Przypomnialem sobie, że jestem nauczycielem. Tak jak mój ś.p. Tato i moja Mama. Oni też uczyli.

Jak zaczynalem w 1999 roku uczyć, sporo sam się uczyłem ale nigdy tego nie ukrywałem przed swoimi uczniami/studentami. Jak przynudzalem, wiedziałem że muszę zmienić częstotliwość. Dostrajałem się do odbiorcy. Po drodze było ponad dziesięć wycieczek ze studentami po zadupiach Czech, Moraw, Słowacji i Węgier. Na Warszawie Zachodniej widziano jeszcze trzech trzeźwych, za Pruszkowem padała ostatnia linia obrony. Na granicy z Czechosłowacją budzili siewybrańcy i ci, którzy musieli akurat do kibla. Jedni i drudzy, ramię w ramię bronili naszej wycieczkowej niepodległości. Żeby tylko było nam wszystkim dobrze.

Była taka sytuacja, że zarządziłem zbiórkę w Budapeszcie na dworcu kolejowym, bo mielismy jechać dalej do Tokaju. Wieczór, ok. 20:00. W terenie rozpuszczonych ponad 50 studentów (i studentek!). Zapomniałem tylko powiedzieć, o który dworzec się rozchodzi. Część polazła na Nugati (tam gdzie trzeba było), część na Keleti (co ciekawe, tylko ja i 4 osoby). Potem był bieg przez stolicę Upadłego Turula. Ale zdążyliśmy. Ileż emocji! I wszystko wokoło po węgiersku, w języku środkowoeuropejskochińskim.

Ale wracając do głównego tematu, muszę przyznać, że ostatenie 10 lat mnie rozbisurmaniło. Siedziałem okrakiem na profesorskim osiołku. To 60 godzin pensum na doktoranckich, tam 60 na magisterskich i jeden mini wykładzik. Pozamiatane. Pensum wyrobione, wakacje zasłużone. Teraz mam nawet nie liczyłem, chyba z 11 zajęć. Z różnymi ludźmi. Powoli oswajam się z tym, że wróciłem do roli wykładowcy. Zaczynam poznawac studentów pytać o ich pasje, osiągnięcia, pragnienia. Rozmawiać o życiu. Zaczynam przypominać sobie siebie sprzed habilitacji. Fantastyczne doświadczenie wyzwalania się z urzędniczo-profesorskiej rutyny. W pierwszym momencie pomyslełem, ale krzyż, ale potem, że to jest być może prawdziwe wybawienie, rodzaj reanimacji. Powrotu do takiego Radka, jakim byłem.

Chciałbym zostać na powrót dobrym nauczycielem, jakim kiedyś byłem. Zanim nieco zurzędniczałem i zanim zapadłem się psychicznie w sobie z powodu różnych swoich spraw prywatnych.

Bogu dziękuję, że uczynił mnie wojownikiem i zdobywcą.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.