Protesty przeciwko zmianom na lepsze w polskim sądownictwie mają osobliwą cechę w całym kraju. Także w Wadowicach. Tu wieczorami, o określonej porze – moim zdaniem nie bez powodu – przed budynkiem miejscowego sądu spotyka się grupka kilkunastu lub kilkudziesięciu osób. Prawie zawsze te same twarze. Czy to światli i humanitarni prawnicy oraz najuczciwsi obywatele, pretendujący do miana liderów moralności i etyki? Można wątpić.

Nic o tym spędzie nie wiedzielibyśmy, a warto, bo to bój o ideowy wizerunek Wadowic, a nie tylko o zachowanie patologii w sądach, gdyby nie dobrodziejstwa współczesnej technologii – transmisje internetowe na żywo. Z tych relacji wiemy też, kto kim jest i jakie poglądy prezentuje.

Od kilku spotkań wśród obrońców patologii w sądach jest burmistrz Wadowic, Mateusz Klinowski, resortowy wnuczek, który nie zasypia gruszek w popiele, ale z czujnością rewolucyjną już rozpoczął swą kolejną kampanię wyborczą.

Są dawni działacze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (znanej także jako Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji) oraz nieco późniejsi radni namaszczeni przez spadkobiercę PZPR, Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Wśród zebranych są także pracownicy i zarządcy niektórych komunalnych spółek i instytucji, bo przecież stracony jest dzień bez podlizywania się mocodawcy.

Są wśród nich funkcjonariusze byłych komunistycznych służb, którzy pałkami i intrygami kształtowali niegdyś „właściwy” wizerunek Polski Ludowej i stosunki społeczne w papieskim mieście.

Są tzw. ludzie z towarzystwa i działacze kulturalni, co to „robili dobrze” sekretarzom i włazili bez wazeliny esbekom, albo „tylko” pili z nimi gorzałkę i ustalali jak ma wyglądać Polska po formalnym oddaniu władzy przez komunistów.

Głos podczas wieczornych sabatów zabierają ludzie zarejestrowani jako Tajni Współpracownicy Służby Bezpieczeństwa, jak np. „Benedykt” czy „Orzech”.

Są – tylko niektórzy, jak hydra podnoszący głowę – zasłużeni w infiltrowaniu oraz dezintegrowaniu Solidarności i opozycji, w niszczeniu społeczeństwa obywatelskiego w Wadowicach.

Są ludzie, którzy składali fałszywe zawiadomienia o przestępstwach, które nie zaistniały, bo rzekomo ktoś w sposób nieuprawniony zapoznał się z informacjami o nich znajdującymi się w IPN. Powinni się cieszyć, że na razie nikt o tych informacjach jeszcze głośno w mieście nie powiedział. Bo jak się to stanie, a będzie tak niebawem,spadną z cokołów, na które się fałszywie wdrapali. Tymi zawiadomieniami angażowaliwymiar sprawiedliwości do prób zastraszania mówiących prawdę współobywateli. I w ten sposób sami popełniali przestępstwo.

Czy dzisiaj oni wszyscy są obrońcami sądów?

Nie! Są obrońcami postkomunistycznych patologii wymiaru sprawiedliwości.

Wśród mówców błysnął – jak coś posypane brokatem – burmistrz Mateusz, wygłaszając farmazony o swoim wydziałowym „koleżeństwie” z Prezydentem RP. Z tym jego koleżeństwem jest tak, jak z Wanią, który wygrał w Leningradzie samochód. W rzeczywistości Wania nie wygrał, ale mu ukradli i nie w Leningradzie, a w Erewaniu i nie samochód a rower.

Klinowski, mówiąc o pracy na uczelni, nie zająknął się nawet, że właśnie wskutek fiaska wątpliwej kariery naukowej (kilka czy kilkanaście artykułów na temat penalizacji „maryśki” i innych produktów halucynogennych, oraz wątpliwej jakości książeczka o logice w prawie – pożal się Boże z taką logiką) musiał „pójść w samorząd”.

Przy okazji swego jałowego bajdurzenia burmistrz zarzucił premier Beacie Szydło „krew na rękach” wskutek braku walki rządu z zanieczyszczeniem środowiska. Bo on, ekolog, walczy „czynnie” – (krytykując np. słynne dymy z wadowickich piekarni) i nic innego nie proponując (np. opór wobec BDI, która rozładowałaby korki w mieście, brak obwodnicy, zatkanie ulic: Spółdzielców i Wolności na skutek pomysłu woonerfa).

Ale Klinowski, jak przystało na mistrza retoryki i logiki – jego miary – sypnął się w swej przemowie zdrowo, przyznając, że jego manewry zmierzające do zmiany herbu Wadowic są zakamuflowaną antykatolicką ofensywą. Herbu się nie udało zmienić na skutek ogólnopolskiego hejtu, więc zmienia wizerunek miasta za pośrednictwem logo. Tradycyjny i obowiązujący herb miasta nazwał przy tym bohomazem. No cóż, to nic nowego. Niegdyś jeden z jego – jak się wydaje, dziś już byłych – przyjaciół, nazywał podobnie wizerunek Chrystusa.

Burmistrz jest w swej retoryce jeszcze „lepszy”, gdy flagę Wadowic określa – podobnie jak niektórzy inni zgromadzeni – flagą watykańską i zgadza się na zastąpienie jej na budynku magistratu flagą unijną. Nieuctwo i hucpa biją rekordy. Flaga Wadowic jest podobnie jak herb symbolem miasta. Wbrew twierdzeniom burmistrza i jemu podobnych „oświeconych” nie ma związku z Watykanem.

Ale flagę unijną burmistrz obiecał na urzędzie wywiesić, choć wcześniej tego nie robił, bo jak przyznał, bał się prowokować. Kogo? Ludzi. Mieszkańców gminy. Tak, jakby owi mieszkańcy nie wiedzieli, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej.

No cóż, niech wywiesza – jak chce  unijną flagę. I niech wie, bo na pewno tego nie pamięta przy tym, bo i skąd miałby to wiedzieć, że dwanaście złotych gwiazd na niebieskim tle to korona Matki Bożej – patronki Zjednoczonej Europy. Bo taka jest symbolika Unii, której jeszcze żaden „herbowo-flagowy poprawiacz” nie spierniczył.

Jednak dobrze rokuje to zmianom w polskim sądownictwie, gdy obecnego jego stanu „bronią” przed zmianami na demokratyczną normalność takie „ałtorytety”.

Zmiany w sądownictwie będą, bo być muszą. To ważna, choć jeszcze nie jedyna, trwająca w postkomunistycznym skostnieniu grupa i struktura, której przemiany demokratyczne po 1989 roku w żaden sposób nie naruszyły. Zdaniem co bardziej naiwnych, środowisko prawnicze miało się „oczyścić” samo. Tymczasem stało się dokładnie odwrotnie. Dawni komunistyczni sędziowie, adwokaci i prokuratorzy skazili złymi nawykami oraz oligarchicznymi układami wielu swoich następców.

Kolejne rządy Unii Demokratycznej, Unii Wolności, Sojuszu Lewicy Demokratycznej czy Platformy Obywatelskiej i ich wszelkiej maści przystawek tylko petryfikowały ten stan. A na dodatek demolowały prawo, przerabiając i doraźnie poprawiając komunistyczne ustawodawstwo, zamiast wdrażać demokratyczne standardy. Nawet porządnej konstytucji nie potrafiono uchwalić, wmawiając ludziom, że wystarczy dokonany w 1997 r. lifting starej stalinowskiej ustawy zasadniczej.

To także dlatego Polska przestała być uznawana na świecie za lidera demokratycznych przemian. To stąd patologie w wymiarze sprawiedliwości, a ludzkie oczekiwanie na sprawiedliwe wyroki jest przysłowiowym czekaniem na Godota.

Jest wielu uczciwych prawników. Nie przychodzą na wieczorne konwentykle pod gmachem sądu. Czekają na zmiany, bo wiedzą, że ustawowa i instytucjonalna normalność jest polskiemu wymiarowi sprawiedliwości potrzebna, jak ziemi deszcz i słońce. Normalni zwykli obywatele też na to czekają.

Autor: dr hab. Józef Brynkus
Poseł na Sejm VIII kadencji, wybrany z Ruchu Kukiz’15 w okręgu 12 (małopolska zachodnia, powiaty: myślenicki, wadowicki, suski, chrzanowski, oświęcimski). Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Doktorat otrzymał za rozprawę: Bohaterowie dziejów ojczystych w podręcznikach szkolnych XIX wieku. Habilitację uzyskał w 2014 roku za całokształt dorobku, w którym wyróżniają się prace poświęcone tożsamości i świadomości historycznej Polaków i historii komunistycznej Polski. Wygłosił kilkadziesiąt referatów na polskich i międzynarodowych konferencjach naukowych (m. in. w Berlinie, Ostrawie i Preszowie). Wydał ponad 80 publikacji naukowych (niektóre jako współautor) w języku polskim, angielskim, niemieckim i francuskim. Spośród  nich najcenniejszą jest książka wydana w 2013 r.: Komunistyczna ideologizacja a szkolna edukacja historyczna. Praca ta stawia w zupełnie nowym świetle edukację historyczną w Polsce Ludowej i same dzieje tego państwa, co spowodowane jest przywołaniem w niej dotąd nieudostępnianych źródeł historycznych. W Katedrze Edukacji historycznej zajmuje się  przygotowaniem nauczycieli do pracy w szkole. Prowadzi liczne prelekcje dla młodzieży szkolnej i różnych środowisk, w których odsłania mechanizmy funkcjonowania Polski Ludowej. Tematyka publikacji dra hab. Józefa Brynkusa m. in. dotyczy: roli jednostki w dziejach, wizji bohaterów dziejów polskich i powszechnych w edukacji historycznej oraz popularyzacji dziejów, kształtowania tożsamości i świadomości narodowej, historycznej oraz społecznej Polaków przez edukację historyczną i inne procedury upowszechniania wiedzy o przeszłości w okresie od XIX do XXI wieku, doskonalenia procesu nauczania historii, metodologii historii i historiografii oraz dziejów komunizmu w Polsce Ludowej.

Źródło: strona poselska poselbrynkus.pl