Zapomniany już agitator „przedsiębiorstwa holokaust” znów dał znać o sobie. Tym razem Jan Tomasz Gross poszedł na całego – otóż jego zdaniem Polacy podczas okupacji zabili więcej Żydów, niż Niemców. Wg niego “mroczne oblicze” tej części Starego Kontynentu dało o sobie znać już w czasie II wojny światowej.

“Polacy, którzy zasłużenie są dumni z oporu ich społeczeństwa wobec nazistów, faktycznie zabili w czasie wojny więcej Żydów niż Niemców” – pisze ostro Gross i dodaje, że choć katolicy byli ofiarami nazistowskiej okupacji, to “nie znajdowali w sobie zbyt wiele współczucia dla losu ostatecznych ofiar nazizmu”.

„Europa Wschodnia nie pogodziła się z morderczą przeszłością”.

Pomińmy te ahistoryczne łamańce. Przecież tak naprawdę nie chodzi o pamięć Pomordowanych. Tym bardziej o jakąś wydumaną prawdę historyczną. Za wystąpieniami Grossa i innych podobnych typków kryje się… szmal.

Zgodnie z od lat realizowanym programem Polska ma być tak długo atakowana na forum międzynarodowym przez organizacje mieniące się „spadkobiercami” ofiar nazizmu (termin wygodny, bo za chwilę będzie można podciągnąć pod niego nie tylko Niemców), aż zapłaci kwotę arbitralnie ustaloną przez zarząd „przedsiębiorstwa”.

To tylko taki rekiet na międzynarodową skalę.

Z tych względów atakowanie Grossa mija się z celem. Bo jeśli nawet dowiedzie mu się, że łże jak bura suka (co nie będzie trudne, bo Gross nie ma większego pojęcia o warsztacie historyka), to przecież na jego miejsce zaraz pojawi się jakiś Mendel  czy inny cymbał, zainteresowany kasiorą „przedsiębiorstwa”.

Oczywiście nie oznacza to, że nie należy pozywać Grossa.

Jak najbardziej każdy, kto lży Naród Polski, powinien odczuć na własnym koncie, że jest to mało opłacalny interes.

Ale Gross nie może przesłaniać istoty problemu.

A nią jest spodziewany haracz.

Przecież zaraz po wojnie izraelscy Żydzi ocalałych z Holocaustu traktowali czasami nawet haniebnie.

Syjonistyczny przywódca, założyciel i pierwszy premier państwa Izrael Dawid Ben Gurion powiedział kiedyś, że ci, którzy ocaleli, przetrwali kosztem innych. Z definicji są więc złymi ludźmi.

Przełom nastąpił później, kiedy Izrael okrzepł jako państwo, a Holocaust zaczął przynosić pierwsze profity.

„W całostronicowym ogłoszeniu zamieszczonym w „New York Times” luminarze „przedsiębiorstwa holokaust”, tacy jak Elie Wiesel, rabin Marvin Hier i Steven T. Katz, potępili „negowanie holokaustu przez Syrię”.

Ogłoszenie krytykowało komentarz redakcyjny oficjalnego syryjskiego dziennika rządowego, w którym twierdzono, że Izrael „zmyśla historie o holokauście”, żeby „otrzymać więcej pieniędzy od Niemiec i innych zachodnich instytucji”. Niestety, syryjskie oskarżenie jest prawdą. Ironia jednak polega na tym — na co nie zwrócili uwagi ani syryjski rząd, ani autorzy ogłoszenia — że już same te historie o setkach tysięcy ocalałych stanowią rodzaj negacji holokaustu. Atak na Szwajcarię i Niemcy to tylko preludium do wielkiego finału:

potrząśnięcia Europą Wschodnią. Wraz z rozpadem bloku sowieckiego otworzyły się bowiem w tym byłym centrum europejskiego żydostwa kuszące perspektywy. Pod świętoszkowatym płaszczykiem troski o „znajdujące się w potrzebie ofiary holokaustu”, „przedsiębiorstwo holokaust” dąży do wyłudzenia miliardów dolarów od i tak zubożałych państw tego regionu. Zuchwałe i bezwzględne w swym postępowaniu, stało się też głównym podżegaczem antysemityzmu w Europie.

„Przedsiębiorstwo holokaust” uzurpuje sobie rolę wyłącznego prawowitego spadkobiercy wszystkich komunalnych i prywatnych majątków tych, którzy zginęli w czasie hitlerowskiego holokaustu. „Ustaliliśmy z rządem Izraela, że nie posiadające spadkobierców mienie powinno przypaść Światowej Organizacji d/s Restytucji Żydowskiego Mienia”, powiedział Edgar Bronfman kongresowej Komisji Bankowości. Posługując się tym „mandatem”, „przedsiębiorstwo holokaust” zażądało od państw byłego bloku sowieckiego zwrotu wszystkich przedwojennych żydowskich majątków lub wypłacenia odszkodowań.

Jednak w przeciwieństwie do spraw Szwajcarii i Niemiec, „przedsiębiorstwo holokaust” wysuwa te żądania bez nadawania im publicznego rozgłosu. Bo wprawdzie opinia publiczna nie przejawiała dotąd niesmaku wobec szantażowania szwajcarskich bankierów i niemieckich przemysłowców, ale mogłaby znacznie bardziej niechętnie odebrać szantażowanie biednych polskich chłopów. Również Żydzi, którzy stracili rodziny w czasie hitlerowskiego holokaustu, mogliby negatywnie zareagować na machinacje Światowej Organizacji d/s Restytucji Żydowskiego Mienia. Występowanie w roli jedynego spadkobiercy zgładzonych Żydów po to, by przywłaszczyć sobie ich mienie, mogłoby łatwo zostać odebrane jako rabowanie grobów.

Z drugiej zaś strony, „przedsiębiorstwo holokaust” nie musi w tym wypadku mobilizować opinii publicznej. Przy poparciu ze strony kluczowych przedstawicieli amerykańskich władz może łatwo złamać opór tych i tak wyczerpanych państw Europy Wschodniej.”*

Dlatego, jako Naród, powinniśmy dokonać rozliczenia zgłaszanych roszczeń. Przede wszystkim trzeba ustalić, o jakim to utraconym majątku jest mowa.

Pamiętamy przecież, że po Powstaniu Styczniowym konfiskacie uległo prawie 5000 majątków należących często dziesiątki pokoleń do polskich patriotów. Dobra te w przeważającej większości trafiły w ręce obywateli rosyjskich żydowskiego pochodzenia. Poza tym podczas zaborów donosiciele często bywali nagradzani majątkiem (częścią) swych ofiar.

Należy więc sprawdzić, ile z takich dóbr ma stanowić odszkodowanie.

Przecież kwota 65 mld dolarów, żądanych od Polski, nie bierze się z sufitu.

A więc przede wszystkim inwentaryzacja majątków.

Potem – sprawdzenie, w jaki sposób wszedł z posiadanie ostatnich właścicieli.

Bo jeśli była to nagroda za zdradę dążeń niepodległościowych Narodu, to raczej powinien być wystawiony rachunek za korzystanie z zagarniętego mienia.

Dziwnie jestem spokojny, że po takiej inwentaryzacji roszczenia „Przedsiębiorstwa Holocaust”   zmaleją, być może nawet o rząd wielkości.

Drugim krokiem, również niezbędnym, jest odliczenie nakładów na rzecz, poniesionych przez Państwo Polskie.

Przecież w 1945, po toczącej się na naszych ziemiach wojnie, należało odbudować kraj. Te nakłady, poniesione na rzecz znajdującą się w ruinie, stanowią wartość zmniejszającą roszczenia.

Ewentualnie, gdyby budziło to opór, należałoby dokonać wyceny wg stanu na dzień 1 marca 1946 roku.

I zamiast pałacyku czy kamienicy wyceniać kupę gruzu.

Taki bilans należy zacząć tworzyć już teraz, inaczej za parę lat jakiś następca Grossa, a może i on sam, zacznie rozpowiadać, że tak naprawdę Niemcy uderzyły na Polskę w 1939 roku po to, by pomóc Żydom, tępionych przez polskich nazistów.

Nie pokonamy „przedsiębiorstwa” chowając głowę w piasek i licząc na wiedzę historyczną społeczeństwa.

Prawnie natomiast musimy bezwzględnie przestrzegać obowiązującego w chwili śmierci ostatnich właścicieli prawa spadkowego. 

Prawo obowiązujące na terenie Izraela nie rozciąga się bowiem na resztę świata. Jeśli więc zgłoszą się faktyczni spadkobiercy, zwrot mienia musi być dokonany.

Ale zgodnie z prawem, a nie wg ad hoc ustalonych zwyczajów plemiennych!

Uczmy się od Żydów.

Odszkodowanie za mienie? Oczywiście  tak!

Ale…

 ______________________________

* Norman G. Finkelstein, Przedsiębiorstwo holocaust, str. 42