Pewna celebrytka zjawiła się w miejscu, gdzie jej były partner, a teraz rozmówca wtykał barwy narodowe w psie odchody i wygłosiła maksymę „praca czyni wolnym”. Następnie chichocząc powiedziała, że coś takiego powiedział jakiś filozof, ale one nie wie kto to był.

Takie hasło w języku „nazistowskim” brzmiało „Arbeit macht frei” i było umieszczane na bramach do niemieckich obozów koncentracyjnych takich jak Auschwitz, Dachau, Sachsenhausen czy Gross-Rosen. Jednak który „filozof” taką myśl sformułował nie jest pewne i tu celebrytka może mieć rację.
……..
Znajmy moich dziadków, który po 1956 r. wrócił z Syberii wspominał, że nad bramą łagru w którym go sowieci trzymali był napis: Через труд к свободе. Co w przełożeniu na język polski oznacza „praca czyni wolnym”.

W czasach przed Hitlerem, gdy w relacjach niemiecko-sowieckich kwitła przyjaźń (Rapallo) całkiem spora grupa niemieckich policjantów podkształcała się w NKWD. Pod Riazaniem zorganizowano niemiecką szkołę policyjną pod krypt. „Tigerschloss”. „Ekspertami”, którzy uczyli Niemców prowadzenia śledztw i przesłuchań, byli czekiści. Niemieccy kursanci nie musieli znać rosyjskiego bowiem „wykładowcy” posługiwali się językiem niemieckim. Kurs w ośrodku trwał dziewięć miesięcy. Wśród słuchaczy był m.in. Henrich Müller – w przyszłości szef gestapo, bezpośrednio odpowiedzialny za zbrodnie popełnione podczas II wojny światowej.

Niemieckie obozy koncentracyjne powstawały jako naśladownictwo sowieckich łagrów więc nie wykluczone, że jakiś niemiecki kursant podejrzał sowiecki napis i tylko przetłumaczył je na niemiecki. Więc „filozof” od hasła jest nieznany.

Autor: prof. Romuald Szeremietiew
Polski polityk, publicysta, doktor habilitowany nauk wojskowych specjalista w zakresie obronności (habilitacja „O bezpieczeństwie Polski w XX wieku”), nauczyciel akademicki, m.in. profesor nadzwyczajny Akademii Obrony Narodowej i Akademii Sztuki Wojennej, więzień polityczny PRL, poseł na Sejm III kadencji, były wiceminister i p.o. ministra obrony narodowej.