Wiosna idzie… wieloryby wracają. Dlaczego wieloryby? Otóż nadszedł moment kiedy 99,99 % kobiet otwiera szafę i stwierdza że nie dość że nie ma co na siebie włożyć, to to co ma na wieszakach jakieś bezczelne bydle pozszywało zmniejszając o rozmiar.

Stwierdziłam i ja. Zebrałam się w sobie i ruszyłam na ciucholand co by znaleźć jakieś gacie. Nazbierałam z wieszaków kilka par galot i wkroczyłam do przebieralni. I teraz taka mała uwaga… posiadam w domu lustro, posiadam żeby nie było że nie. Ale ja dbając o swój spokój psychiczny mam lustereczko w którym widać jeno moją facjatę i to też odpowiednio oświetloną co by „niedoprasowań” na pysku mym nie było widać, natomiast w przymierzalni lustro gabarytów takich było że słoń spokojnie mógłby zrobić pozycję „jaskółki” a i tak zobaczyłby swoją piętę. Słoń… no właśnie… Stoję ci ja przed tym zwierciadłem wielkości boiska piłkarskiego i wbijam się w gacie. Zadek mi się zmieścił, zamek zapięłam, spojrzałam na swoje odbicie i…

– Ja pierdziu… ale kaszalot!!! – wyrwało mi się na głos.
I w tym momencie słyszę z drugiej przymierzalni:
– Witam w oceanie… z tej strony waleń.

Wierzcie mi… panie ekspedientki nie bardzo wiedziały o co chodzi dwóm idiotkom o rozmiarach mocno odbiegających od 38, które wylazły z przebieralni i ocierały łzy kwicząc ze śmiechu. Wiadomo… wiosna idzie… wieloryby na szopping wypłynęły.