Monachium. Były trzy hipotezy według mediów i policji: islamiści, szaleniec, nacjonaliści. Trzeba zawsze je podać, a potem rozpatrzyć, bo tego wymagają zasady analizy operacyjnej. Zostały dwie: islamiści oraz szaleniec.

Zrobił to (podobno) młody Irańczyk, który popełnił samobójstwo. Są trzy rzeczy dziwne:

1. Iran to Szyici i nie popierał terroryzmu sunnickiego.
2. Podkreślanie w mediach słów mordercy „Jestem Niemcem”.
3. Narracja, która pojawiła się mniej więcej po godzinie od zamachu.

Właśnie! narracja. Pierwszy powiedział pan Dziewulski, że ataki rasistowskie na cudzoziemców spowodują ich reakcje obronne, bo będą chcieli pokazać, że nie można ich bezkarnie obrażać (to jest sens wypowiedzi, a nie cytat). Szybko pojawiło się skojarzenie z piątą rocznicą zamachów Breivika. Media, niemieckie również, zaczęły uwypuklać, że strzelał biały oraz informację o trzech zamachowcach, którzy uciekli. Stwarzało to wrażenie, iż zamachu dokonał ktoś inny niż Islamiści, ponieważ modus operandi było różne: chcieli przeżyć i mieli opracowane drogi ucieczki, czyli nie byli samobójcami. W dodatku nagrania z krzykiem: „Jestem Niemcem”. Kto więc to mógł zrobić? Oczywiście prawicowe, nacjonalistyczne środowiska. Nikt nie zainteresował się, że „nacjonaliści” wybraliby raczej miejsce, gdzie są sami Muzułmanie, a nie galerię handlową pełną białych. O ile wiem, środowiska z kręgów C18 lub BH unikają obecnie ataków z bronią w ręku, gdyż boją się prowokacji i ograniczają się do podpalania ośrodków dla uchodźców, o czym często pisze prasa (nie wartościuję, nie oceniam, stwierdzam fakt). Na końcu okazało się, że był to osiemnastoletni Irańczyk, który popełnił samobójstwo. I tu dochodzimy do narzucanej narracji. Szaleniec, ale to prawicowcy doprowadzili go do tego nienawiścią i rasistowskimi zachowaniami. To powtarzają dziennikarze i eksperci od rana. Uważam też, że jeśli okaże się, iż nie jest to radykalizm islamski, to politycy niemieccy potępią środowiska prawicowe, których działania doprowadzają „spokojnych” Muzułmanów do szaleństwa. Błędne koło multikulti.

Wczoraj, na koniec dnia wysoki urzędnik państwowy powiedział w telewizorze, że Polacy są bezpieczni, a służby ciągle pracują. Nie martwcie się więc ludziska. Nie macie legitymacji dającej wszechwiedzę i nie znacie się, barany. Śpijcie spokojnie – służba czuwa.

Jak czuwa? Mamy ŚDM i wszystkie ręce na pokład, a wygląda to tak. Do mieszkania mojego kolegi dziennikarza była próba włamania oraz dziwne nocne telefony z informacjami o Litwinience (nota bene skierowane również do mnie, ale olewam to ciepłym moczem). Wczoraj poszliśmy na jeden z komisariatów policji w dzielnicy oddalonej od uroczystości ŚDM. Na dyżurce było pusto. Potem pojawił się policjant, który sposobem obsługi klientów przypomniał mi lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku, gdy lądowałem na komisariatach po meczach Legii. Zreflektował się szybko i powiedział nie pytany: „Dzielnicowego nie ma. Nikogo nie ma, bo ŚDM”. Potem dał telefon wewnętrzny do „kierownika”. Kolega zadzwonił z czerwonego (!) telefonu wiszącego obok dyżurki. Nikt nie odbierał. Nawet sekretarka. „ŚDM” – usłyszeliśmy. Dyżurny dał nam numer komórkowego do odpowiedniego dzielnicowego. Po wyjściu z komisariatu, mój znajomy zadzwonił na podany numer.Dodzwonił się do dzielnicowego. Była godzina 14:15. „Ja pracuję do 14:00, a mam jeszcze dwa pisma do napisania i ŚDM. Będę dopiero we wtorek po południu.”. Usłyszał. Wiadomość ta oznaczała też, że dzielnicowy był jednak na komisariacie. Chyba, że te pisma pisał w domu, albo na ŚDM. Rzeczywiście. Jesteśmy, ludziska, bezpieczni i mamy ŚDM.

Nie krytykuję policjantów, którzy usiłują być w trzech miejscach naraz, ale urzędników, którzy nic nie wiedzą o bezpieczeństwie obywateli i działają „akcyjnie”, a nie planowo, gadając głupoty w różnych telewizjach, a zakończę powtórzeniem mojego wczorajszego stwierdzenia: społeczeństwo to nie stado baranów. Świadome zagrożeń, nie tylko potrafi się obronić, ale i ochronić wszystkich wokoło. I nie potrzebuje do tego żadnej tajnej legitymacji.

Jeszcze jedno przeraziło mnie wczoraj w słowotokach ekspertów z różnymi stopniami naukowymi, wojskowymi i milicyjnymi. Nie można gadać na antenie o szczegółach taktyki, postępowania sił specjalnych, oddziałów AT i policji. Panowie w studiu prześcigali się w chwaleniu się wiedzą. „O, tak zrobią, tu się ustawią, tak wejdą, o! proszę i tak zrobili”. To kompletny idiotyzm i brak szacunku dla ludzi, którzy ryzykują życiem i na pewno lepiej znają się na tym niż ci wszyscy eksperci. Mnie często zarzuca się to, że pisze o sprawach tajnych, ale ja nigdy nie ujawniłem żadnej informacji, której nie można by było znaleźć w przestrzeni publicznej. Też znam szczegółowe taktyki i metody AT, lecz nigdy nie ujawniłbym ich publicznie. Czy ci „eksperci” nie mają świadomości, że oglądają to również i potencjalni zamachowcy, którzy uczą się w ten sposób? Czy własny lans przesłania im resztki inteligencji? To jest chore.

I jeszcze jedno. Wczoraj usłyszałem też, że centra handlowe są odpowiedzialne za bezpieczeństwo, a nie ABW, która zajmuje się sprawami ogólnopaństwowymi. Oznacza to, że myśli o nas globalnie i nie może być odpowiedzialna za jakieś centrum handlowe. Otóż, panowie eksperci i ministrowie, ośmielam się twierdzić, że jest odpowiedzialna, ponieważ ustawa nakazuje jej dbałość o bezpieczeństwo obywateli wszędzie, a nie tylko w obrębie budynków na Rakowieckiej w Warszawie (uuups! zdradziłem tajną informację i zaraz otworzą mi drzwi wraz z futryną). Gdyby cos się stało w Złotych Tarasach na przykład (odpukać) i wśród ofiar byliby obywatele Chin, Rosji, USA, Niemiec, UK, Francji i innych krajów, to ich rządy chciałyby wyjaśnień od instytucji państwowych i oskarżałyby o niedopatrzenia instytucje państwowe, w tym ABW, a nie dyrektora Złotych Tarasów. Tak zwykle dzieje się na świecie, a spychologia jest przejawem poprzedniego systemu i wymaga natychmiastowej dekomunizacji.