Nie będę oceniał artykułu z linku pod względem informacji o CEK NATO, ponieważ są oficjalne komunikaty MON RP i nie ma oficjalnych wypowiedzi MON Słowacji, co świadczy, że Słowacy nie widzą nic strasznego w tym „zamieszaniu” inaczej wydaliby jakieś oświadczenie. „Zamieszanie” natomiast robi prasa na podstawie innej prasy, również słowackiej. Zauważmy, że autorka artykułu szuka na siłę haków i opiera się jedynie na innych mediach. Nie znajduje potwierdzenia w żadnej oficjalnej instytucji słowackiej, a na polskie oświadczenia nie zwraca uwagi. Przechodzi więc do personalnego ataku na szefa CEK NATO i wygląda to trochę śmiesznie w myśl zasady: „Co z tego, że mówisz, iż 2 razy 2 jest 4 i tak nie masz racji, bo ja nie lubię blondynów”. Następnie, co ma być ironią, autorka sugeruje „przyszłe” represje.

Najbardziej jednak rozśmieszył mnie dramatyczny opis „obserwowania” Oczki w „nieoznakowanym samochodzie” ze „schowanymi kamerami”. W tym miejscu radziłbym Pani Redaktor ustawić się podobnie w okolicach siedzib MI5, MI6, FBI, BND lub służb francuskich. W Londynie tuż po zatrzymaniu się samochodu podjechałby szybko radiowóz i zdecydowanie kazał odjechać. W USA błyskawicznie podlecieliby strażnicy z odbezpieczoną bronią, rzucili na glebę, a potem sprawdzili dokumenty. Francuzi? Mogliby najpierw strzelić, a potem obszukać tych, do których strzelili. Niemcy zatrzymaliby wszystkich i wypuścili po kilku godzinach. Wszyscy zaś zadzwoniliby do właściciela gazety lub stacji, który opierdzieliłby porządnie swoich dziennikarzy, bo w tych krajach dziennikarze liczą się z dobrem państwa, a nie tylko nastawieni są na „fejm”, chociaż nie oszczędzają tego państwa i jego instytucji. Są jednak profesjonalistami.

A u nas? Służby muszą wzywać Straż Miejską, a dziennikarzom wydaje się, że są dowcipni, a bezpieczeństwo zależy od wagi osobniczej lub anoreksji.