Na temat powołanego przeze mnie zespołu do spraw Dialogu Międzykulturowego i Międzyreligijnego narosło mnóstwo mitów. Tak jak rok temu ktoś koniecznie chciał przypiąć nam łatkę rasistów, tak dzisiaj – być może ten sam ktoś – chce nazywać nas islamofilami. Komu na tym zależy i na czym tak naprawdę zależy nam? (Czytaj więcej)

Kiedy zaczynaliśmy dyskusję na temat referendum w sprawie odgórnie narzuconym kwotom relokacji „uchodźców” (cudzysłów, bo to zwykli emigranci-beneficiarze i bandyci), słyszeliśmy, że jesteśmy rasistami. Czy naprawdę tak było? Jak w każdym dużym środowisku, na pewno i wśród nas byli i są ludzie oceniający drugiego przez pryzmat koloru skóry, obyczajów kulinarnych, języka. Zdecydowana większość nie była za tym, żeby wydalać z Polski lekarzy pochodzenia syryjskiego, arabskich programistów, muzułmańskich kucharzy. Chcieliśmy po prostu ochronić nasze rodziny przed wydarzeniami, które miały miejsce we Francji i Niemczech. Ideą była ochrona, a nie atak. Udało się: mimo że nie zebraliśmy wystarczającej liczby podpisów, mimo mętnych deklaracji PiS, Polska nie przyjęła „uchodźców”. Takie są fakty. A my nie jesteśmy rasistami i islamofobami, tylko ludźmi trzeźwo chodzącymi po ziemi, umiejącymi przewidywać konsekwencje zdarzeń i dbającymi o spokój w Ojczyźnie.

Jeśli chodzi o zespół, który wzbudził tyle kontrowersji. Zacznę od tego, kogo brakowało przy stole: przedstawicieli Izraela, Syrii, Turcji i polskiego MSZ. Niczego nie sugeruję.

Bliski Wschód to dla nas ogromna szansa, kilkukrotnie w historii zmarnowana, ale wciąż aktualna. Może nawet teraz bardziej niż kiedyś. Dlaczego? Jesteśmy tam świetnie kojarzeni. Bejrut, Damaszek i Bagdad budowały przecież polskie firmy budowlane. W Libanie nie ma kilometra torów kolejowych, ale stoi kupiony od Polaków trzydzieści lat temu pociąg, bo chcieli mieć tak jak my kolej. W Polsce wykształciło się i czasem wciąż mieszka i pracuje setki albo i tysiące arabskich lekarzy, architektów, kupców, finansistów, informatyków. W samym tylko Libanie wciąż jest przekonanie, że polskie wojsko chroni ich północ (decyzją Sikorskiego od lat już tam nie ma polskiego kontyngentu). W tym kraju jest specjalna strefa humanitarna obsługiwana przez Polską Akcję Humanitarną i Caritas. W sercu Bejrutu stoi pomnik Jana Pawła II na pamiątkę pielgrzymki, podczas której muzułmanie i chrześcijanie wspólnie się modlili.

Dla całego Bliskiego Wschodu Polska jest definicją wolności – nie tylko w kontekście Solidarności, ale np. wspierania Palestyny i jej walki o niepodległość. Co ciekawe, Kiejkuty wcale nie rzucają cienia na te relacje, bo – o ile się zorientowałem – są one przez nich traktowane tak jak „polskie obozy”. Oni doskonale wiedzą, że to nie Polacy torturowali zakładników. Polska kojarzy im się z wolnością i dumą, siłą. Wiedzą, że jesteśmy jednym z nielicznych europejskich państw, które nie mają bagażu kolonii zamorskich, a z drugiej strony jesteśmy narodem, który umie powiedzieć całej Europie „NIE! Nie chcemy uchodźców!”. I Bliski Wschód to szanuje. Bo też nie chce uchodźców jak większość państw, albo zmuszony – jak Liban – traci już oddech i jest na granicy wybuchu.

To jeśli chodzi o tło. A teraz po co jest ten zespół. Powiem od serca: byłem w Libanie, w Palestynie, w Izraelu. Jasna cholera mnie bierze, że nie istniejemy tam jako państwo. Jesteśmy ideą, wizją, dalekim przyjacielem – ale mięso w sklepach jest francuskie, owoce hiszpańskie, chemia niemiecka. Tymczasem oni naprawdę chcą z nami rozmawiać, tylko od lat, wielu dekad nie znajdują partnera, który by chciał to zrobić tak, jak w tamtej kulturze jest przyjęte. Jeśli do europejskiego inwestora przyjdzie dwóch producentów gwoździ, to wybierze po prostu tańszego, albo tego, który da mu w kieszeń. Jeśli ci sami producenci przyjdą do inwestora arabskiego, to ten będzie w ogóle rozmawiał tylko z tym, którego zna. Z którym wypalił sziszę i zjadł obiad. Z tym, któremu ufa. Stąd gesty takie jak ten (czytaj wpis). Tylko niestety – w Polsce nikt tego nie umiał, albo nie chciał właściwie odczytywać.

Co chcemy? Nasłuchałem się już bredni o synkretyzmie itp. Świat arabski liczy się tylko z silnymi. Dlatego ma w poważaniu zdemontowane moralnie Niemcy i Francję. Liczy się z jednorodną, dumną, chrześcijańską, ale nieksenofobiczną Polską. Mistrz Dialogu – Jan Paweł II – jest dla nich wzorem. W kwestiach religijnych nie będzie nigdy porozumienia: albo Chrystus jest Bogiem, albo nie jest. Tutaj nie ma pola do ustępstw dla żadnej ze stron. Tym niemniej patrząc na historię I Rzeczypospolitej, ale i dzisiejszą Polskę, religie mogą obok siebie funkcjonować w przyjaźni, alboc o najmniej tolerancji. Mogą. Jeśli będą się wzajemnie szanowały. A szacunek to jest zdecydowanie coś innego niż dzisiejsza relacja np. między judaizmem i chrześcijaństwem. Jesteśmy w kontakcie z Episkopatem, dialog teologiczny jest i będzie prowadzony przez największe autorytety. My, politycy, działacze społeczni, będziemy wyłącznie obserwatorami, „pomagaczami” jeśli zajdzie potrzeba.

Tyle jeśli chodzi o Spirit. Czyli jedną z trzech „nóg” projektu. Dwie pozostałe to Human i Technology. Human oznacza konieczność zbliżenia się kultur, jeśli ma dojść do zdrowej, niekonkurencyjnej współpracy. Musimy się znać, żeby sobie nie zrobić nieplanowanej przykrości. NIE! Nie chodzi o sprowadzanie setek muzułmanów, żeby zobaczyli naszą kulturę i wysyłanie setek dziewcząt, żeby zobaczyły tamtejszą. Chodzi o misje handlowe, o wymiany handlowe na poziomie gwarancji rządowych, o coś w stylu targów (tam są nieco inne realia jeśli o to chodzi – jak wspominałem wyżej). O proste ułatwienie kontaktów, bo dzisiaj zdecydowana większość przyjeżdżających do Polski biznesmenów z Bliskiego Wschodu ma wizę francuską lub niemiecką, a nie polską. Bo tamtejszą dostają na trzy lata bez ceregieli, a polską dostają na tydzień-dwa. Jakby nasi urzędnicy mieli zaćmę i udawali, że nie istnieje Strefa Schengen.

Wreszcie biznes. Bliski Wschód ma pod dostatkiem tylko piasku i ropy. Wszystko inne jest deficytowe. Wyrzucane przez polskich sadowników jabłka są tam drogim rarytasem, a wołowina i drób płynie kontenerowcami z Francji. W sytuacji kiedy tak naprawdę skończyło się unijne źródełko i polska budowlanka leży na macie, tam jest ciągły rynek. Po zaprzysiężeniu Trumpa Syria lada miesiąc będzie się zabierała do odbudowy. Można oczywiście jęczeć, że Amerykanie i Rosjanie podzielą rynek między siebie, ale… gdzie siadają do stołu giganci, tam i sprytny mały się naje. Tylko musi być gotowy, znać oddźwiernego i obyczaje domu.

Taki jest ogólny zarys tego, co chcemy. Jeśli ktoś ma jakieś pytania, wątpliwości: bardzo proszę, jestem do dyspozycji. Byle merytorycznie, bo jako rasista i islamofil w jednym lubię wyłącznie konkretne rozmowy.

Autor: Paweł Skutecki
Poseł Kukiz’15 na Sejm RP

#GermanDeathCamps