rzeczywistości nic to nie znaczy nic to nie zmienia, bynajmniej w moim przekonaniu.

Nie rozstrzygam, czy w tych ośrodkach cokolwiek zmieniło się na lepsze w porównaniu do wcześniejszych czasów, czy to tylko taka propaganda ze strony przedstawicieli tych placówek wypowiadających się dla mediów w miastach, gdzie takie miejsca istnieją, a nawet dla mediów ogólnokrajowych może gdzieś tak, gdzieś nie, w każdym razie zarówno ze względów historycznych, jak i uniwersalnych osobiście należę do zwolenników edukacji niewidomych w miejscu zamieszkania z widzącymi.

Program nauczania niewidomych uczniów zawsze był i jest ten sam, ale bynajmniej kiedyś, czyli w moich czasach i potem zresztą też istniały różnice w poziomie nauczania na korzyść szkolnictwa masowego do tego stopnia, że nawet jakaś gorsza szkoła masowa potrafiła lepiej przygotować do matury, niż ośrodek i absolutnie nie mówimy tu o jakimkolwiek naciąganiu ocen, lecz o normalnym traktowaniu.

Podobnie bardzo widoczne były różnice w zachowaniach w socjalizacji i obyciu w kontakcie z widzącymi również na korzyść niewidomych ze szkolnictwa masowego. Nawet jeśli w danej szkole masowej osoba niewidoma nie nawiąże właściwych i trwałych relacji międzyludzkich, to i tak szkolnictwo masowe jest lepsze, albowiem taka osoba i jej najbliżsi właśnie powinni być częścią danej społeczności lokalnej i takie dziecko powinno dorastać w tej społeczności. Nie oznacza to jednak, że należy akceptować wszelkie złe zjawiska w szkolnictwie masowym zdecydowanie nie trzeba za to im przeciwdziałać, a gdy jakiekolwiek problemy zaistnieją jak najszybciej i najskuteczniej je rozwiązywać, czyli jednym słowem szkoły masowe tak, ale z głową, a różne aspekty z tym związane zostaną omówione w dalszej części artykułu.

Wracając jeszcze do ośrodków trzeba wspomnieć jeszcze kilka aspektów z tym związanych.
Osobną kategorią są uczniowie niewidomi i ich rodziny z miast, w których dany ośrodek się znajduje, kiedy to taka szkoła jest miejscem, do którego uczęszcza się dochodząc z domu, a nie mieszkając w internacie.

Kiedyś ilekroć rodzic chciał w takim mieście posłać dziecko do szkoły masowej słyszał, że nie ma takiej możliwości, że przecież jest ośrodek na miejscu i nikt nie każe wysyłać dziecka do internatu. Niektórzy specjalnie przeprowadzali się do miast, gdzie właśnie są ośrodki słyszałem również o takich przypadkach.

Jeszcze inną drogę obrała i obiera współcześnie część rodzin, mianowicie etap podstawowy w edukacji owszem w szkole masowej dla właściwej socjalizacji dziecka, ale potem w ośrodku. Pojawia się też często przytaczany argument, że w miejscu zamieszkania nie da się nigdzie zapisać dziecka niewidomego na jakiekolwiek zajęcia, nawet, gdy rodzinę stać, ale sytuacja w tym względzie zdaje się akurat zmieniać, a ponadto długo z zajęciami pozalekcyjnymi w ośrodkach było krucho.

Można również dowiedzieć się usłyszeć w mediach, że szczególnie na etapie podstawówki uczniowie przebywający w ośrodkach w internatach w sporej mierze pochodzą z małych miasteczek i wsi… Gdy mowa o szkołach masowych w skrócie zwanych w środowisku masówkami na początek trzeba powiedzieć i zdaję sobie z tego sprawę mam tego świadomość, że w małych miasteczkach i na wsiach, gdzie jest jedna czy dwie podstawówki i jeden ogólniak lub 2 może być trudno zapisać dziecko, ale trzeba próbować.
Mówiąc zaś o kilku wariantach edukacji masowej poza podziałem ogólnej natury na szkoły publiczne i niepubliczne konkretnie w odniesieniu do niepełnosprawnych wyróżnia się następujące opcje:
Szkolnictwo integracyjne inaczej po prostu klasy integracyjne ta forma obejmuje też przedszkola integracyjne.
System w pełni zwykły zwany też po prostu ogólnodostępnym lub włączającym jeszcze inaczej edukacją włączającą.

Nauczanie indywidualne w domu lub w szkole. W obrębie zwolenników szkolnictwa masowego każda z tych form ma właśnie swoich zwolenników, jak i przeciwników.

Wiele osób już dorosłych, ale właśnie młodszych ode mnie często miało możliwość uczyć się i z sukcesem ukończyć edukację w systemie w pełni zwykłym ogólnodostępnym i bardzo to sobie chwali i ich rodziny również. Często mówią oni, że w porównaniu do systemu integracyjnego czuli się lepiej traktowani normalnie przez społeczność szkolną zdobyli w tym systemie lepszą pozycję.

Sam nie posiadam akurat tego typu doświadczeń, a te głosy, z którymi się zetknąłem odnosiły się w większości do etapu licealnego. Ludzie ci często dobrze wspominają podstawówkę w różnych formach szkolnictwa masowego głównie w klasie integracyjnej, ale jak pisałem we wcześniejszych artykułach dla wielu z nich gimnazjum, to był najgorszy okres w życiu i nie rzadko problemy różnego typu, jakie mieli skutkowały wtedy nauczaniem indywidualnym. Trudno sobie wyobrazić system zwykły na etapie podstawówki ściślej precyzując w moim okresie, bo potem, czy współcześnie, to może inaczej, w każdym razie przypadki nauki niewidomych w systemie zwykłym w liceum sporadycznie się zdarzały, nawet w jeszcze wcześniejszych pokoleniach.

Jaki pogląd głównie wśród dorosłych, ale młodszych ode mnie mam na myśli i co sam o tym sądzę?

Chodzi o taki punkt widzenia sprowadzający całą tę dyskusję w inną uważam jeszcze lepszą stronę, niż ten spór masowa czy ośrodek, albowiem osoby o takim punkcie widzenia są zasadniczo za szkolnictwem masowym, ale rozwinęły postrzeganie tego wszystkiego w tym brakującym wcześniej kierunku, a dokonało się to, gdy ci wszyscy młodsi ode mnie kilka lub kilkanaście lat doszli do głosu w środowiskowych miejscach w internecie, aczkolwiek ten punkt widzenia podzielany jest też przez niektórych w starszych pokoleniach od mojego i tego młodszego. Jest to mianowicie taki pogląd, że szkoła to nie wszystko, a dokładnie, że to nie szkoła, w wersji mniej radykalnej nie tylko szkoła ma uspołecznić niewidome dziecko, być od budowania relacji międzyludzkich, szczególnie rówieśniczych, że jednym słowem głos ten wskazuje rolę szkoły jako wyłącznie miejsca zdobycia wymaganej wiedzy, a w pozostałych kwestiach należy działać drogami pozaszkolnymi i poszukiwać takowych.

Ja przychylam się do tego stanowiska i też podzielam ten pogląd, ale właśnie nie w tej najbardziej radykalnej wersji, bowiem jestem za różnorodnością rozwiązań w tym zakresie, czyli jeśli da się zbudować pozytywne relacje w szkole, to jak najbardziej, ale jeśli nie, to nic na siłę i wtedy rzeczywiście traktować szkołę wyłącznie w kategoriach zdobycia wiedzy, a możliwości socjalizacji i kształtowania pasji i zainteresowań oraz budowania właściwych relacji międzyludzkich poszukiwać innymi możliwymi sposobami.

Koniecznie trzeba zaznaczyć, że nie tylko zresztą w szkole, ale w ogóle nigdy nic dobrego nie wyjdzie z integrowania włączania na siłę, bo tego typu działania mogą tylko wzmóc negatywny stosunek do niepełnosprawnych rówieśników. Ten pogląd o tym, że nie można ograniczać się tylko do szkoły i że czasem trzeba zrobić swoisty krok do tyłu lub jeszcze inaczej znaleźć kompromisowe rozwiązanie ma w istocie genezę jeszcze w czasach mojej edukacji.

Właśnie zdaniem wielu okres dojrzewania jest procesem, który nie ułatwia budowania tej integracji tworzenia właściwych relacji rówieśniczych, a nawet wielu uważa to za niewykonalne w ogóle przez to, że właśnie okres dojrzewania powoduje tę takzwaną burzę hormonów, a przede wszystkim dynamiczne kształtowanie się osobowości i te sprawy mogą nie być do ogarnięcia przez widzących nastolatków. W okresie tym tworzą się grupy i niewidomy uczeń może z takich czy innych względów nie zdobyć właściwej pozycji społecznej.
Grono pedagogiczne nawet chcąc dobrze też może nie podołać temu wszystkiemu popełniając niestety różne błędy w strategii na tym polu. O tym wszystkim mówiono już w moim pokoleniu.

Nie wiem, jak często występuje pewne przykładowe zjawisko będące źródłem problemów we wszystkich typach szkół i jak często występowało ono u młodszych ode mnie, ale również warto je odnotować.
Właśnie w moich czasach częstym zjawiskiem było to, że gdy dany uczeń niewidomy wykazywał się większym stopniem dojrzałości i miał większe szersze horyzonty myślowe intelektualne od rówieśników zarówno w szkolnictwie masowym wśród widzących, jak też w ośrodkach w obrębie innych niewidomych i niedowidzących właśnie nie rzadko było to źle widziane odbierane negatywnie jako wywyższanie się, dziwactwo, a nawet społeczne niedostosowanie i takiemu uczniowi często zarzucano nadmierną dojrzałość jak na swój wiek.

Kolejna mocno kontrowersyjna sprawa mocno dyskutowana w środowisku osób z dysfunkcją wzroku i ich otoczeniu, mianowicie czy niewidomi w ogóle powinni być kierowani na nauczanie indywidualne w jakichkolwiek przypadkach. Na pewno należy powiedzieć, że jeśli z takich czy innych powodów niewidomy uczeń musi mieć nauczanie indywidualne na pewno nie powinno, a wręcz nie może to oznaczać zamknięcia takiej osoby w domu tu szczególnie ważne są te możliwości opcje pozaszkolne, zatem jeśli nie ma innej drogi w danym przypadku, koniecznie należy niwelować negatywne skutki tej formy kształcenia trzeba im przeciwdziałać najlepiej, jak to tylko możliwe.

Ujmując aspekt wyboru odpowiedniej szkoły masowej niezależnie od tego, którą formę nauki wybrać można dostrzec i odpowiedzieć na pewne kluczowe w tym względzie pytanie. Przy tym wyborze zagadnienie to w formie pytania brzmi by tak rzec masówka, ale jaka?

Udzielenie odpowiedzi na to pytanie pozwala także określić, jak może być w relacjach rówieśniczych w danym przypadku, choć odpowiedź ta i także to pytanie odnosi się bardziej do drugiego, czyli licealnego etapu. Jeśli jest to szkoła, w której widząca młodzież jest wysokich lotów i ma szersze horyzonty myślowe intelektualne rozbudowane zainteresowania, to jest spora szansa, że wybór przez ucznia niewidomego takiej szkoły zaowocuje bardzo pozytywnymi relacjami rówieśniczymi także po jej ukończeniu z sukcesem, bo w takim środowisku jest szansa na wytworzenie się tej wspólnej płaszczyzny wspólnego języka.

Takim pozytywnym przypadkiem jest choćby przykład pewnego mojego młodszego o 13 lat niewidomego znajomego dziś studenta UMK, który do liceum uczęszczał w systemie w pełni zwykłym w edukacji włączającej i z sukcesem nie tylko w wymiarze naukowym, lecz również społecznym ukończył jeden z lepszych ogólniaków w naszym mieście.
Należy on zatem do tej grupy niewidomych, która miała możliwość wejścia w licealne środowisko o charakterze pozytywnym i zbudowania swojego grona znajomych bliższych i dalszych także na etapie szkoły średniej.

Jeśli natomiast ma się do czynienia z taką szkołą, gdzie przykładowo najważniejszy jest kult bogactwa i najbardziej liczy się ten przysłowiowy szpan i lans, a niewidomy uczeń z takich czy innych powodów musi w niej być głównie w ramach nauczania indywidualnego, to taką szkołę wszystkie strony, których temat dotyczy, a stronami tymi oprócz niewidomego ucznia i jego rodziny są uczący go nauczyciele do niego oddelegowani powinny traktować wyłącznie zadaniowo jako miejsce właściwego przygotowania do matury i jej zdania, a nie wchodzenia w jakiekolwiek interakcje z tamtejszymi widzącymi uczniami, bo w tego typu środowisku szkolnym żaden wspólny fundament nie powstanie, jak też nigdy i nigdzie nie należy mamić niewidomego ucznia obietnicami bez pokrycia w temacie relacji rówieśniczych, jeśli w danej szkole nie ma na to szans. Kiedyś takich sytuacji było w Polsce wiele może współcześnie także gdzieś występują takie przypadki, dlatego należało to ująć.

Warto znać kilka ważnych faktów, jak bezpośrednio strony, których to wszystko dotyczy mogą działać tak, by było jak najlepiej. Główna wskazówka dla rodzica dziecka niewidomego nie wchodź w żadne relacje koleżeńskie z jakimkolwiek nauczycielem swojego dziecka, bo w razie jakichkolwiek problemów to jeszcze bardziej może zaognić sytuację. Jeśli ktoś z nauczycieli ma z czymś problem i szczególnie w jakimś aspekcie pozanaukowym nie rozumie czegoś najważniejsza rada nie rozumiesz, zapytaj czy to ucznia, czy rodzica, zamiast niepotrzebnie kierować się emocjami.

Najważniejsza zasada dla wszystkich stron, to właśnie jeśli pojawiają się jakiekolwiek problemy, należy je jak najprędzej rozwiązywać nie dopuszczać do ich pogłębiania zapętlenia się w tym, choć czasami nie da się uciec od radykalnych decyzji w postaci zmiany szkoły lub formy nauki w tej samej szkole, czyli przejścia przykładowo z klasy integracyjnej na nauczanie indywidualne czy to w tej klasie, czy w innej.

Jest też dodatkowa ważna uwaga ogólnej natury my na naszych łamach to wiemy, mianowicie w normalnych, czyli wolnorynkowych warunkach z istnieniem bonu edukacyjnego dobrzy nauczyciele, wręcz pasjonaci mocno pozytywnie zaangażowani także w działalność na rzecz uczniów niepełnosprawnych oczywiście zarabialiby więcej.

A co z formami pozaszkolnymi pomocnymi w prawidłowym rozwoju co mam na myśli?

Mówiąc o tym zacząć trzeba od tego, że ten postulat poszukiwania dobrych dróg pozaszkolnych kiedyś często nie był wykonalny w wielu przypadkach teraz jest w istocie łatwiej o to i rodzice wraz ze swoimi niewidomymi dziećmi powinni się o to starać na miarę możliwości.

Dziś jest łatwiej, bo jest internet na większą skalę i można zaspokoić aktywność intelektualną to dotyczy szczególnie młodzieży starszej, a jeśli chodzi o aktywność fizyczną i budowanie relacji międzyludzkich bezpośrednio drogą do tego mogą być choćby organizacje sportowe dla osób niepełnosprawnych, nie koniecznie konkretnie dla niewidomych. W ostatnich kilkunastu latach powstało trochę takich przedsięwzięć, nawet w miastach średnich i mniejszych, w tym również kluby sportowe osób niewidomych.

Wśród organizacji dla różnych osób niepełnosprawnych na przykładzie Torunia wymienię choćby wspomniane przeze mnie w mojej relacji z olimpiady stowarzyszenie Alfa Sport i oczywiście życzę wszelkim zainteresowanym z danego terenu, aby udało im się zapisać swoje dzieci niewidome do jakiejś tego typu organizacji blisko miejsca zamieszkania.

Wiele organizacji od sportu i turystyki przyjmuje zarówno dorosłych niepełnosprawnych, ale dzieci i młodzież również.

Podsumowując należy życzyć uczniom niewidomym i ich otoczeniu właściwego wyboru szkoły, a także realizacji wybranych przez siebie wszelkich możliwości pozaszkolnych, a niewidomym dorosłym już absolwentom szkół masowych, by współcześnie na ile to możliwe mieli kontakt ze swoimi widzącymi znajomymi z lat szkolnych.