Muszę się wypowiedzieć w roli profesora, ale nie jest to żadna teoria naukowa tylko moje luźne przemyślenia i refleksje życiowe, które opieram na obserwacji otaczającego nas śwata. Proszę nie odbierać tego wpisu jako przemyślanej i poddanej regułom akademickiej narracji wypowiedź w postaci tekstu naukowego.

Otóż jak czytam reakcje ludzi w mediach społecznościowych na: pożary w Australii, dziury ozonowe, ślady węglowe, wyrzucone na brzeg zdechłe wieloryby, orki i delfiny, zdechnięte wiewiórki w stołecznych parkach warszawskich, co z grubsza sprowadzać się ma do wspólnego mianownika zmian klimatycznych, za które odpowiedzialni są wyłącznie biali heteroseksualni mężczyźni, to zaczynam odczywać dyskomfort.

Te wszystkie publicznie wygłaszane deklaracje niejedzenia czegoś, postulaty akcyzy na mięso, ratowania świątecznego karpia, bredzenie o tym, że na Sądzie Ostatecznym sądzić nas będą świnie, kury i ryby (i może jeszcze nasze tasiemce?) – zaczynam odczywać niepokój.

Te akcje wyprowadzania ogłupionej ideologicznie młodzieży szkolnej w ramach tzw. strajku klimatycznego, te feministyki rozbierające się do naga w centrach miast i na ulicach w ramach protestu przeciwko temu, że nikt ich ich nie chce, pardon, przeciwko seksizmowi i czynieniu z nich inkubatorów. Te zwykłe fizyczne napaści na ludzi noszących futra ze zwierząt, jedzących w restauracjach podających niewege posiłki – to wzbudza we mnie gniew i niezgodę na tego typu praktyki.

Ale konkluzja: nie byłoby tego wszystkiego, gdyby systemy edukacyjne realizowały swoje cele statutowe, tj. uczyły odróżniania prawdy od fałszu, krytycyzmu w podejściu do źródeł informacji, weryfikowaniu prawdziwości informacji poprzez odniesienie ich do innych źródeł wiedzy, zwłaszcza uniwersyteckich. Wreszcie gdyby wyjaśniano ludziom techniki manipulacji przy użyciu nowoczesnych mediów i budowano w nich krytyczny ogląd sytuacji.

Tymczasem mamy do czynienia z memoedukacją tj, uczeniem się poprzez zapamietywanie fajnych memów, twittoedukacją tj. uczeniem się poprzez skracanie wypowiedzi do minimum, ale bez zachowania sensu przekazu, wreszcie z wikipediokracją jako ostateczną instancją rozstrzygania wątpliwości poznawczych. Gorsza jest tylko googlokracja, w której o prawdziwości jakiegoś stwierdzenia rostrzyga sie na podstawie pierwszej losowo wybranej odpowiedzi na zadane pytanie.

Nie ma się co łudzić. Z roku na rok będzie coraz gorzej. Na razie rządzą nami jeszcze politycy tzw. starego pokolenia, którzy (w większości) wiedzą, o czym piszę teraz (jeszcze będziemy ich dobrze wspominać!). Za kilka lat nadejdzie jednak nowa fala, która zmiecie poprzednią bezprzykładną bezczelnościa i arogancją, ogłosiwszy tryumf dobrej zabawy zamiast uprawiania polityki. Ministrem Spraw Wewnętrznych zostanie uznany w środowisku gracz Fortnite i GTA 6 i dalszych edycji. Ministrem zdrowia – panienka, która schudła 10 kilo po zastosowaniu tajemniczej diety z internetu, ministrem edukacji zostanie człowiek, który w toku edukacji szkolnej nabył umiejetność płynnego czytania bez zrozumienia tekstu czytanego.

Kurdę, taki nastrój może. Jutro mi przejdzie.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.