Jeśli ktoś twierdzi, że rozmowy PiS z PSL są po to, by postraszyć Ziobrę, to moim zdaniem się myli. Są po to, by postraszyć Gowina. W jego Porozumieniu jest kilku posłów zdecydowanych opuścić go, gdyby duży Jarek „przegiął” z programem względem UE, a PiS próbował go postawić do pionu. Część ludzi z Porozumienia jest też kupiona stołkami dla rodzin i innymi fruktami. Przecież nawet Guta-Mostowego można postraszyć pełnym zamknięciem hoteli i stoków narciarskich, poszukać też branże, w których ma udziały i je zamknąć. Ziobry nie da się wystraszyć ze względu na posiadane przez niego akta i tym, że naprawdę dość spora grupa posłów PiS ma takie samo zdanie jak on co do polityki unijnej.

W sieci pojawiają się głosy, a nawet niektórzy twierdzą, że Ziobro może zdyskredytować Morawieckiego i go zdystansować. Z tym „uwaleniem” Morawieckiego bym nie przesadzał, już by to zrobił, gdyby chciał, a przede wszystkim byłoby mu wolno. Wystarczy kilka przecieków do mediów, niekoniecznie polskich. Mogą być zagraniczne, potem polskie – albo polskojęzyczne to przechwytują i robi się afera, po której Morawiecki nie ma wyjścia – podaje się do dymisji. Ale Ziobro wie, że nie odzyskał jeszcze – nie tyle zaufania – co wsparcia Kaczyńskiego. Kaczyński – nawet po skompromitowaniu Morawieckiego może nie chcieć poprzeć Ziobry. W kolejce są jeszcze Brudziński, Błaszczak, Kamiński, a w II szeregu młode wilczki: np. Duda (nie-prezydent), Schreiber, itd., którymi też Kaczyński może sterować.

Wracając zatem do meritum Ziobro nie wyleci z rządu, a zmieni stanowisko Morawiecki. Poza rządem posłowie Solidarnej Polski na razie nic nie mają. Trzeba jeszcze tzw. pandemię wydoić.

Moje słowa potwierdza fragment niedzielnego newslettera Andrzeja Stankiewicza – myślę, że najważniejszy to ten o wykorzystywaniu pieniędzy państwowych na projekty, które potem są prywatyzowane.

Andrzej Stankiewicz pisze: „Wypadałoby, żeby politycy obozu władzy byli równie konsekwentni w innej kwestii. Obiecywali ujawnienie majątków rodzin polityków, przepisanych w intercyzach, by nie denerwować wyborców. Projekt nie przypadł do gustu prezydentowi i od roku leży w Trybunale Konstytucyjnym.

Intercyzę ma premier, intercyzę ma były minister zdrowia Łukasz Szumowski. Żona ex- ministra zainkasowała ostatnio ponad 5 mln zł ze sprzedaży akcji firmy klanu Szumowskich. Przez lata spółka ta zainkasowała setki milionów publicznych pieniędzy na badania nad lekami, z których żaden nigdy nie wszedł na rynek. Wystarczy telefon prezesa do pani Przyłębskiej”. (źródło)

Dodam do tego, że tak działa system rozdawnictwa pieniędzy w nauce stworzony przez ustawę 2.0 i wynikające z niej akty prawne (jak mantrę będę powtarzał słowa o ustawie o Sieci Łukasiewicz stworzonej, po to, by na jej czele stanął totumfacki ministra). Dofinansowane są projekty prywatne, niby mające na celu stworzenie dzieła, z którego będzie korzystać społeczeństwo, a nigdy tak nie jest. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia, choć największe frukty są oczywiście w naukach eksperymentalnych (np. biomedycyna, biofizyka, itd.), ale korzystają też beneficjenci z innych dziedzin, którzy dotarli do rozdających pieniądze.

Jest też dobry krok Ziobry – złożył wniosek o delegalizację Komunistycznej Partii Polski. Ale jeszcze jest parę organizacji, które kwalifikują się do delegalizacji – choć nie mają w nazwie „komunistyczna/y” – np. partia Razem – ewidentnie, Komunistyczny Związek Młodzieży Polskiej i oczywiście Fundacja im. Róży Luksemburg, z którą współpracuje m. in. Muzeum Auschwitz-Birkenau, to tak, jakby współpracowało z fundacją im. Adolfa Eichmana.

Fot. Adam Guz/KPRM

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.