[Wdrażanie systemu – Aleksander Kobzdej „Podaj cegłę”, 1950, Muzeum Narodowe, Wrocław]

Profesor wdrożeniowy ?

PAP podaje :Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego planuje uruchomienie specjalnej, wdrożeniowej ścieżki kariery akademickiej, tak by stopnie naukowe można było uzyskiwać nie za prace teoretyczne, tylko za wdrożenia gospodarcze – mówi PAP szef resortu, wicepremier Jarosław Gowin. To jeden z wielu pomysłów ministerstwa na pobudzenie innowacyjności na uczelniach wyższych. „. [ Gowin: doktorat, habilitacja, profesura także za wdrożenia gospodarcze –http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,410159,gowin-doktorat-habilitacja-profesura-takze-za-wdrozenia-gospodarcze.html].

Niewątpliwie wprowadzenie stopni/tytułów wdrożeniowych pobudziłoby innowacyjność uczelni wyższych, które by obdarzyły tytułami liczne zastępy tych co do nauki nic/niewiele wnieśli. To już było w poprzednim systemie, kiedy obdarzano tytułami i to ekspresowo, tych co wdrażali w życie system komunistyczny lub go umacniali. Dawano też np. inżyniera tym, którzy co prawda nie studiowali, ale drążyli chodniki pod ziemią (przypadek tow. Edwarda Gierka).

Innowacyjności w tej materii na uczelniach nie brakowało, gorzej było z poziomem naukowym spadającym wraz z odchodzeniem z systemu kadr uformowanych w II RP i tych, którzy do formowania najlepszego z systemów, a w szczególności do formowania młodych, oddanych socjalizmowi kadr się nie nadawali.

Do stopni i tytułów wdrażanych w życie tak w PRL, jak i w PRL- bis (2 voto -III RP) mam stosunek wstrzemięźliwy, jako że bardziej dezinformują/ wprowadzają w błąd, niż wskazują na rodzaj/wysokość poziomu naukowego/intelektualnego.

Utrzymywanie nadal tego systemu tytularnego, przy wprowadzeniu innowacji wdrożeniowej, może jeszcze bardziej kompromitować hierarchów naukowych w Polsce i oddalać nas od nauki światowej, a wcale nie przybliżać do gospodarki.

W wielu dziedzinach jak praca teoretyczna jest na poziomie, to i do gospodarki da się wdrożyć z sukcesem. Natomiast samo wdrożenie do gospodarki tego co inni wymyślili nie jest żadną nauką, a czasem jest niedopuszczalną patologią, kiedy myślicieli w samym wdrażaniu się pomija. A to u nas jest niemal regułą.

Po co utrzymywać nadal system tytularny, upolityczniony, nader osobliwy, zupełnie niezrozumiały dla naukowców – szczególnie tych wybitnych -z innych krajów, blokujący w działaniach naukowych młodych potencjalnych liderów i stanowiący barierę do powrotów liderów naukowych z Polonii akademickiej ?