Pamięć o przełomowych wydarzeniach wiosny 1989 r., kiedy Polska i Polacy ponownie wybijali się na niepodległość, jest nie do przecenienia. Zachowując ją należy jednak pamiętać o historycznej prawdzie i nie lukrować pomadą obłudnych uśmiechów dwuznacznych okoliczności tego polskiego zwycięstwa. Zwycięstwa zmarnowanego dzięki nieudolności oraz kunktatorstwu tych spośród opozycjonistów, dla których ważniejszy od suwerenności państwa i demokracji był udział w sprawowaniu władzy wspólnie z komunistami.

Kiedy w 1918 roku Polska odzyskiwała niepodległość przed Polakami stanęło trudne zadanie zjednoczenia ziem rozdrapanych przed wiekiem przez trzy różne państwa i zespolenia w jednolity organizm ludzi nasiąkniętych różnymi tradycjami i nawykami. Dzięki jednoznaczności postaw większości społeczeństwa wykonanie tego zadania się powiodło i to w krótkim czasie niespełna dwudziestu lat. Bo pamiętać należy, że jeszcze przez trzy lata ówczesna Rzeczpospolita musiała się zmagać z agresorami prawie na wszystkich swoich granicach. Polacy tamtego pokolenia nie zmarnowali szansy i odnieśli bezdyskusyjny sukces. Znana maksyma mówi, że historia jest nauczycielką życia. Okazuje się, że nie zawsze. Pokolenie Polaków drugiej połowy XX w. nie wyciągnęło z niej wniosków i nie umiało równie skutecznie poradzić sobie z podobnym jak w 1918 roku wyzwaniem w roku 1989.

Okrągły stół i ustalone przy nim przywrócenie demokratycznych mechanizmów funkcjonowania państwa polskiego były efektem paktów, zawieranych wcześniej w magdalenkowych salonach komunistycznego MSW. Komuniści zdawali sobie sprawę, że władzy raz zdobytej… nie utrzymają już samodzielnie. A całkiem oddać jej nie chcieli. Korumpując część działaczy opozycji, przy wykorzystaniu jako parawanu naiwności części ludzi Kościoła, chcieli tak podzielić się wymykającą się im z rąk władzą, aby nadal kontrolując wszystko, odpowiedzialnością obciążyć dotychczasową opozycję. I nie ma co ukrywać, na wiele lat im się to udało. To najlepszy dowód, że w powiedzeniu „zgniły kompromis” bywa często wiele prawdy.

Ludzie opozycji, ci bardzo szlachetni, ale także ci, którzy w aktach bezpieki figurowali jako współpracownicy nierzadko przez wiele lat, do przejęcia władzy nie byli kompletnie przygotowani. Tymczasem wielu z nich ta władza już zapachniała… władzą.

Okrągłostołowe pakta dotyczące zachowania w rękach junty komunistycznych twórców stanu wojennego resortów siłowych, obrony narodowej (Florian Siwicki), spraw wewnętrznych (Czesław Kiszczak) oraz rzuceniu do stóp szefowi junty Wojciechowi Jaruzelskiemu, agentowi sowieckiej Informacji Wojskowej LWP, najwyższej przywracanej godności i urzędu czyli prezydentury Państwa Polskiego, być może były konieczne podczas wznoszenia toastów w Magdalence. Być może jeszcze nawet podczas przymilnych układanek i umizgów w trakcie posiedzeń przy owym okrągłym stole. Ale 4 czerwca znokautował tę konieczność. Niestety, ówczesna opozycja nie umiała i zdecydowanie nie chciała tego nokautu wykorzystać.

Dzień 4 czerwca pokazał, że magdalenkowo-okrągłostołowe układy należało jak najszybciej zerwać. Bo społeczeństwo właśnie wtedy pokazało czerwonemu diabłu czerwoną kartkę. Nie tylko przez sam fakt masowego poparcia kandydatów „Solidarności” w częściowo wolnych wyborach parlamentarnych. Ale przede wszystkim przez demonstracyjne wręcz skreślenie tzw. listy krajowej, której blokiem komuniści mieli zagwarantować sobie utrzymanie liczebnej przewagi w Sejmie. Salomonowe nadinterpretacje, że skoro lista przepadła w pierwszej turze, to może być głosowana w drugiej, przy cichym przyzwoleniu na te manipulacje przez zaskoczoną sukcesem a skorumpowaną nadziejami na owoce władzy opozycję, pozwoliły komunistom odnieść to zwycięstwo, choć z perspektywy lat przyznać trzeba, że 4 czerwca był dla nich zwycięstwem pyrrusowym. Niestety, dla opozycji także.

Nawet ci najbardziej znani z pierwszych stron gazet i ekranów telewizorów opozycjoniści błyskawicznie przepoczwarzyli się w politycznych kunktatorów. Natychmiast zaczęli strofować społeczeństwo, aby… nie drażnić przegranych a nadal groźnych komunistów. Czy uważali, że komuniści ponownie wyprowadzą czołgi i pałkarzy na ulice? Zatem dlaczego pozwolili im zachować władzę nad czołgami i pałkarzami?

To natychmiastowe wejście wielkich opozycjonistów w buty i rolę usłużnych współpracowników komuny widoczne było nawet w małych prowincjonalnych miasteczkach. Kiedy członkowie Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” Ziemi Wadowickiej wywiesili 5 czerwca transparent z napisem „4 czerwca – Myśmy wygrali. 18 czerwca – Towarzysze grają dalej”, natychmiast rozdzwoniły się telefony od Bronisława Geremka, Jacka Kuronia, Adama Michnika i wielu pomniejszych żyrantów okrągłostołowych umizgów. Zalecenia były krótkie… i żałosne. „Ściągnąć transparent. Nie drażnić…”.

Jak widać, dla komunistów wtedy nawet jeden transparent był groźny. Zatem wymuszono usuniecie tego transparentu na działaczach KO”S”ZW, rozgoryczonych poleceniem, choć… rozradowanych wyborczym sukcesem. Sukcesem, który przez okrągłostołowych „ludzi honoru” nie został w żaden sposób skonsumowany dla dobra Polski i Polaków. Bo przecież starali się równać do „ludzi honoru”, z którymi umówili się na dozgonny podział wpływów przy okrągłym stole. A nie na prawdziwą demokrację i suwerenność Rzeczypospolitej.

Dopiero po dwóch latach, w grudniu 1991 roku powołano pierwszy antykomunistyczny rząd Rzeczypospolitej, pod kierownictwem Jana Olszewskiego. Kiedy kilka miesięcy temu chowany był z najwyższymi honorami przypomniano, że to właśnie dopiero on i jego gabinet postawił jasno sprawę realnej suwerenności Polski. Wbrew ówczesnemu prezydentowi, już nie Jaruzelskiemu, ale Wałęsie. Niestety działania tego właśnie prezydenta ponownie cofnęły czy przynajmniej wstrzymały czas przemian i przywracania normalności w Rzeczypospolitej. Zapłacił za to on sam, kiedy sromotnie przegrał z chorym na „filipińską chorobę” politykiem czerwonych „ludzi honoru” Aleksandrem Kwaśniewskim. On, legenda „Solidarności” i laureat pokojowego Nobla, (mimo, że już wtedy znane były zarzuty o „bolkostwo”), przegrał z mało znanym lewackim towarzyszem od sportu, co to nigdy sportu nie uprawiał. Czy ten demokratyczny upadek też był zagwarantowany przy magdalenkowym „okrągłym stole”, czy był tylko zgniłym owocem nieudolności w wykorzystaniu owoców zwycięstwa?

To błędy popełnione przez opozycjonistów ufających czerwonemu diabłu w Magdalence i trwających w tej ufności po 4 czerwca, spowodowały, że Polska z pozycji lidera demokratycznych przemian w Europie znalazła się na szarym końcu beneficjentów prawdziwej demokracji i wolności.

Do Unii Europejskiej wprowadzali Rzeczpospolitą postkomuniści i ci spośród opozycjonistów, którzy po 4 czerwca nie chcieli ich drażnić, do NATO to samo towarzystwo, choć w nieco odwróconym układzie. Przeciwstawić się nie mogli, bo była to realizacja rzeczywistych oczekiwań Polaków. Ale nie umieli tego uczynić godnie i z klasą. W efekcie do dzisiaj pozostaje niesmak, że robili to na klęczkach. Wielu z nich nadal nie dostrzega w tym nic zdrożnego, bo nie potrafią zrozumieć, że Polska i Polacy zasługują na prawdziwą podmiotowość, a nie na traktowanie przedmiotowe. Że mamy prawo żądać od Wspólnoty Europejskiej poszanowania naszych tradycji i praw, bo wcześniej byliśmy obrońcami wolności, niż wiele pouczających nas dzisiaj państw. Że mamy prawo oczekiwać gwarancji bezpieczeństwa od NATO, bo stanowimy jego ważny element nie tylko na wschodniej flance i lepiej od innych znamy realia płynących ze Wschodu zagrożeń.

Dla Polaków Świętem Wolności i Solidarności powinien być 31 sierpnia. Bo wtedy zwycięstwo nie było pyrrusowe. To właśnie owocem tamtego dnia była autentyczna wiara i obudzenie narodowej świadomości, pozwalające przystąpić do realizacji marzeń o ponownym wybiciu się Polski i Polaków na suwerenność i demokrację. 4 czerwca był tylko tego owocem. Niestety, dzięki układom „ludzi honoru” z „ludźmi honoru” znacząco zepsutym i zmarnowanym.

Autor: dr hab. Józef Brynkus
Poseł na Sejm RP VIII kadencji, profesor w Katedrze Edukacji Historycznej UP Kraków. Autor ponad 90. artykułów naukowych w różnych  językach. Członek sejmowych komisji: KENiM oraz KOŚZNiL. Członek Polskiego Towarzystwa Historycznego i Polsko-Czeskiego Towarzystwa Naukowego.