Profesor Sławomir Cenckiewicz pokazał w środę (21.09.2016r.) w jaki sposób manipuluje „Gazeta Wyborcza”, nie wymieniając konkretnych nazwisk i recenzując z pozoru kontrowersyjną książkę. Chodzi o artykuł o wystawianiu na witrynach największych księgarń pierwszego tomu serii „Wiek Hitlera”, którym są wspomnienia Degrella. O postaci tego Nazisty nie będę dyskutował. Niewątpliwie był rasistą i antysemitą. Walczył nie tyle z komunizmem, co z „podludźmi”, czego nie ukrywał w swoich wspomnieniach. Cóż więc niezwykłego jest w recenzji i „skardze” GW? Ano, dwie rzeczy:

1. GW „pokazała” zdjęcie, na którym zgrupowane zostały oprócz tej książki pozycje pana Profesora i pana Warzechy. Jest to manipulacja, ponieważ takie zestawienie sugeruje autorów antysemickich. Artykuł jest o czym innym, lecz zdjęcie sugeruje wniosek zawarty pomiędzy wierszami. Przesłanie. Podejrzewam, że zdjęcie jest także zmontowane, gdyż w warszawskich księgarniach nie widziałem tych pozycji razem. W dodatku, wyborcza oskarża Empik, Matras i PWN o preferowanie pozycji antysemickich. Nie wprost, oczywiście, lecz Empik już się tłumaczy, co ewidentnie wzmacnia przekaz podprogowy. Nie będę też pisał o tym, że artykuł o nazistowskim bandziorze ilustrowany jest zdjęciem ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, które jest jednym z dwóch rozpoznawalnych zdjęć na tej wystawie (drugie to Adolf na okładce wspomnień Degrella), bo jest to świństwo, o ile nie należy nazwać tego dosadniej.

2. GW napisała tą recenzję wyłącznie po to, by utrwalać obraz Polaka-antysemity, który w dodatku popiera hitlerowców. Nie mówi tego wprost, ale ten artykuł niczym nie różni się od „polskich obozów” lub oskarżeń o udział w Holokauście. Zapomniała też, że właścicielami tej sieci nie są Polacy. Dziwię się też Adamowi Michnikowi, który wie dobrze, co oznacza cenzura i zakaz sprzedawania, rozpowszechniania oraz drukowania książek i ile za to groziło, że postuluje, by czegoś nie sprzedawać. Tzw. „nazioferta” dotyczy książek historycznych, które sprzedawane są na świecie. Równie dobrze można zakazać książek o Holokauście, ponieważ występuje w nich Hitler i Naziści. Paradoksalnie, dziękuję GW za reklamę. Nie wiedziałem, że wyszedł Prien po polsku, a czytałem go po angielsku, kupiłem go w Londynie i komuś pożyczyłem i przepadł.

Artykuł w GW ucieszył mnie, ponieważ wynika z niego, że nie jestem antysemitą, ponieważ żadna z wymienionych przez gazetę sieci nie wystawia moich książek, tyko chowa je gdzieś po kątach. Taki wniosek odniosłem po lekturze tekstu. Wystawiane są tylko antysemickie książki, takie jak np. Olgi Tokarczuk. Cieszę się, bo rzeczywiście nie jestem antysemitą. Uważam, że Żydzi są rasą wybraną, pokojowo nastawionych pasterzy, którzy nigdy nie prowadzili żadnych wojen, nie zabijali nikogo i zawsze byli ofiarami całego świata. O tym świadczy Stary Testament. To, że najbogatsze rodziny bankierskie są pochodzenia żydowskiego, to tylko przypadek. Z pracy to mają, bo lichwę wymyślili antysemici. Komunizmu w Polsce też nie wprowadzali. W komunistycznych organach partii i bezpieki cywilnej oraz wojskowej, było ich tylko od 6 do 19% (liczba zależy od stopnia antysemityzmu historyka). Co prawda, prawie wszyscy zajmowali kierownicze stanowiska sprawcze, lecz w „Idzie” widzieliśmy jacy byli skrzywdzeni i z jaką straszną niechęcią stanowiska te pełnili, nie mówiąc już o wyrokach, które równie niechętnie wydawali.

Te sieci, o których pisze GW są strasznie antysemickie i ja nie mogę tego znieść. Nie rozumiem też, dlaczego Gazeta nie zauważa, że wydają książki w języku polskim, co samo w sobie podkreśla antysemickość antysemitów, do których ja się nie zaliczam, bo nie ma mnie na wystawach.

Dobrze, że piętnujący antysemitów artykuł jest otwarty w ramach bezpłatnego limitu TUTAJ.