Przeczytałem artykuł z FAZ. Link do jego omówienia podam poniżej. Rozumiem zdziwienie niemieckiego dziennikarza, bo jak Polacy mogą wierzyć, że są „skolonizowani” przez „obce mocarstwa”? Przecież żyjemy w pięknym, suwerennym kraju. To prawda. Jesteśmy nareszcie w naszym własnym domu. Nawet gdy mamy kredyt hipoteczny we frankach.

Zrobiłem właśnie zakupy w Auchan (dawniej Real, jeszcze dawniej Geant). Wiele towarów, tylko pieniędzy mało. Z całego świata. „Made in China”. Przemetkowane sery na końcu ważności, herbaty z wietnamskich pól azbestowo-pestycydowych w pudełkach przypominających PEWEX. Na Zachodzie nie idą, ale są tanie. Nawet, jak na naszą kieszeń. Po zakupach poszedłem na spotkanie z kolegą. Kolega pracuje w Mordorze, a ja miałem podejść pod jego pracę. Dobrze, że znam angielski i niemiecki trochę, bo miałbym trudności w znalezieniu jego redakcji pośród tych wszystkich .LTD i .GMBH. Poszliśmy na kawę do „Starbucksa”, zamówiliśmy „venti americano black” i musiałem słuchać narzekań mojego kolegi, który oburzał się na stosunki w korporacji. Miał dostać podwyżkę, ale przyjęli Holendra. „Robi to co ja, a właściwie nic, bo na niczym się nie zna, nawet Windowsa 10 nie potrafi obsłużyć, ogląda tylko jakieś strony w Internecie, ale nie wiem jakie, bo kto zrozumie ten murzyński szwargot.” – oburzał się – „Ma to samo stanowisko i dostał szóstkę na wejście, a ja nadal mam dwójkę, choć zapierdalam za dwóch. Awansują go niedługo i będę przynajmniej nie musiał poprawiać po nim.”. Ponarzekał i wrócił do pracy, a ja do domu. Po drodze, zadzwoniłem do żony. Dobrze, że mamy telefony w tej samej niemieckiej sieci komórkowej, bo nie oszukują nas tak, jak Francuzi. Powiedziała, bym kupił jej „Elle” i „Vivę”. To takie pisma dla kobiet, gdzie jest dużo obrazków i szybko je się ogląda. Kupiłem też „Marlboro”. Po drodze do domu minąłem nowy apartamentowiec przy Niepodległości 54. Zbudowała go jakaś firma z „zachodnim kapitałem”. Przed budową, na jego poprzedniku była wmurowana tablica. Miejsce straceń i walk w Powstaniu Warszawskim. Zawsze z synem zapalałem tam znicz 1 Sierpnia i 1 Listopada. Zdjęli ją, gdy rozpoczęli budowę. Napisali na kartce, że wróci na swoje miejsce „po konserwacji”. Apartamentowiec ukończono, lokatorzy już mieszkają, ciągle wprowadzają się nowi, a tablicy nie ma. Wstąpiłem do biura i zapytałem o nią, ale w odpowiedzi wzruszono ramionami, a moje natarczywe pytania skwitowano uwagami o ksenofobii, nowoczesności i oszołomstwie. Nie miałem swojej legitymacji dziennikarskiej („idzie” dopiero do mnie), lecz nawet jakbym ją miał, to i tak bym nic nie wskórał, bo to rodzime media. Poproszę znajomego z „Faktu”, by spytał o tablicę. Niemieckiej prasy przecież nikt nie oleje.

Widzicie więc, że FAZ słusznie się dziwi. Jak można myśleć, że żyjemy w skolonizowanym kraju i jeśli niektórzy nasi politycy wraz z legendami „Solidarności” zwracają się o pomoc do kanclerz Merkel lub Brukseli, by wsparli nas w obaleniu władz wybranych przez ksenofobiczną większość, to o tą właśnie suwerenność im chodzi, co zauważa dziennikarz FAZ. I żeby nie było lekko. Niech Warschau uważa, bo szczyt NATO można przenieść do państw bałtyckich. Z trudem, ale się w nich zmieści. One są wierne i suwerenne i nie protestują, jak ich lasy wycinają Finowie, a benzynę dystrybuują Rosjanie.