Zastanawiam się, co jest przyczyną, że wszystkie środki masowego przekazu z lubością zajmują się tematami nie mającymi wpływu na przyszłość Polski (Marianem Banasiem szefem NIK, durnymi wypowiedziami Roberta Biedronia), a szerokim łukiem pomijają prace nad powstaniem superpaństwa.

W 2016 roku szef niemieckiego MSZ Frank-Walter Steinmeier na spotkaniu w Pradze, przedstawił państwom Grupy Wyszehradzkiej 9-stronicowy dokument sygnowany przez szefów dyplomacji Niemiec i Francji. Zawierał on propozycję zastąpienia państw narodowych superpaństwem. Innymi słowy chodzi o całkowite podporządkowanie wszystkich państw interesom Niemiec i Francji.

Gdyby ono powstało kraje członkowskie faktycznie nie miałyby prawa do własnej polityki zagranicznej, armii, własnych służb specjalnych, odrębnego kodeksu karnego, systemu podatkowego (wysokości podatków, własnej waluty, banku centralnego). Straciłyby kontrolę nad własnymi granicami oraz procedurami wpuszczania i relokowania uchodźców na ich terenie. Ograniczeniu uległaby rola NATO w Europie.

Mimo, iż przez kolejne lata o superpaństwie się nie mówiło, to nie znaczy, że jego idea została zapomniana. Znając Macrona i Merkel rządząca prawica powinna mieć świadomość, że oni nie odpuszczą. W listopadzie 2018 r. A. Merkel podczas debaty w Berlinie mówiła: „Państwa narodowe powinny być obecnie gotowe do oddania suwerenności”.

Przeglądając portal wPolityce.pl (27.11.2019) trafiłam na artykuł „Saryusz-Wolski ostrzega przed niebezpiecznymi pomysłami Macrona. „Plan przejęcia kontroli nad Europą wkracza w drugą fazę”.

Mimo, iż w traktatach każde z państw tworzących Unię ma zapisy gwarantujące mu jurysdykcję w obszarach przez nie wynegocjowanych, to od lat przy pomocy dyrektyw i TSUE powoli a sukcesywnie ograniczają ich suwerenność. Dotyczy to zwłaszcza Polski i Węgier, w których rzekomo dochodzi do naruszania praworządności. Oczywiście, gdy we Francji i Hiszpanii policja brutalnie tłumiła demonstracje, to w ich przypadku naruszania praworządności nie było. Unia jej nie widziała.

Zastanawia mnie brak w środkach masowego przekazu dyskusji i analiz dotyczących nowej wizji UE. Mimo, iż w marcu 2019 r. akceptacja naszego członkostwa w UE osiągnęła rekordowy poziom 91 proc, to prędzej czy później dojdzie do sytuacji, w której będziemy musieli opowiedzieć się, co dalej z naszym uczestnictwem w Unii?

Czy zgadzamy się na likwidację państwa polskiego i bycie pariasem, czy z niej wychodzimy? Innej alternatywy nie będzie. Nikt nie powinien mieć złudzeń, iż w ramach zamknięcia ust przeciwnikom kilku Polaków otrzyma jakieś nic nieznaczące stanowiska nie mające najmniejszego wpływu na podejmowane decyzje.

Społeczeństwo musi wiedzieć, że w nowej strukturze to nie my, ale inni za nas będą podejmowali decyzję. Nikt nas się nie będzie pytał czy chcemy przyjąć euro, imigrantów, zamykać kopalnie otworzyć się na ideologię LGBT. Powinno mieć rzetelną wiedzę, by jak przyjdzie czas świadomie podjąć decyzję, która będzie rzutowała również na przyszłe pokolenia.

I tu powstają pytania:

Kto będzie decydował o przyjęciu lub odrzuceniu zmian w zapisach traktatowych? Aktualnie rządzący, czy społeczeństwo?

Jeżeli społeczeństwo to, w jaki sposób. Poprzez swoich przedstawicieli czy w ogólnokrajowym referendum?

Jeżeli referendum, to na podstawie, jakich informacji i danych społeczeństwo miałoby podjąć decyzję?

Czy zwolennicy i przeciwnicy będą mieli takie same możliwości prezentowania swoich argumentów?

Zamiast debat, polemik, pokazywania plusów i minusów bycia lub wyjścia z nowej Unii – milczenie i grzanie nieistotnych tematów. Gdy oglądałam „debatę” przedwyborczą do Sejmu w siedzibie Telewizji Polskiej, miałam nadzieję, że poruszony zostanie temat naszej przyszłości w Unii. Niestety, ten rzeczywisty problem stojący przed Polakami nie został poruszony przez żadnego z pięciu przedstawicieli ogólnopolskich komitetów wyborczych.

Kolejny raz zamiast debaty o najważniejszej decyzji stojącej przed Polakami, czyli wizji superpaństwa była tylko żałosna licytacja, kto więcej zrobił dla społeczeństwa, kto ma jakie standardy oraz kto da większy socjal.

Już nieoficjalnie trwa kampania prezydencka. Zastanawiam się, jakie główne tematy będą w niej wiodące. Czy po raz kolejny przemilczane zostanie dążenie Niemiec i Francji do pogłębionej integracji oraz nasza rola i znaczenie w superpaństwie, bo nie wypada o tym mówić?

Czy znowu usłyszymy, iż ten problem nie istnieje, więc nie ma, czym się martwić, a Polska nigdy nie wyrzeknie się suwerenności, mimo, iż temat ten jest nieustannie w Unii drążony? Nie ma, co się łudzić, że on zniknie. W związku z tym należy o nim zacząć mówić.

Foto: internet