Wspólna agencja wywiadowcza pod egidą niemieckiego Bonda? Dawno się tak nie uśmiałem. Szczególnie z fragmentu:

„Niestety funkcjonariusze europejskich służb wywiadowczych – BND, Sécurité i innych ciągle kierują się partykularnymi interesami i egoizmami narodowymi ku niezadowoleniu czołowych parlamentarzystów unijnych. – Najwyższy czas, by narodowe agencje wywiadowcze dzieliły się wiedzą operacyjną z europejskimi organami, jak na przykład Europolem – uważa Elmar Brok, szef wpływowej Komisji Spraw Zagranicznych europarlamentu. O krok dalej idzie Axel Voss, zastępca przewodniczącego Komisji Prawnej. Zamierza przedłożyć Parlamentowi Europejskiemu wniosek w sprawie obowiązkowej wymiany informacji między służbami wywiadowczymi państw UE. – Cały czas traktujemy terror islamski jako zjawisko marginalne, choć przez całą Europę prowadzi szlak krwawych zamachów – oburza się polityk.”

Rozumiem, że BND poinformuje nas o niemieckich planach dot. Gaspromu i współpracy z Rosją. Uwzględni też nasze zastrzeżenia. A może chodzi o to, byśmy wszyscy dbali o interesy Niemiec?

Idiotyzm, bzdura, kretyństwo, paranoja, czyli pomysł wspólnej agencji wywiadowczej UE, która nie ma nic wspólnego z wymianą informacji, co w tym artykule (czytaj) jest specjalnie chyba mylone. CIA też chyba zrywa boki ze śmiechu.

Ps. Niemieccy Bondowie dostali porządnie w dupę w roku 1945.