Nie wiem czy jest jakaś w Polsce uczelnia publiczna, która opracowała zasady korzystania przez studentów ze sztucznej inteligencji. Jest tzw. Jednolity System Antyplagiatowy mający wychwytywać plagiaty. dziurawy jak przysłowiowy ser szwajcarski. Protestowałem przeciwko jego wprowadzeniu za rządów w nauce i szkolnictwie wyższym Jarosława Gowina. Wskazywałem, że jest to narzędzie nie umożliwiające zweryfikowanie oryginalności pracy dyplomowej. Nic to, PiS, obawiając się wyjścia z koalicji tzw. Zjednoczonej Prawicy posłów wysokiego, bo mnie wielkiego Jarosława, zaakceptował jego rozwiązanie. Kilkakrotnie pisałem o tym, że nie obejmuje on weryfikacji prac dyplomowych np. z zakresu studiów podyplomowych – także minister Przemysław Czarnek nie zareagował. Kolejne afery w szkolnictwie wyższym niczego rządzących tym obszarem nie nauczyły. Bo znajomi królika z tego korzystają.

Teraz jest kolejny problem – sztuczna inteligencja. Oczywiscie nie można jej zablokować, choć czynienie z niej narzędzia wszechmocnego jest sporym nadużyciem. Człowiek musi ją kontrolować w każdym elemencie. Także w zakresie korzystania z niej przy pisaniu prac dyplomowych. Uczelnie powinny to rozpatrywać w kategorii przede wszystkim nieuczciwego zapożyczenia przez nią dorobku innych osób. Sztuczna inteligencja nie wskazuje na źródło pochodzenia podawanych przez nią danych. I o tym studenci powinni wiedzieć, bo inaczej będą oskarżani o kradzież intelektualną.

Drugi problem to grupowy charakter seminariów magisterskich. Powinno się położyć na ich indywidualizację. Niestety tak nie jest.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.