Afera „redaktora” Mazurka wymaga jednak reakcji człowieka, który kiedyś był – przez moment – w Sejmie (cała VIII kadencja) i był zapraszany – no nie na libacje z dziennikarzami, nie na spotkania towarzyskie, ale na oficjalne audycje w mediach. Rzadko, bo rzadko – jednak.

Dlaczego rzadko? – bo w tych wywiadach zawsze zachowywałem niezależność i dziennikarze mieli świadomość, że dla uprawianej przez nich, nie tylko medialnie polityki, ale faktycznej, na nic się im moja rzeczowa wypowiedź nie przyda.

Piszę tu o sobie. Ale ten stan frustracji., wynikający z mojej rzadkiej obecności w mediach, rekompensowały mi spotkania na ulicy z ludźmi. Często spotykałem się z osobami, które reagowały na to co mówiłem. Z tych momentów utkwił mi epizod, gdy w Wadowicach para turystów z północy Polski rozpoznała mnie na ulicy i podziękowała za wypowiedź w audycji u Klarenbacha dotyczącą rzeczowej oceny roli Wałęsy w polskiej historii.

Kilka przykładów z mojej niezależnej historii medialnej:

1. dziennikarka Radia Zet zaprasza mnie na wywiad, ale nie po to, by usłyszeć co mam do powiedzenia, tylko wygłosić swoje poglądy. Te jej tyrady trwają dość długo i ja wtedy ostentacyjnie spoglądam na zegarek. Pani dziennikarka zadowolona, że może mi dokuczyć zwraca się do mnie z pytaniem: pan poseł się gdzieś spieszy?? I moja odpowiedź wprowadza ją w konsternację, ale jednocześnie sprawia, że już nigdy do Radia Zet mnie nie zaproszono. Odpowiadam po prostu, że chciałbym mieć tyle samo czasu na wypowiedź ile ona ma na zadanie pytania.

2. Inna podobna sytuacja – jestem zaproszony do pewnej telewizji i już po audycji, która wykazuje żenujące merytoryczne przygotowanie dziennikarki, zwracam się do niej z pytaniem: dlaczego podejmuje Pani takie trudne problemy? Wcale nie chciałem powiedzieć, że jest głupia, tylko, że to są zagadnienia dla specjalistów – chodziło o ustawę o IPN-ie. Pani dziennikarka nie tylko, że poczuła się oburzona, ale też zadzwoniła ze skargą do biura medialnego Kukiz’15 w Sejmie.

3. O bliskich „zażyłościach” między dziennikarzami a politykami świadczy także fakt pewnej audycji w telewizji Polsat. Rzecz dotyczyła „Solidarności”, narodzin tego ruchu i związku oraz Wałęsy. Jesteśmy obecni: ja i Stefan Niesiołowski – wówczas jeszcze ulubieniec POpapranych i sprzyjających im mediów/dziennikarzy. Niesiołowski bredzi androny, broni TW Bolka i gada generalnie nie na temat, a przy tym niezwykle wulgarnie. Co robi pani dziennikarka?? Zwraca się do niego cały czas – per panie profesorze. A temat historyczny. Niesiołowski jest profesorem, ale od muszek, a nie historii. Ale przez ten sposób zwracania się Niesiołowski jest dowartościowywany, a pani dziennikarka głaszcze Niesiołowskiego, bo ten gada, tak jak ona chce. Nie wytrzymuję więc i przypominam Niesiołowskiemu jego zmianę nazwiska a także postawę podczas przesłuchania, gdy go aresztowano, gdy zakapował nawet swoją narzeczoną. Oboje wspólnie: Niesiołowski i dziennikarka „skaczą na mnie”. I tak kolejne media mnie ignorują.

4. Żeby nie było, że przytaczam przykłady tylko mediów sprzyjających obecnej POpapranej opozycji, to przykład z mediów sprzyjających PiS. Moja rzetelność i bezpretensjonalność do pewnego momentu nawet im pasowała, ale gdy pewną gwiazdę dziennikarstwa telewizji publicznej spytałem, czy nadal zgadza się ze stwierdzeniem posła Andruszkiewicza, że posłowie opowiadający się przeciw ustawie o IPN-ie to wycieraczki, a było to wtedy, gdy PiS zmieniał zdanie w kwestii tej ustawy, to skończyła się moja „kariera’ medialna u tego dziennikarza.

Zażyłość między dziennikarzami a politykami widać było i nadal tak jest choćby w tym, że jedzą wspólnie kolacje, poklepują się po plecach itd. Przykład takiej zażyłości to relacje obecnego wicemarszałka Senatu Kamińskiego z pewnym dziennikarzem z TVN-u. Sam byłem tego świadkiem i parę innych osób. I niestety oburzenie na redaktora Mazurka nic tu nie da.

Poza tym uważam, że Mazurek na imprezie z okazji swoich urodzin skorzysta. A teoretycznie stracą (??) posłowie, którzy na niej byli. Teoretycznie. Bo byli oni na tej imprezie także po to, by potwierdzić, że godzą się na wiele, byleby w mediach zaistnieć. I dziennikarze im to zapamiętają.

Foto na zasadzie prawa do cytatu za portal Donald.pl

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.