Dom bez mamy to tylko mieszkanie. To obecność mamy czyni mieszkanie domem. Taki dom rodzinny wspomina się potem całe życie. Trzeba tak ustawić parametry życia społecznego by mamy, szczególnie małych dzieci, mogły być na stałe w domu. To nie prawda, że są to kobiety niepracujące. Wręcz przeciwnie. Pracują bez wytchnienia, cała dobę, 7 dni w tygodniu. Co więcej, wiele kobiet dziś traktuje pracę zawodową jako odpoczynek od pracy w domu – to jest dopiero patologia.

Dużo się ostatnio mówi o problemie demograficznym w Polsce. Za mało rodzi się dzieci. To problem całej Europy. Na zachodzie ratuje ich duża rozrodczość muzułmańskich imigrantów, co nie wszystkich cieszy. U nas imigranci, głównie Ukraińcy, mają podobną rozrodczość jak polscy tubylcy. Różne zachęty, takie jak becikowe, czy 500+ nie przyniosły wzrostu rozrodczości. Wymieramy. Nie będzie miał kto pracować na rosnącą populację emerytów.

Ja widzę problem w tym, że życie społeczne jest tak ustawione, iż potrzeba dwóch pensji by utrzymać rodzinę. Bez tego nie dostanie się kredytu na zakup mieszkania, czy domu. Praca zarobkowa matek stała się normą. Nie mam nic przeciwko równości zawodowej i pracy zarobkowej kobiet samotnych. Niech studiują ile chcą i wyżywają się zawodowo, ale gdy stają się matkami, to ta rola staje się najważniejszą i jej muszą być podporządkowane ambicje zawodowe.

Zresztą, nie bardzo wierzę w to pragnienie pracy zarobkowej kobiet. Gdyby materialnie było to możliwe, to wiele z nich wolałoby pozostać w domu i zająć się dziećmi. Kiedyś praca ojca rodziny starczała na jej utrzymanie. Trzeba do tego powrócić.

Jestem przeciwny wszelkiemu rozdawnictwu z kasy państwowej. Robi się zasiłki dla żłobków i przedszkoli, zachęca do ich powoływania. Teraz nawet mówi się o powrocie do tzw. podatku „bykowego”, czyli specjalnego podatku dla bezdzietnych. To wszystko tylko drażni. Potrzebne jest co innego. Wysokie opodatkowanie wszystkich, ale wielkie ulgi podatkowe na dzieci i niepracującą zarobkowo żonę, czyli na liczbę osób, które ma się na utrzymaniu. Chodzi o to, by ojciec rodziny czuł, że sam utrzymuje rodzinę, a ulgi mu przysługują, bo wychowuje następne pokolenie obywateli. W ten sposób zasiłki na dzieci nie są darem od państwa, ale wypracowane. To zachęca do pracy i do posiadania dzieci. Pozostanie problem z bezrobotnymi, czyniepełnosprawnymi, ale to są wyjątki wymagające osobnego traktowania – norma powinna być inna.

Tymczasem np. w Holandii jeżeli żona nie pracuje zarobkowo to rodzina płaci większe podatki niż gdy oboje pracują. Gdy oboje zarabiają po €20000 to płacą €1864 podatku, a gdy tylko jedna osoba zarabia €40000 to podatek jest €10381, czyli tracą na fakcie przebywania mamy w domu €85173. Chory system.

Mama w domu to podstawa dobrego wychowania. Wielu patologii można by uniknąć, gdyby dzieci znajdowały się pod większą kontrolą rodzicielską. To tragedia, gdy dzieci z kluczem na szyi wracają ze szkoły do pustego domu. Nie ma komu opowiedzieć przeżyć danego dnia. Nawet gdy mama wreszcie wróci z pracy zarobkowej, to tak jest zajęta sprawami domowymi (gotowanie obiadu, pranie, sprzątanie itd.), że dla dzieci nie ma czasu. Pozostaje telewizja, internet, ulica, piaskownica i trzepak. Dzieci oswajają się z tym, że mamie nie można zawracać głowy swoimi sprawami. Głównymi powiernikami stają się rówieśnicy. A cóż są warte ich rady?

Trzeba tak ustawić parametry życia społecznego by mamy, szczególnie małych dzieci, mogły być na stałe w domu. To nie prawda, że są to kobiety niepracujące. Wręcz przeciwnie. Pracują bez wytchnienia, cała dobę, 7 dni w tygodniu. Co więcej, wiele kobiet dziś traktuje pracę zawodową jako odpoczynek od pracy w domu – to jest dopiero patologia.

Dom bez mamy to tylko mieszkanie. To obecność mamy czyni mieszkanie domem. Taki dom rodzinny wspomina się potem całe życie.

Przy takim systemie funkcjonowania rodziny jest mniej rozwodów – a to zawsze wielka trauma dla dzieci, niestety coraz częstsza. Po pierwsze, niepracującej zawodowo kobiecie trudniej zdecydować się na odejście od męża, bo sama wraz z dziećmi sobie nie poradzi. Po drugie, mąż mając na utrzymaniu żonę, czuje się bardziej odpowiedzialnym za całość rodziny i rzadziej ją porzuca. Konflikty jakoś tam są rozwiązywane bez rozwodu.

Gdy mamy będą w domu, to i demografia się poprawi. Łatwiej zdecydować się na następne dziecko, gdy mama nie jest obciążona pracą zawodowa. Każde następne dziecko niewiele zmienia w funkcjonowaniu rodziny, łatwo się gdzieś tam zmieści. A to tylko radość.

Autor: prof. Maciej GiertychOpoka w Kraju No 100, lipiec 2019

Prof. Maciej Giertych

Periodyk Opoka można zaprenumeriować w drodze emailowej oraz pobrać w formie pdf na stronie internetowej http://opoka.giertych.pl

 

 

Zdjęcie tytułowe – „Macierzyństwo” Stanisława Wyspiańskiego, pastel na papierze, 1905. Obraz znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie